Actions

Work Header

Do pracy orkowie

Summary:

Nigdy nie wierzcie w elfia propagandę. Czasem plan jest prosty (i niezbyt dopracowany). Czasem też nie wszystko idzie zgodnie z planem.
Oto epicka opowieść z serii ork, majar i balrog wchodzą do baru....
Trochę bełkotliwej metafizyki na usprawiedliwienie porażek, trochę chorobliwego perfekcjonizmu. Odrobina DHL'a....

Work Text:

Zebrali się gdzieś w podziemiach, w miejscu w którym przygotowywano pożywienie dla istot zamieszkujących twierdzę. Mroczne pomieszczenie śmierdziało trochę przypaloną kaszą i mokrą wroną ale nie było najgorsze. Oczywiście takie spotkanie powinno się odbywać w czasie burzy, w lochach i wśród luksusowych foteli obitych skórą zagrożonych gatunków. Realizacja takiego scenariusza groziła jednak pojawieniem się jedynej osoby niepożądanej na imprezie. Ten sam osobnik nigdy nie bywał w kuchni, oczywiście.
Thuringwethil przeszukiwała spiżarnię.
- Gdzieś tu kiedyś mieli krew w butelkach… - mamrotała.
-Kreeew..ARRRRG! –ryknął Bolg żeby uszanować swoją orczą kulturę i zaraz dodał szeptem- Widziałem jak trzy miesiące wytrzymała na samych owocach. Ta historyjka o nietoperzu- wampirze – to bujda na resorach. Może i ma wśród przodków nietoperza. Jakiegoś. Ale ile widzieliście nietoperzy żywiących się krwią. Bądźmy poważni. Ta krew to tylko kwestia image’u. Albo smakuje jej i tyle. A moi orkowie dostają wroninę.
- Ja się wypisuję, nie zdradzę naszego władcy. – stwierdził Mairon ale jakoś nie wstał ze swojego miejsca przy palenisku. To był kolejny powód wyboru kuchni jako miejsca spotkania. W twierdzy było zimno i wszelkiego rodzaju piece działały na Saurona jak magnes na opiłki. Gothmog zawsze się zastanawiał po co tworzyć sobie takie małe ciało w miejscu, gdzie łatwo było przemarznąć. Miał podejrzenia jak wszyscy ale za bardzo lubił swoje wygodne czeluści i imprezy ze skąpo odzianymi elfkami żeby plotkować. On sam wolał zawsze swoją ognistą postać, ewentualnie pakiet "wielki chłop". I rogi. I pazury. Ciepło i image w dechę…
- Nikt nie będzie nikogo zdradzał. – uspokoił zebranych- Ale chyba pora sobie powiedzieć, że pomysły, naszegolordategocorośniewpotęgę, Melkora mogą nam wszystkim bardzo zaszkodzić. Czekał 500 lat po to żeby zwinąć elfom jakieś świecidełka. Tylko patrzeć jak tu przypełzną z całą swoją armią i skończy się święty spokój.
- Jest impulsywny, wiedziałeś o tym tak samo dobrze jak ja, gdy się do niego przyłączałeś. Sam mówisz, że jako pierwszy podchwyciłeś jego Dysonans. Wtedy jakoś nie mówiłeś o świętym spokoju. Zresztą, on jest duchem chaosu i kreacji. Niedługo rzuci silmarile, bo się znudzi i wszystko wróci do normy. – bronił swojego władcy Mairon.
- ….on taki nie jest. Zmieni się, przecież obiecał…. – mruknęła z przekąsem Thiringwethil przeglądając wiktuały w głębi jakiejś wnęki i starając się nie zaczepić o nic skórzastymi skrzydłami.
- Bo nuta była chwytliwa. – z godnością odpowiedział Gothmog – Zresztą jestem przekonany, że Eru trochę pokpił sprawę w niektórych przypadkach. Jasne, stworzył masę czystych duchów, pragnących tylko stworzyć Ardę, posłusznie wykonywać polecenia, żyć sobie spokojnie i mieć przed sobą prostą drogę aż po horyzont. Ale czy ja wam wyglądam na czystego ducha? Ja się obudziłem i już wiedziałem, że coś jest ze mną nie tak. Potrzebuję wyzwania. Zakrętów na drodze. Walki. Trudności i zmiany. Przedzierania się przez życie a nie pierdolenia się z jakimiś drobnymi formami artystycznymi u Aulego przez większość mojego czasu. Może Eru właśnie tego chciał, tak czasem sobie myślę. Przecież gdyby nie my, Valarowie i ich słudzy by w swojej stabilizacji przyrośli do powierzchni Ardy. Tak samo Dzieci. To dzięki nam zachodzi no…tego…. Zmiana. Może dlatego właśnie jesteśmy tacy… Inni.
