Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2022-03-03
Completed:
2022-03-03
Words:
71,204
Chapters:
19/19
Comments:
1
Kudos:
22
Bookmarks:
4
Hits:
742

Mulder i Scully

Summary:

Castiel Novak jest działającym pod przykrywką agentem FBI, mającym na celu aresztowanie przestępcy biznesowego imieniem Azazel, jednak odkrywa, że znalazł się zdecydowanie w innym kręgu, kiedy sprawa przybiera niebezpieczny obrót i Azazel wikła się w handel omegami. Z pomocą agenta ABO imieniem Dean FBI oraz Agencja ds. Bezpieczeństwa Omeg aresztują Azazela oraz jego dostawcę, Dicka Romana.
Jak się okazuje, nie był to ostatni raz, kiedy Castiel spotkał Deana Winchestera, i nie mija dużo czasu, zanim Castiel odkrywa, że zaczął się zakochiwać w temperamentnym, obdarzonym silną wolą omedze.

Chapter Text

Castiel zbliżył się do klubu, kręcąc barkami i przechylając głowę z jednego boku na drugi, by poczuć strzykanie w karku. Już się prawie nie krzywił, słysząc łomotanie basów muzyki klubowej, przywykłszy do niej po nieustannym natykaniu się na nią w ciągu minionych dwóch tygodni. Kiwnął raz bramkarzom, którzy wpuścili go, gdy tylko rozpoznali go jako jednego z ludzi Azazela.

Przelotnie zauważył swoje odbicie w potężnym lustrze, jakie zajmowało cały sufit w ponurym foyer prowadzącym na parkiet. Wszystko wyglądało w porządku: włosy miał zaczesane do tyłu dzięki wręcz obscenicznej ilości żelu, ponad ciasną koszulką i znoszoną skórzaną kurtką dawał się zauważyć ciemny, gruby tribal, zaś na twarzy widniał mu ponury grymas. Inne rzeczy też już były na miejscu, rzeczy, których nie mogło wychwycić lustro. Rzeczy takie, jak niesamowicie małe, acz potężne urządzenie nagrywające ukryte w wisiorze, jaki nosił na szyi.

Z łatwością przeszedł przez parkiet, odpychając od siebie omegi i bety, które próbowały się o niego ocierać. Wreszcie wsunął się za bar i wszedł do pomieszczenia na tyłach, po czym kilkoma krętymi korytarzami zszedł do podziemi klubu. Po drodze minął kilku strażników, którzy po kolei kiwali mu głowami, rozpoznając go, i pozwalali mu przejść.

Kiedy dotarł do celu, z zaskoczeniem zauważył, że w przestronnej sali znajdowało się tylko dwoje ludzi, jako że brak było zwyczajowych towarzyszy Azazela. Byli tam tylko Azazel, tymczasowy szef Castiela, oraz skąpo odziana beta, siedząca mężczyźnie na kolanach. Kiedy Castiel wszedł, Azazel podniósł wzrok i uśmiechnął się. Ten straszny uśmiech zawsze sprawiał, że Castiel miał ochotę zatrząść się na całym ciele, ale zamiast tego tylko silniej się skrzywił.

Azazelu - powiedział, zerkając na betę i unosząc brew.

Dobry wieczór, Krushnic. Podoba ci się, chłopcze? - spytał Azazel po rosyjsku, bezceremonialnie spychając dziewczynę z kolan. - Możesz ją mieć, ja już z nią skończyłem. Jestem dziś w nastroju na małą, ciasną omegę. Za dużo czasu już minęło od ostatniego razu. Azazel wstał i przeciągnął się. Wydawał się zdumiewająco trzeźwy, uświadomił sobie Castiel. Zdarzało się to tylko wtedy, kiedy mężczyzna miał wielkie plany na wieczór.

Zająłeś się tą suką z FBI, która mnie śledziła?

Nie będzie ci więcej przeszkadzać - odparł Castiel płynnym rosyjskim, wiedząco kiwając głową. Azazel uśmiechnął się szeroko.

Oto i mój chłopiec! Powiedz mi, jak to zrobiłeś? Zaaranżowałeś mały "wypadek"? Czy poczuła choć trochę bólu, zanim ją szlag trafił?

