Actions

Work Header

Ficzkowe wyzwania

Summary:

Seria prac, które wystawiłam na polskiej grupie Fandersowej w ramach challengu pisarskiego. W głównej mierze to shipy, czasami human AU, czasami nie.

Notes:

Pierwsze ficzki pisane były w grudniu, więc było parę okołoświątecznych i okołonoworocznych.

Chapter 1: Nocna niespodzianka

Chapter Text

Patton wielce podekscytowany wpadł do pokoju Logana i rzucił się w stronę łóżka, na której logiczny aspekt spokojnie spał. Patton zaczął żywiołowo potrząsać Loganem starając się go zbudzić jednocześnie usiłując zdusić w sobie chęć do radosnego krzyku. Zamiast tego przemówił szeptem trzęsącym się od ekscytacji:

- Logan! Logan, wstawaj, błagam, szybko wstawaj! Nie uwierzysz co się dzieje!
Logan otworzył zaspane oczy i odgonił od siebie ręce Pattona. Wymruczał coś niezrozumiale i poszukał wzrokiem budzika, na którym wyświetlała się godzina 2:43. Sapnął zirytowany.

- Czyś ty oszalał? Jest środek nocy… Powinieneś już dawno spać… - Przerwało mu ziewnięcie. – Tak samo, jak ja. Czy to nie może poczekać do rana? – Zapytał i nie oczekując na odpowiedź odwrócił się na drugi bok i przykrył kołdrą. Nagle kołdra zniknęła.
Logan usiadł i przetarł twarz, żeby groźne spojrzenie, jakim miał zamiar obdarzyć przyjaciela, nie zostało pozbawione srogości przez śpiochy zaschnięte w kącikach oczu. Otworzył usta, żeby powiedzieć co myśli o tak bezceremonialnym zachowaniu, ale Patton nie pozwolił mu dojść do słowa. Kołdrę, którą przed chwilą zabrał, odrzucił w kąt pokoju.

- Logan, to nie może czekać! ŚWIĘTY MIKOŁAJ! – krzyknął, ale sam zaraz skulił się na dźwięk własnego głosu i z lękiem spojrzał w sufit. Zaraz potem dodał dużo ciszej, lecz wciąż radośnie:

-Święty Mikołaj przyszedł, a jak zaraz ze mną pójdziesz, może uda nam się go zobaczyć, no chodź! – Pociągnął Logana za rękaw piżamy z taką siłą, że ten zdążył tylko złapać okulary leżące na szafce nocnej i bez większych protestów podążył za Pattonem. Był w tej chwili na to zdecydowanie zbyt zmęczony.

Patton był przeszczęśliwy. Zbudził go rumor pochodzący z najwyraźniej z dachu i po pierwszej fali strachu, że zaraz pożre go jakiś potwór, albo porwą kosmici, udało mu się ustalić, że rumor przeniósł się w stronę kominka. Na coś takiego znał tylko jedno wytłumaczenie. Sanie Świętego Mikołaja wylądowały na ich dachu, a on sam przeciskał się teraz przez komin, żeby im wręczyć prezenty! Nie mógł tego przegapić! Tylko trzeba było jeszcze zbudzić Logana, który w zeszłym roku próbował mu wmówić, że Święty Mikołaj nie istnieje. Też coś!
Nie kłopocząc się włączaniem światła, stanęli obaj w salonie. Światełka dużo zawczasu ubranej choinki sprawiały, że wydawał się on nieco lśniący. Patton splótł swoje dłonie w radosnym oczekiwaniu i wbił spojrzenie w kominek, a Logan ziewnął przeciągle przekonany, że moralnej części musiało się coś przyśnić. Znieruchomiał, gdy również usłyszał rumor dobiegający z kominka i wpatrzył się w niego z niepokojem. Stanął jeden krok przed Pattonem w nieco obronnej pozie spodziewając się prędzej włamywacza, niż dobrego ducha Bożego Narodzenia.

- Auć! Nie pchaj tak mocno, no… Nawet nie masz pojęcia jak tu ciasno… Marny z ciebie elf, wiesz? – Usłyszeli stłumione sapnięcie. Odpowiedziało mu coś niezrozumiałego. – Czy ty coś insynuujesz?! DBAM O SWOJĄ LINIĘ O WIELE BARDZIEJ, NIŻ TY!
Patton zapiszczał ze szczęścia i zakrył sobie usta dłonią podskakując w miejscu. Coś głośno gruchnęło i wszędzie nagle było pełno pyłu. Ktoś najwyraźniej utknął w szybie kominkowym, a ostatni wybuch sprawił, że w końcu się przepchnął i wylądował w salonie cały pokryty sadzą. Postać wyczołgała się potrącając węgiel w wiaderku stojący obok kominka.

- A niech to… - Sarknęła kaszląc, wstając i usiłując otrzepać się choć trochę z brudu. Był to…

- Roman, nic ci nie jest?! Żyjesz?! – Głos Virgila dobiegający z góry kominka przesiąknięty był niepokojem. Roman przetarł nieco przybrudzoną twarz rękami zostawiając na niej ciemne smugi. Nachylił się do szybu i zawołał tryumfalnie:

- Udało mi się, przecież ci mówi…

- Czy ja mogę wiedzieć, czemu służy to wasze niedorzeczne zachowanie w środku nocy? – Przerwał mu Logan, który wreszcie odzyskał głos po wstępnym szoku. Roman odwrócił się zaskoczony widokiem dwójki przyjaciół. Na twarzy Pattona przez chwilę malowało się bolesne rozczarowanie, ale zaraz potem wyszczerzył się od ucha do ucha i chichocząc dodał:

- Pan-do kogo? – Logan warknął sfrustrowany, a Roman uśmiechnął się domyślając się, jak musi wyglądać jego twarz poplamiona sadzą.

- Dyskutowaliśmy z Virgilem na temat Świętego Mikołaja. On uważa, że nie ma szans, by dało się choć bezpiecznie przejść przez komin, dlatego… -

- Princey, co się dzieje? Odezwij się, inaczej… - Prawdopodobnie miała to być groźba, ale panika była wyraźnie słyszalna w niskim tonie dudniącym z kominka. Naraz znowu rozległ się łomot i wszyscy się rozkaszleli, bo uniosło się jeszcze więcej pyłu i sadzy niż poprzednio.

- Virgil, nic ci się nie stało, dzieciaku? – Patton podszedł do kominka pomagając wstać aspektowi lęku. Ten na nieco chwiejnych nogach wstał i spojrzał po zebranych. Roman rozbawiony z szatą ciemnoszarą, zamiast białej, Patton z wesołością i troską malującą się na twarzy, a Logan ponownie śpiący i poirytowany. Przez chwilę panowała niezręczna cisza.

- Wesołych Świąt? – Spróbował Virgil. Logan jęknął pokonany.

- Przecież to nawet nie jest Wigilia!

~Koniec~