- Bla, bla, bla. Po prostu byłeś słabym rzemieślnikiem. – zakpiła Thuri- I próbujesz to usprawiedliwić wewnętrznie sprzeczną metafizyką.
Balrog odwrócił się do niej z taką ognistą urazą w małych oczkach, że Mairon pomyślał, że jednak coś jest na rzeczy.
- Miałem się zajmować wykuwaniem kwiatków ze srebra i utrzymywaniem temperatury w piecu. Dziękuję bardzo. To nie było coś w czym starałem się być dobry! Jestem ryczącym płomieniem zniszczenia, a nie jakimś ciepełkiem w kominku. Zresztą, jesteś taka mądra, a sama też tu siedzisz. Też cię Valarowie chcieli zmusić do robienia czegoś czego nie chciałaś.
Mairon słyszał już tyle wersji tej historii, za każdym razem innej, że zaczynał się zastanawiać, czy faktycznie u podstawy zmiany barw nie leżało w przypadku balroga coś trywialnego. Na przykład brak talentu do kowalstwa…
- W sumie – zastanowiła się nietoperzyca owijając plasterek jakiejś podejrzanej wędliny dookoła niedużej, pieczonej nóżki, która mogła pochodzić z jakiegoś ptaka. Albo z czegoś innego – Próbowali. Próbowali mnie zmusić do robienia czegoś więc oczywista sprawa- zbuntowałam się.
- Tak? – zainteresował się Mairon – Do robienia czego dokładnie.
Spojrzała na niego jakby tłumaczyła już drugi raz. Potem przyjrzała się trzymanemu w ręku jedzeniu i po namyśle ugryzła.
- Do robienia czegoś. A właśnie- czy możecie mnie zawołać jak coś ustalicie? – spytała obojętnie Thuri – Mnie wszystko jedno dopóki mogę robić co mi się podoba.
- Nie możesz robić co ci się podoba Thuri. – syknał Sauron- Jesteś posłańcem lorda Melkora. Masz robić co ci powie.
- To mi się akurat podoba.–odpowiedziała odcinając cienki plasterek jakiejś podejrzanej wędliny- Kilka dni w drodze, list albo paczkę za płot, czy na ręce sąsiada i z powrotem…
- Czy wy w ogóle jesteście majarami? – zdumiał się Sauron – Sam podstawowy cel waszego istnienia to służba waszemu Valarowi! Porządek ma być.
- Taaak…. – ziewnął Gothmog – Za długo siedziałeś u Aulego za piecem. Już ci zdążyli wyprać mózg, dlatego tak mówisz.
- Wspominki wspominkami –upomniał ich kwaśno Bolg waląc trochę pro forma pięścią w stół, bo bycie orkiem zobowiązuje – Ale niektórzy z nas nie mają szczególnego układy z Melkorem.
- LORDEM Melkorem. – poprawił z naciskiem Mairon.
- Lordem- właśnie. Niektórzy są orkami, a nie wielkimi przedwiecznymi. Powiedzmy wprost – obecny układ nam wszystkim zagraża.
- Czy ty Bolg właśnie powiedziałeś,- Sauron wstał powoli z miejsca i pochylił się z płomienną groźbą w oczach w stronę orka– że nasz pan, Ten Który Rośnie w Potęgę nam zagraża?
- Tak – stwierdził Bolg ze stoickim spokojem wypracowanym przez lata pracy z nerwowymi istotami- Chyba porucznik Mairon nie wolałby żebym powiedział, że nie stanowi żadnej groźby prawda? Po prostu okazuję szacunek. Jak na lojalnego orka przystało.
Mairon zastygł zastanawiając się czy powinien być zły czy też wręcz przeciwnie.
- Po prostu róbmy to co zawsze i mu potakujmy. – zaproponował Gothmog – A jak wpadnie znowu na jakiś pomysł to powiemy, że coś tam, coś tam, elfy coś tam.