Jedno i drugie - skłamał Castiel, zapamiętując, by kazać Hannah ukryć się, dopóki Azazel nie wylądowałby za kratkami. Miał nadzieję, że nie musiałby tego robić. Miał nadzieję, że dziś w nocy Azazel by się poślizgnął. Ale z drugiej strony Castiel miał na to nadzieję, od kiedy dwa tygodnie temu zdołał się wkręcić w krąg ludzi tego człowieka.

Och, to jest po prostu ZACHWYCAJĄCE - powiedział Azazel, zbliżając się do Castiela i poklepując go po ramieniu. - Czyż nie mam szczęścia, że dla mnie pracujesz? Drinka?

Azazel podszedł do minibaru i zaczął nalewać, zanim Castiel w ogóle odpowiedział.

Nie, wiesz, że w pracy nie piję.

Tak, tak. Żadna z ciebie rozrywka. Siadaj - polecił, nagle poważniejąc, i wskazał na kanapę. Castiel ruszył się, by wykonać rozkaz. Azazel odwrócił się do bety i przeszedł na angielski. - Ty - wynocha. Natychmiast.

Kiedy dziewczyna zniknęła, Azazel usiadł przy stoliku do kawy naprzeciwko Castiela, tak blisko, że trącali się kolanami, kiedy siadał. W rękach miał dwie szklaneczki i jedną z nich zaproponował Castielowi. Mężczyzna ją wziął i westchnął, ale nie wypił.

Dziś wieczorem ty i ja udamy się w niewielką podróż.

Castiel natychmiast poczuł się zaalarmowany. Nie spodobała mu się ledwo maskowana radość w głosie Azazela ani to, jak szef mu się przyglądał, jak gdyby czekał, by Castiel uświadomił sobie coś wielkiego.

Chcę coś kupić - ciągnął Azazel, nieświadom paniki Castiela, który jednak nic nie powiedział, nie chcąc chwytać przynęty. - No dalej, Krushnic. Czuję się, jakbym gadał sam do siebie. Wiem, że chcesz zapytać. Byłeś dla mnie bardzo lojalnym pieskiem stróżującym, prawda? Cieszę się, że znalazłem cię wtedy, kiedy znalazłem, ale zaczynam się o ciebie martwić... czy wiesz, Krushnic, jak zapewnić sobie psią lojalność?

CHOLERA. On wiedział. Zdecydowanie wiedział.

Nie. Wolę koty. Azazel roześmiał się.

Victorze, rozśmieszasz mnie. Powiem ci, jak mieć pewność, że twój pies będzie lojalny- Castiel naprawdę miał nadzieję, że nie usłyszałby "bijesz go, aż nie spokornieje". Gdyby musiał, mógłby z łatwością zdjąć Azazela. Widział go w walce; jego styl opierał się na brutalnej sile alfy. Z drugiej strony Castiel korzystał ze swej siły, kiedy było trzeba, ale bardziej polegał na finezji. Tak, byłoby mu łatwo zdjąć Azazela.

Ale była jeszcze jego niewielka armia podwładnych, czekających zaraz na zewnątrz. Gdyby tylko pozbył się szefa, musiałby za wszelką cenę ujść z klubu z życiem, nawet, jeśli furgonetka z kamerami i wsparciem czekała zaraz w dole ulicy.

Twój pies będzie lojalny, jeśli dobrze go potraktujesz. Castiel zamrugał.

Co?

Słyszałeś mnie. Dlatego zamierzam zdobyć dla ciebie mały prezent. To coś, co zamierzam dziś kupić? Tobie też jedno kupię. Wówczas, za każdym razem, kiedy prezencik sprawi ci przyjemność, przypomnisz sobie, kto ci go dał, i będziesz wiedział, że nikt inny nie będzie cię traktował tak dobrze, jak ja traktuję ciebie.

Co to jest? - spytał ostrożnie Castiel.

Azazel uśmiechnął się znowu tym samym uśmiechem, który widząc Castiel miał ochotę wyciągnąć broń i za jej pomocą zmieść go mężczyźnie z twarzy.

Nie powiem ci. Będziesz musiał poczekać i zobaczyć.

Możesz mi przynajmniej powiedzieć, DOKĄD jedziemy? - zapytał Castiel głównie dla dobra agentów FBI nasłuchujących przez urządzenie w jego naszyjniku.

Azazel zastanowił się.

