Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Categories:
Fandom:
Relationships:
Characters:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2018-05-19
Completed:
2018-05-19
Words:
28,813
Chapters:
14/14
Kudos:
11
Hits:
251

10-97

Summary:

Koniec końców, Nick Wilde nadal jest trochę tchórzem.

Judy ląduje w szpitalu, po feralnej interwencji. Nick prowadzi śledztwo z Wolfordem i dowiaduje się, że problemy miasta nie kończą się na progu ZPD.

Notes:

Chapter 1: Kawiarnia i sklep na rogu

Chapter Text

„10-97 Centrala”

Pasiasty policyjny SUV zatrzymał się gwałtownie, hamując przed sklepem na rogu Happytown. Nick wyłączył radio kciukiem i rozejrzał się. Na ulicy zbierał się tłum, co najmniej dwa tuziny zwierząt stanęło, żeby przyjrzeć się zamieszaniu. Judy otworzyła drzwi radiowozu i kicnęła prosto na chodnik. Lis wyślizgnął się za nią, po cichu zgarniając karabin uspokajający.

Szczerze nie cierpiał tej broni. Była wielka, ciężka i pozornie poważna..., gdyby nie krzykliwe kolory i jaskrawe, żółte paski ostrzegawcze. Jakby tego było mało, pociski do niej wyglądały jak przynęty na ryby. Patrole ZPD były mogły, oczywiście nosić ostrą broń – Wolford i Fangmeyer byli wręcz nadmiernie podekscytowani swoją nową strzelbą – ale partnerka Nicka stanowczo odmówiła. Stwierdziła, że nie przyjechała do Zwierzogrodu, żeby zabijać. W większości przypadków się z nią zgadzał, ale miasto było wielkie i okrutne, a on czasami nadal był przerażonym szczeniakiem, który nie chciał nikogo skrzywdzić, ale chciałby chociaż być do tego zdolnym.

Pociąg Zootopia Express przemknął kilka przecznic dalej a jego syrena zabrzmiała jak gong do walki.

Drzwi sklepu otworzyły się i Nick zacisnął pięści. Ogromny tygrys bengalski – naprawdę wielki, większy niż Bogo – górował nad dwoma mniejszymi zwierzętami wypychając je na ulicę - zajęczycą z młodym, które usilnie próbowała schować za sobą.

„Cholera” zaklął Nick. To było dwoje z kawiarni, z którymi rozmawiali nie więcej niż dziesięć minut temu.

„Nick, to przecież ta dwójka z kawiarni!”

Królica nie wyglądała jakby się podjęła jakąś decyzję. Po prostu wystrzeliła pędem do przodu, wyciągając swój malutki paralizator z kabury i krzycząc coś o ZPD, rękach do góry i innych tego typu formalnościach. Bardzo odważnie, okropnie głupio.

Nick zdusił w sobie „Karotka!”. Było już za późno, zresztą pewnie i tak by nie posłuchała. Zamiast tego, sycząc przez zęby podniósł karabin, żeby ją osłaniać. Tygrys się zatrzymał, dając dwóm zającom moment na ucieczkę i odwrócił w stronę szarżującego, małego królika. Ruszył w jej stronę.

Nick nie potrzebował więcej zachęty. Pociągnął za spust.

Judy była lepsza od swojego partnera praktycznie we wszystkich aspektach szkolenia w akademii. Był za duży, żeby skakać po innych jak ona i za mały, żeby zrobić cokolwiek innego. Wkuwanie też nie było nigdy jego mocną stroną. Nick zawsze zakładał, że w policji bardziej przydadzą mu się jego nienamacalne talenty. Ale strzelcem był lepszym, podobno najlepszym od pięciu lat, jeżeli wierzyć słowom instruktora. Więc, chociaż to było coś. Może.

Zielona strzałka wbiła się w ramie tygrysa. Wzdrygnął się zirytowany, obrzucił Nicka jednym spojrzeniem i odwrócił się z powrotem w kierunku Judy.

„Cholera”, powiedział Nick do siebie.

Judy rzuciła się do biegu na czterech łapach, prześlizgując się koło hydrantu i wbiegając na chodnik. Skręciła w bok i wyskoczyła odbijając się znaku drogowego w stronę tygrysa. Kopnęła go z wyskoku prosto w żołądek.

Tygrys zachwiał się o pół kroku, kiedy Judy się od niego odbiła, ale zaraz odzyskał równowagę. Wysunęły się wielkie pazury

„O kurwa.” stwierdził Nick.

Szarpnął zamkiem, żeby przeładować karabin i znowu wystrzelił. Kolejny zielony pióropusz wykwitł na piersi tygrysa. Łapa Nicka przesunęła się pewnie pomiędzy zamkiem i spustem, kiedy strzelił po raz kolejny, a później jeszcze raz.