- Miewa też dobre pomysły. – stwierdził Sauron próbując ocalić cokolwiek z ognia krytyki.
- Oprócz stworzenia orków? – spytał Bolg uprzejmie, jak zawsze uprzejmie, gdy zapominał o orkowaniu.
- Były tez inne…oczywiście.
- Mówisz o tym razie kiedy postanowił zarzucić tłustą nutę w symfonii Eru? - znudzonym głosem zapytała Thuringwetil między kolejnymi gryzami – Czy tym kiedy uznał, że wjechanie na wielkim pająku do Valinoru żeby Valarom wejść w szkodę w sadzie to dobry pomysł? Nawet nie przywiózł owoców. Czy przypominałam, że wjechał tam na wielkim pająku?
- No ma rozmach! – uznał z zachwytem Gothmog – A my się załapaliśmy tylko na akcję ratunkową, gdy numer z pająkiem skończył się tak jak wszyscy wiemy, że się skończył.
- Knujesz bo nie dał ci się przejechać na pająku? – zdumiał się Mairon.
- Nikt nie knuje. – odparł Gothmog – Ale fakt jest faktem.
- Czyli, tak konkretnie co proponuje kapitan balrogów? Czy jak teraz brzmi ten tytuł?– zainteresował się Borg – Bo na razie słyszę tylko ogólniki. Co mam zrobić jak przyjdą elfy? Udawać, że walczę? W jaki konkretnie sposób?
- Plan jest prosty. Jak przyjdą elfy to dogadujemy się z elfami i niech biorą kamienie. Jasne, jak będą chcieli zagrozić naszemu stylowi życia to trzeba walczyć ale skoro chcą silmarile? Do tego czasu Melkor już się nimi może znudzi.
- LORD MELKOR. –przypomniał kolejny raz Mairon.
- Tak, tak. – odruchowo pokiwał głową Gothmog.
- To jest pewien plan – ostrożnie zgodził się Bolg – Chciałbym jednak dodać, że gdybym był takim generałem elfów i wyprowadziłbym już armię za swoje granice to chciałbym odbyć jakąś bitwę chociażby po to, żeby w następnym półroczu nie powiedziano mi, że zamiast finansować zbrojenia należy poświęcić środki na dyplomację. Ale być może tylko ja tak myślę.
- To bardzo ciekawy tok myślenia Bolg, biorąc pod uwagę ile raportujesz potyczek z elfami na granicy… - syknął Sauron.
- Prawda? Mówiłem, że próbują coś udowodnić swoim władcom.- wywinął się Bolg, tylko odrobinę nerwowo poprawiając się na krześle- Chodzi mi tylko o to, że być może dobrze by było działać z wyprzedzeniem.
Zapadła cisza. Wszyscy wiedzieli, że ktoś powinien zająć się planowaniem długoterminowym. Tym kimś zwykle był Sauron, a on się nie kwapił.
- No dobrze. To kto idzie negocjować z Noldorami? – podjął Gothmog- Ja bym chętnie poszedł, gdyby nie ta głupia sprawa z kilkoma zadeptanymi elfami... I mam na głowie organizację integracyjnego spotkania Valaurauków, które….
- Co to jest? – warknął nagle Sauron. Czuł, że hierarchia się rozpada. Podniósł się ze swojego miejsca przy piecu. – Jakiś koncert życzeń? Tańce z Lorien? Jesteśmy zbrojnym ramieniem Melkora… Tfu, lorda Melkora…
- W sumie jego oba ramiona są zbrojne, nie potrzebuje trzeciego. – sarknęła Thuri ale umilkła pod palącym, złym spojrzeniem głównego majara w twierdzy.
- Gothmog na negocjatora, Bolg na stratega i co jeszcze sobie ustalicie? Ja tu wydaję polecenia! Porządek ma być! – stwierdził przez zaciśnięte zęby i trzęsącymi się z oburzenia rękoma. Bolg kierowany orczą uprzejmością zerwał się z miejsca i warknął agresywnie na przełożonego, po czym spiorunowany spojrzeniem odegrał scenkę wycofania się ze starcia. Gothmog odwrócił wzrok, a Thuri po prostu jadła dalej skoro nie na nią krzyczano.