Składamy wizytę Dickowi Romanowi.

Dick Roman - Castiel zmarszczył brwi, udając niezrozumienie. - Nie słyszałem o nim.

Zgodnie ze swoją przykrywką miał być kimś, kto dopiero przypłynął z Rosji. Oczywiście, każdy Amerykanin wiedział, kim był Dick Roman.

Hm, domyślam się, że nie. To biznesmen i miliarder. Właściciel Richard Roman Enterprises. Ma polityczne ambicje. Często gości w mediach.

Cas pokiwał głową, porównując w myślach to, co wiedział o Azazelu, z informacjami o Romanie, i usiłując dociec, czego obleśny rosyjski oszust mógł chcieć od wyróżniającego się amerykańskiego przedsiębiorcy. Chyba, że Roman nie był aż tak wyróżniający się, jak wszyscy myśleli.

Widzę, Krushnic, że usiłujesz to sobie poskładać, ale w życiu nie zgadniesz. A teraz chodź, Roman się nas spodziewa, a ja byłem z nim umówiony już od pół roku.

Przy wyjściu z klubu Castiel zauważył po drugiej stronie ulicy Iniasa, opierającego się leniwie o słup. Tamten kiwnął raz, kiedy Castiel spojrzał mu w oczy, dając mu znać, że cała grupa była gotowa jechać za nim i Azazelem.

Castiel trochę się odprężył.

W samochodzie Azazel przyjrzał mu się z namysłem.

Co sądzisz o omegach?

Usłyszawszy niespodziewane pytanie Castiel ściągnął brwi.

Przypuszczam, że to samo, co każdy alfa.

Pytam tylko dlatego, że nigdy cię z nikim nie widziałem.

A to dlatego, że nie wszyscy są EKSHIBICJONISTAMI - prychnął Castiel, mierząc Azazela dobitnym spojrzeniem.

Azazel roześmiał się.

I co z tego, że lubię, jak ludzie wiedzą, jak często mi się szczęści! Niech mnie pozwą. Boże, prawie współczuję dowolnej omedze, która wpadnie w twoje sidła. Przypuszczam, że twoja żądza krwi uwidacznia się również w sypialni, co, Krushnic? Prawdopodobnie kręcą cię różne potworności.

Castiel uśmiechnął się złośliwie i wyjrzał przez okno, a nic w jego twarzy nie zdradzało, jak chory się poczuł na samą myśl o tym.


Kierowca Azazela zabrał ich do dużego magazynu poza miastem. Z zewnątrz absolutnie niczym się nie wyróżniał, ale gdy tylko weszli do budynku - eskortowani przez dwie silnie uzbrojone alfy, którzy wyszli im na spotkanie - wnętrze okazało się przypominać bardziej biurowiec w centrum miasta, niż tani magazyn w samym środku niczego. We foyer czekał na nich niski, ciemnowłosy beta.

Witam, panie Azazelu. Jestem Edgar. Gdyby-

Roman powiedział, że spotka się ze mną osobiście - zawarczał Azazel swoim silnym rosyjskim akcentem, przerywając mężczyźnie w pół słowa.

Spotka się. Jednak zanim będę mógł przepuścić pana dalej, musi pan zdać broń. Azazel spojrzał z ukosa na Edgara.

Dobrze.

A pańscy ludzie będą musieli zostać tutaj.

Azazel skrzywił się tak silnie, że Castiel by się nie zdziwił, gdyby twarz tamtego zastała się w grymasie.

Nie możemy wpuścić na tył zbyt wielu niewyszkolonych alf na raz - wyjaśnił Edgar. - Jeśli którzykolwiek z pańskich ludzi są betami, to jak najbardziej mogą panu towarzyszyć.

Myślę, że to ma sens. Ale on idzie ze mną - Azazel wskazał ruchem głowy na Castiela. - Będę dziś wieczorem kupował dwie sztuki, jedną dla siebie, a drugą dla niego.

Castiel ściągnął brwi, wciąż usiłując odgadnąć, o jaki towar chodziło.

Dobrze. Wobec tego on również musi zdać broń - powiedział Edgar, przyglądając się Castielowi. Castiel odwzajemnił spojrzenie.

Musimy oddać broń - powiedział Azazel po rosyjsku. Castiel pokiwał głową.