Judy była w defensywie, przemykając zręcznie między łapami tygrysa. Starała się go zmęczyć, wiedziała, że musi poczekać aż anestetyk zacznie działać. Tygrys jednak nie zdawał się słabnąc. Nadal był wielki, wściekły i całkowicie, przerażająco przytomny. Poruszał się pewnie, krążąc wokół Judy. W tym wszystkim coś nie dawało Nickowi spokoju.

Z pewnością była jakaś maksymalna dawka środka uspokajającego dla tego gatunku i Nick pewnie już ją przekroczył. Ale nic nie szło po jego myśli a tam była Karotka, więc reguły mało go obchodziły. Zaryglował zamek i strzelił ponownie. Coś było nie tak. Strzelił jeszcze raz. Trafiał za każdym razem.

Nagle do niego dotarło. Tygrys stopniowo, z rozmysłem spychał ją w stronę hydrantu. Nie mogła go zauważyć, nie dopóki nie było już za późno.

Nick otworzył usta, żeby ją ostrzec i w tym momencie tygrys się rzucił. Judy odskoczyła do tyłu, zderzając się z hydrantem. Wielka pięść zacisnęła się na jej szyi podnosząc ją nad ziemie. Jej paralizator wystrzelił bezużytecznie a tygrys zamachnął się i cisnął nią z całej siły w witrynę sklepu. Głuchy odgłos uderzenia Nick usłyszał aż przy radiowozie. Judy opadła na chodnik zwijając się w małą, niebieską kulkę.

Serce Nicka się zatrzymało. „Kurwa” wydało mu się tym razem nieadekwatne.

---

Piętnaście minut wcześniej:

„Nicholasie Wilde”

Przyglądała mu się z nad kubka, a świtało padające przez okno kawiarni rozświetlało jej popielate futro. Uśmiechała się, ale coś w jej minie sprawiło, że odłożył widelec.

„Judith Hopzmann” odpowiedział.

”Próbuj dalej.”

„Jumopovitch”

„Okropne, poza tym nie wszystkie króliki mają nazwiska związanie z kicaniem”

„Ale Ty masz.”

„NICK!”

„Świetnie dziś wyglądasz, Karotka”

Tego się nie spodziewała. Nick uśmiechnął się lekko. Zawstydzanie królicy stało się jedną z największych przyjemności w jego życiu. A poza tym na prawdę wyglądała dobrze.

„Dzięki Nick. Dlaczego nigdy nie zaprosiłeś mnie na randkę?”

Teraz to on był zaskoczony. „Ja. Co?!”

Nie chcąc się powtarzać, uniosła tylko brwi i uśmiechnęła się promiennie. Nick szybko przybrał minę pełną zaskoczenia i niewinności.

„Czemu nie zrobiłem, czego?”

„Nie rób głupich min lisie, nie pasują ci.”

Jej pyszczek się uśmiechał, ale oczy były poważne. Wyglądało na to, że nie da rady wymigać się od tej rozmowy – ale nigdy nie zaszkodziło spróbować.

„Wiesz o czymś, o czym nie wiem, Karotka?” brnął dalej.

„Clawhauser powiedział, że planowałeś zaprosić mnie na obiad. Trzy tygodnie temu. Jeżeli dobrze pamiętam, to nadal tego nie zrobiłeś.”

„Byłem… zajęty. Walką z przestępczością.”

„Tak Nick, wiem - też byłam. Słuchaj, bałeś się, że odmówię?”

„Nie, to znaczy…”

Nick nie wiedział co powiedzieć. Nierozważnie, jak się okazało, przyznał się do swoich planów Clawhauserowi, po czym spędził kolejne trzy tygodnie przekonując się, że to zły pomysł. Nie bał się odrzucenia. No, może odrobinę. Ale nie w tym tkwił problem.

Dorastając w Happytown, Nick doświadczył, jak to jest, kiedy bliscy odchodzą, umierają albo jeszcze gorzej. Uwielbiał tą królicę, a ona była taka mała, taka dobra i zawsze gotowa narazić się, żeby pomóc komukolwiek. Bał się, że jeżeli coś się stanie...

„Przepraszam,” powiedział cichy głosik. „Czy jesteś posterunkowa Judy Hopps z ZPD?”

Uratowany przez dzwonek.

Oboje spojrzeli przez stół na małą dziewczynkę – zająca, może siedmioletnią. Ściskała w łapkach kawałek papieru i gapiła się na nich wielkimi oczami.

Chociaż nie, gapiła się na tylko Judy. Nickowi poświęcała mniej więcej tyle uwagi co stojakowi na serwetki, ale wcale mu to nie przeszkadzało.

Judy uśmiechnęła się do niej ciepło. „Tak, to ja! A Ty, jak się nazywasz?”