- Myślcie trochę. Układanie się z Noldorami nie ma sensu. Pójdziemy z tym do Sindarów. Chętnie zyskają przewagę. A jak Noldorowie zechcą z kimś potem iść na noże to proszę bardzo- niech się zwrócą do znajomków z Doriath.
- Tylko, że ja bym na przykład był, z całym szacunkiem, podejrzliwy, gdyby porucznik Melkora przyszedł do mnie z darami.- sceptycznie zauważył Bolg- Zresztą, jak chcemy tego dokonać. Ja wiem, że niektórzy mają łatwiejszy niż inni dostęp do tego co nasz pan, Melkor, trzyma pod łożem ale …
Sauron spojrzał na Bolga przeciągle. Ten nie zmienił wyrazu swojej zielonkawej, kartoflowatej twarzy.
- Generalnie chodzi o to, że głowa się przydaje- jesz nią Mairon. A raczej już niczego nie zjesz jeśli Melkor (naszlordiwładca) się dowie, że skroiłeś mu świecidełka. – zauważył Gothmog ucinając jednocześnie insynuacje Bolga,
- Najlepszą drogą zawsze pozostaje prawda panowie. – z nagłym zadowoleniem stwierdził Sauron. – Nie mamy potrzeby kłamać co do naszych intencji. Przecież prawdą jest, że chcemy pozbyć się problemu, tak? I prawdą jest, że nie chcemy ściągać zemsty Noldorów, Valarów i innego tałatajstwa prawda? I nikt nie może wątpić, że raczej nie chcemy oddawać silmarilów Feanorowi, z wiadomych względów. Czy ja was kiedykolwiek okłamałem?
- Nooo….- zastanowił się Bolg – Technicznie rzecz biorąc….
- No właśnie! – radośnie zgodził się Mairon – A czy słyszeliście żebym w ogóle kogokolwiek okłamał?
- Pół prawdy Mairon, to całe kłamstwo. – sentencjonalnie powiedział balrog.
- Ja nikogo oświecał nie będę. A Sindarowie sami sobie wezmą kamienie. Otworzymy im przejście i już ja dopilnuję żeby to wyglądało na wypadek. Mamy w lochach takiego gościa, który podobno sypia z jedną wysoko postawioną elfką… Jest raczej rozsądny.
- Coś czuję, że znów zginą niewinni orkowie. – kwaśno narzeknął Bolg.
- Oni tylko zginą, ja będę musiał przetrzymać jakoś humory lorda Melkora po tym jak straci kamienie.
- Pomógłbym ci Mairon. - współczująco westchnął Gothmog – Ale organizacja spotkania integracyjnego to ważny obowiązek oficera i dowódcy….
- Tak jest zawsze jak wy- balrogowie macie coś zrobić- ryknął Bolg i zerwał się z krzesła.
- Bo jesteśmy jednostką specjalną a nie mięsem armatnim! – odparował Gothmog.
- Też byśmy byli, gdybyśmy mieli wasz budżet!
Nagle drzwi się otworzyły i w wirze chaosu i niedorosłych smoków do komnaty wpadła ostatnia osoba, którą zebrani chcieli w tej chwili widzieć. Zamarli. Ogień w palenisku przygasł i zadymił, jeden ze smoków gadzim susem wskoczył na skrzynię i strącił z niej rondel.
- Tu jesteście! Co to za krzyki? Znów o tym samym?– zganił ich Morgoth ale zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, odwrócił się zamaszyście do paleniska, czarną, ciężką peleryną zrzucając ze stołu niemal pusty kufel Bolga.
- Poruczniku!- rzucił do Saurona- Zrobisz mi koronę godną mojej pozycji. Silmarile sam wprawię oczywiście. Nie sądź, że nie widzę jak na nie patrzysz. Potem napiszemy list z podziękowaniami do Feanora. Bolg- chcę wiedzieć jeśli na granicy będzie się działo coś niepokojącego. Tylko nie zawracaj mi głowy bzdurami. No ruszcie się. 500 lat odpoczywaliście. Do roboty!
Po tych słowach znów zatrzepotał peleryną i wyszedł zabierając ze sobą smoki, chaos ale nie strzaskany kufel. Thurangwethil jęknęła. Mairon zaczął starannie zbierać ułamki ceramiki. Ostatnie słowo jednak należało do Bolga.
- Jasne...- mruknął zniechęcony idąc w stronę drzwi- Do pracy orkowie...