Obaj oddali pistolety. Edgar uniósł brew po tym, jak na stale rosnącej stercie uzbrojenia wylądował piąty ukryty nóż.

Jesteśmy Rosjanami - powiedział Azazel, wzruszając ramionami.

Upewniwszy się, że CAŁA ich broń znalazła się na stercie, Edgar pozwolił im przejść przez bramkę ochrony i poza foyer. Zamiast jednak zaprowadzić ich na główne piętro magazynu, skierował ich do tylnego korytarza, wprowadził do windy i zawiózł na drugie piętro. Kiedy winda się otwarła, ich oczom ukazało się luksusowe biuro.

Na powitanie ich wstał wysoki, chudy mężczyzna o obrzydliwie słodkim uśmiechu, którego Castiel natychmiast rozpoznał jako Dicka Romana. Na tyłach pomieszczenia, obok kolejnych drzwi, stał postawny, duży alfa z krótkim zarostem. Castiel przyjrzał mu się, natychmiast mając się na baczności, kiedy zauważył jego gabaryty, ale było w nim coś ciepłego i stłumionego. Nosił swego rodzaju uniform, niczym kelner w restauracji.

Edgar dołączył do niego, czekając na dalsze instrukcje Dicka. Dick zbliżył się do Castiela i Azazela.

Przypuszczam, że pan Azazel. Miło mi wreszcie pana spotkać - uśmiechnął się Roman, potrząsając dłonią Azazela, i zwrócił się do Castiela. - A pan to kto?

To Victor Krushnic, moja prawa ręka. Również zainteresowany kupnem.

A czemu to pan Krushnic sam nie odpowie? - spytał Dick, a jego uśmiech ochłódł.

Ani w ząb nie rozumie po angielsku.

Ach - powiedział Roman, potrząsając dłonią Castiela. Znowu wyglądał na zrelaksowanego. - Jak rozumiem, oznacza to, że życzyłby sobie produktu rosyjskiego? Choć wybór może być bardziej ograniczony-

Azazel zachichotał.

Nie wydaje mi się, by mu to przeszkadzało. W końcu w tym przypadku bariera językowa to nie koniec świata - powiedział, po czym on i Roman uśmiechnęli się do siebie zagadkowo.

Nie, przypuszczam, że nie - zgodził się Roman i odwrócił się do stojącego z tyłu alfy. - Benny, przynieś nam coś do picia. Co byście chcieli?

Dla mnie burbon, dla Krushnica nic.

Kelner, Benny, zniknął, kiwnąwszy głową.

Cieszę się, Azazel, że wybrałeś Roman Enterprises. Szczycimy się wysoką jakością naszych produktów.

Tak słyszałem.

Benny wrócił z dwoma drinkami, z których jeden podał Azazelowi, a drugi Romanowi.

Dziękuję, Benny. Możesz odejść - powiedział Roman, machając alfie ręką. Benny ukłonił się i zniknął z powrotem w, jak przypuszczał Castiel, kuchni.

Tak się zastanawiałem - zaczął Azazel - czy przed zakupem będziemy mogli przetestować towar?

Absolutnie nie. Jestem dumny z tego, że moje towary mają opinię nieużywanych, jeśli wie pan, co mam na myśli.

Azazel uśmiechnął się szeroko.

Doskonale to rozumiem.

Castiel nienawidził tej sytuacji. Nienawidził wszystkich szczegółów. Nienawidził tego, że, po pierwsze, nie miał pojęcia, co się działo. Poza tym, gdyby coś źle poszło, nie było szans, aby jego grupa zdołała się tu przedostać i ominąć wszystkich strażników. Nie wiedział, na CZYM polegały interesy Ronana, ale odnosił wrażenie, że było to coś dużo większego, niż wszystko, z czym miał wcześniej do czynienia, i nie wiedział, co robić.

Co sprzedawał Roman? Wyraźnie było to coś nielegalnego. Jakie mogły być skutki, jeśli Castiel zgodziłby się dalej udawać? Czy istniała możliwość aresztowania OBU? Nie, na to Castiel nie miał wystarczającego wsparcia.

Mam trochę papierów, które chciałbym omówić, zanim będzie pan mógł dokonać wyboru. Są to pewne pytania dotyczące poufności i bezpieczeństwa - chyba poprawnie przypuszczam, panie Azazel, że zapłaci pan i za siebie, i za swego przyjaciela?