Małego zająca zatkało, bezgłośnie otworzyła usta, po czym je zamknęła.

„Bina Arnevet” powiedział inny zając, stając za nią – jej matka, domyślił się Nick.

„Miło cię poznać Bina”. Judy uścisnęła jej małą łapkę. „To mój partner, posterunkowy Wilde.”

Nick pomachał do dziewczynki.

„Czy jesteś lisem panie Wilde?” zapytała Bina.

Nick popatrzył na swój ogon i zamachał nim lekko. „Na to wygląda.”

„Czy jesteście przyjaciółmi z panią Judy?”

Nick powstrzymał odruchową, ciętą ripostę, to był Ważny Moment. „Najlepszymi przyjaciółmi” odpowiedział. „To dla niej wstąpiłem do policji.”

„Oh.” Bina wyglądała jakby musiała to przetrawić. Judy posłała swojemu partnerowi uśmiech, mimo że nie do końca na niego w tym momencie zasługiwał.

„Co tam masz?” zapytała Judy. Bina podała jej nieśmiało papier.

Był to oficjalny plakat ZPD z Judy w pełnym mundurze stojącą w heroicznej pozie. Nick już gdzieś go kiedyś widział, przelotnie, po aresztowaniu Burmistrza Lionhearta. Zauważył też, że poprawili na zdjęciu jej lekko krzywe zęby. Plakaty szybko zniknęły z przestrzeni publicznej, zaraz po tym jak ZPD po cichu ogłosiło jej rezygnację. Nie wiązały się z nimi zbyt miłe wspomnienia dla Nicka i miał nadzieję, że już nigdy ich nie zobaczy. A teraz miał jeden z nich przed oczami.

„To… ja” powiedziała Judy zakłopotana.

Bina wzięła głęboki oddech i powiedziała jednym tchem. „Chcę zostać policjantką jak Ty pani Judy czy podpiszesz mój plakat proszę!”

Nick podał jej długopis. „Gratulacje Karotka, jesteś celebrytką!”

Bina podskakiwała niecierpliwie, kiedy Judy pisała na jej plakacie. W międzyczasie starszy zając podeszła do Nicka.

„Jestem Rachel, jej matka” powiedziała łagodnym głosem z wyraźnym akcentem.

„Nick Wilde”. Uścisnął jej dłoń. Była wysoka i szczupła, wyższa od Judy, prawie jego wzrostu. Szybko wyobraził sobie jak mocno mogłaby kopnąć jego partnerka, gdyby była wyrośniętym zającem i skrzywił się wewnętrznie na tą myśl.

„Jestem bardzo wdzięczna”, powiedziała Rachel. „Mała uwielbia posterunkową Hopps”

To tak jak ja – pomyślał Nick, ale nie powiedział tego.

„Zawsze chciała zostać policjantką a my zawsze powtarzaliśmy jej, że to przecież nie możliwe. Aż w końcu…” Rachel wskazała na Judy, która nadal gawędziła z Biną. „Pisali o tym w każdej gazecie, co mieliśmy jej powiedzieć?”

Lis jej przytaknął. „Judy zmienia świat”.

Starsza kobieta przyjrzała mu się. „Masz szczęście mieć ją w swoim życiu”.

Wiem – znowu pomyślał Nick, ale powiedział coś innego. „Jest świetną policjantką”. Poczuł się nagle zupełnie nagi, więc skupił się na jajkach na swoim talerzu.

Pierwsza królica ZPD właśnie kończyła swój komicznie wielki autograf.

„Zapiszę swój z-mail, okej? Napisz do mnie czasami, chcę wiedzieć, jak Ci idzie nauka”

Bina przytaknęła jej z entuzjazmem.

„Będziesz świetną policjantką” Powiedziała Judy, przyklejając jedną z naklejek Junior ZPD do jej sukienki.

Mała promieniała z radości.

„Musimy już iść” Wtrąciła się Rachel, odciągając swoją córkę od pary policjantów.

„Bardzo Wam dziękuję”.

Nick zasalutował na pożegnanie a Judy pomachała im, dopóki nie zniknęły za drzwiami, po czym odwróciła się do Nicka.

„Świetna robota posterunkowy Wilde, musimy zacząć wysyłać cię do szkół”.

„O nie, w takim razie rzucam tę robotę.”

„Ha. Mówię serio, świetnie Ci poszło”. Jej oczy były łagodne i szczere, w ten okropny sposób, kiedy chciała go przekonać, że jest potrzebny. Nie mógł tego znieść.

Miał plan. Nie zakocha się w niej, będą przyjaciółmi, ale w platoniczny sposób. Platonicznymi przyjaciółmi. Będą razem pracować i jeść obiady, ale później pójdą do domów i będą myśleć o innych rzeczach i o innych zwierzętach. Ktoś inny zabierze ją na policyjny bal. To był świetny plan, miał już takich kilka. Ale żaden z nich nie przetrwał kontaktu z Judy Hopps.