Azazel kiwnął głową.

Dobrze. Wobec tego pan Krushnic nie musi się niczym tym przejmować. Im mniej ludzi wie o... SZCZEGÓŁACH mojego przedsięwzięcia, tym mniej ludzi muszę mieć na oku.

Oczywiście. Rozumiem potrzebę dyskrecji - odparł Azazel i przeszedł na rosyjski. - Krushnic, idź i zaczekaj w kuchni. Dorośli mają swoje sprawy do załatwienia. Zawołam cię, kiedy będziesz mi potrzebny.

Castiel pokiwał głową, posyłając Romanowi ostrożne spojrzenie, i ruszył w stronę drzwi, w których zniknął kelner. Pchnął je i odkrył, że prowadziły do pustej, przemysłowej kuchni. Pustej, nie licząc omegi, który stał BARDZO blisko drzwi i który zawył i odskoczył, kiedy te drzwi nagle się otwarły.

Ja nie... um, nie podsłuchiwałem ani nic podobnego. Ja tylko...

Castiel miał to gdzieś. Nawet nie usłyszał tych słów. Poczuł się, jakby nagle RZECZYWIŚCIE zapomniał angielskiego, ponieważ niczego nie zrozumiał.

Omega był piękny. Najpiękniejszy, jakiego Castiel w życiu widział.

Był wysoki, może o cal lub dwa wyższy od Castiela, i muskularny, jak na swoją płeć. Nie nosił koszuli, a jeśli mózg Castiela byłby w ogóle w stanie funkcjonować, to mężczyzna uświadomiłby sobie, CZEMU; ponieważ było, jak było, rozkojarzył go wyrzeźbiony brzuch i twarde płaszczyzny ciała, jakie ukazały się jego oczom.

Omega miał krótkie, piaskowobrązowe włosy, nastroszone u czubków. Miał wielkie, sarnie oczy, tak charakterystyczne dla omeg, w najpiękniejszym odcieniu jadeitowej zieleni, jakie Castiel miał okazję widzieć, otoczone gęstymi rzęsami. Ledwo widoczne na opalonej skórze piegi otaczały te piękne oczy i rozsypywały się na rozczulająco zakrzywionym nosie. No i jego usta. JEGO USTA. Były idealne - pełne, różowe i wygięte - jak każda inna część jego ciała.

Najlepszy był jednak jego zapach, ani za słodki, ani za silny. Dawało się w nim wyczuć pewien posmak, coś ostrego, czego Castiel nie umiał do końca zidentyfikować. Było to coś znajomego. Coś trwałego. Coś stałego. I bez wątpienia był to zapach omegi BEZ PARTNERA.

Z ust Castiela wydobyło się warczenie, zanim mężczyzna zdołał się opanować. Słysząc to omega ostrożnie zrobił krok do tyłu, dalej w głąb kuchni, ale to było nie tak. Powinien był podejść BLIŻEJ. W stronę Castiela.

Castiel podszedł bliżej, podążając za omegą.

Koleś, czy będziemy tu mieć problem? - spytał omega. Boże, jego głos. Niski jak na omegę i szorstki, ale ten zielonooki anioł posiadał wiele cech nietypowych dla swojej płci. Na przykład wzrost. I śmiałe spojrzenie.

Pytanie sprawiło, że Castiel stanął w miejscu, wyrywając się z wywołanego hormonami odurzenia. Omega przemawiał obronnym tonem, był spięty na całym ciele. Widać było w nim strach. Ostrożność. Nerwowość.

Strach przed Castielem.

Omega zerknął przez ramię, w stronę kolejnych drzwi na drugim końcu kuchni. Przy tym poruszeniu światło padło na coś otaczającego jego szyję. Castiel był zbytnio rozkojarzony samym omegą, aby to wcześniej zauważyć, ale teraz, kiedy już dostrzegł, poczuł, iż cała krew odpłynęła mu z twarzy.

To była obroża.

Gruba, metalowa, nie do przeoczenia, z napisem "Roman Enterprises" wyrytym z przodu. Nieoczekiwanie większość komentarzy Azazela i Romana nabrała sensu. Nagle Castiel dowiedział się, co Azazel kupował od Romana.

Dick Roman sprzedawał omegi.