Patrzyła na niego wyczekująco. Zorientował się, że uśmiech zszedł mu z pyska, więc go zaraz poprawił.

„To przecież twoja zasługa Karotka, to ty jesteś bohaterką króliczego świata. Ja jestem tylko pomocnikiem.”

Judy się uśmiechnęła i upiła łyk kawy. „W porządku, w takim razie musimy znaleźć jakieś lisie szczeniaki, które to na Ciebie będą patrzyć zafascynowanymi oczami”

„Odchodzę”

„Myślałam, że zrobiłeś to już wcześniej”

„W takim razie odchodzę podwójnie” Odpowiedział Nick. „Wracam do mojego przestępczego życia”.

„Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo, Slick” powiedziała mrużąc oczy. „Pójdę za tobą na koniec świata”.

Lis położył łapę na sercu, dramatycznie zamykając oczy. „Karotka, jednak ci zależy.”

„Oczywiście, że tak głupku. Może jednak powinieneś mnie gdzieś zaprosić?” Doskonale naśladowała jego charakterystyczny uśmiech.

Ich radia nagle wypluły z siebie potok słów.

„Jednostki z Savannah i Happytown, napad z bronią w ręku na Piątej i San Leon. Sklep na rogu. Cywile mogą być poszkodowani.”

„Karotka, to przecznicę stąd”.

Złapała swoje radio. „Jeden-Alpaka-Jeden, odpowiadam, odbiór”

„Przyjąłem”

Judy popatrzyła na Nicka, tym razem bardzo poważnie. „Dokończymy tą rozmowę później”.

„Ty tu rządzisz.”

Drzwi kawiarni jeszcze kiwały się w zawiasach i wesoło dzwoniły dzwonkiem, kiedy wielki radiowóz ZPD zjechał z chodnika i ruszył w drogę. Nick sięgnął między siedzenia po karabin. Załadował go zanim wyruszyli na partol, ale i tak sprawdził jeszcze raz.

„Nick, wszystko będzie dobrze”

Szybko zbliżali się do celu.

„No jasne, Karotka”.

Nick chwycił swoje radio. „10-97, centrala.”

---

Pięć minut później:

Judy się nie ruszała. Próbował krzyczeć jej imię, ale nie mógł wydobyć głosu. Karabin był pusty. Tygrys rzucił Nickowi ostatnie, nieodgadnione spojrzenie, po czym uciekł, w stronę tłumu. Nick już na niego nie patrzył, rzucił bezużyteczny karabin, który podskoczył kilka razy na chodniku.

Pokonał dystans do witryny w kilka chwil, które wydały mu się całymi latami. Gapie ze sklepu i ulicy zaczęli się tłoczyć wokół nieprzytomnej królicy. Jego partnerki. Jego królika.

„Hej!” Krzyknął chrapliwie, nadal nie mogąc znaleźć swojego głosu. „Odsuńcie się! Odsuńcie się od niej!”.

Nie słuchali go, zaczął odpychać wielkie, głupie zwierzęta torując sobie drogę do niej.

„Spokojnie, lisie…” ktoś zaczął mówić. Głośne warknięcie wydarło się gwałtownie z gardła Nicka, uszy miał położone a pysk zmarszczony z wściekłości. Zwierzęta skuliły się przestraszone, ale miał to gdzieś.

„ODSUŃCIE SIĘ!”

Tym razem go posłuchali. Nick mógł się przejrzeć Judy. Półleżała na plecach, jej oczy były zamknięte a nos i czoło zakrwawione. Nie mógł stwierdzić, czy oddychała.

A obok niej klęczał malutki zając.

„Cholera” powiedział Nick.

„Hej... Bina, musisz stąd iść” Popatrzyła na niego, futro na jej policzkach było mokre i potargane. Pokiwała głową.

„Gdzie Twoja mama?” Ciężko było mu skupić się na czymkolwiek poza Judy.

„Tu jestem” usłyszał obok siebie głos starszego zająca. „Mam ją zabrać?”.

Popatrzył jeszcze raz na dziecko, siedziało spokojnie, pilnowało. Trzymała Judy za łapę.

To było za dużo. Nogi ugięły się pod Nickiem, oparł się na chodniku obok głowy swojej partnerki. Nachylił się na jej pyszczkiem – nadal oddychała, chrapliwie, ale spokojnie. Wciąż była z nim.

Syreny w oddali było słychać coraz wyraźniej. Wzrok Nicka i Biny spotkał się, oboje płakali. Ale jej usta były zaciśnięte z determinacją, a jego drgały. Przez następne kilka minut znowu był małym szczeniakiem.