Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2015-07-10
Updated:
2016-02-26
Words:
14,283
Chapters:
9/?
Comments:
24
Kudos:
46
Bookmarks:
2
Hits:
775

"Never be alone"

Notes:

Ostrzegam, że seria jest przerażająco nieregularna...
Ale jest XD
I kilka rozdziałów się na pewno pojawi

Chapter 1: Nothing is worth of losing you

Chapter Text

-Nie dam rady dzisiaj się z tobą spotkać. Umówiłem się z Dean’em do baru.

Castiel próbował delikatnie wytłumaczyć Meg, że nie chce się z nią spotykać. Kobieta najwyraźniej go kochała, ale bez wzajemności. Było mu jej żal, aczkolwiek co miał zrobić? Po piątej wymówce z rzędu podczas jednej rozmowy zaczęła sobie odpuszczać. Cas wiedział, że tak będzie lepiej.
Mężczyzna szybko zakończył rozmowę. Musiał przygotować się na spotkanie. Miał godzinę, a był w kompletnej rozsypce. Nie wychodził z domu od dwóch albo trzech dni, w związku z czym nie ubierał ani nie golił się od pewnego czasu. Był zajęty pisaniem książki, która mu nie szła. „To chyba przez twój brak talentu!” podśmiewał się z niego Dean za każdym razem kiedy tylko miał ku temu okazję. Może miał po części rację… Jednak Castiel nie miał czasu na myślenie. Musiał się ogarnąć. Zabrał z szafy swój ulubiony garnitur oraz niebieski, gładki krawat. Poszedł do łazienki potykając się po rzeczy porozrzucane na podłodze. Dawno nie miał takiego bałaganu w domu. Na początku wziął szybki prysznic, a kiedy skończył i popatrzył w lustro, lekko zdziwiło go to co zobaczył. Zarost był zdecydowanie za długi. Zabrał się za niego od razu. Namoczył twarz i wziął brzytwę w dłoń. Mimo, że używał jej prawie codziennie od lat, uporanie się z brodą zajęło mu dobre pół godziny. Dopiero wtedy był w miarę zadowolony z efektów swojej pracy. Ubrałby się w pięć minut, gdyby nie krawat, który non stop buntował się przeciwko mężczyźnie. Kiedy w końcu ujarzmił swój zdziczały krawat wyszedł z łazienki i prawie się przewrócił z przerażenia. Na dojście do baru potrzebował dwudziestu minut, a do wyznaczonej godziny zostało mu dziesięć. Pospiesznie ubrał płaszcz i praktycznie wyleciał z mieszkania. Dean był niewyobrażalnie punktualny i nie lubił kiedy inni się spóźniali. Ale tym razem dla Castiela musiał zrobić wyjątek. Mężczyzna wparował do klubu i zdziwił się, kiedy nie zobaczył swojego przyjaciela. „Co jest?” pomyślał Castiel.

-Cześć Benny – powiedział Cas. – Nie widziałeś Dean’a? Byłem z nim dzisiaj umówiony…

-Niestety nie, przyjacielu – odpowiedział barman. – I korzystając z okazji. Mogę zadać ci osobiste pytanie?

-Chyba tak… - odpowiedział. Nie mógł ukryć, że zachowanie Benny’ego lekko go zaskoczyło.

-Nie żebym się wtrącał, ale… kiedy w końcu powiesz Dean’owi, że nie jest dla ciebie tylko przyjacielem?

-Nie wiem o czym mówisz… - odrzekł lekko zmieszany Castiel.

-Cas, błagam – powiedział mężczyzna za barem z lekkim uśmieszkiem. - Od razu widać, że macie coś ku sobie. Obydwoje. Spotykacie się w tym barze dwa, trzy razy w tygodniu i za każdym razem tylko czekam, aż dacie sobie buzi. Więc nie wmawiaj mi, że nie wiesz o czym mówię…
Wywód Bena został przerwany przez dzwonek telefonu Castiela. Mężczyzna ucieszył się w pewnym stopniu z tego zbiegu okoliczności. Nie uśmiechała mu się rozmowa o jego uczuciach z barmanem. Serce zabiło mu mocniej, kiedy na wyświetlaczu zobaczył numer Dean’a.

-Dean! Gdzie jesteś, czekam na ciebie w barze – powiedział mężczyzna zaraz po odebraniu.

-Witam, czy rozmawiam z Castielem? – zapytał obcy głos w słuchawce.

-Tak… - odparł lekko zdezorientowany. – Kim pani jest?

-Dzwonię z Weiss Memorial Hospital w Chicago. Pana numer był na szybkim wybieraniu, więc domyśliłam się, że jest pan kimś ważnym dla pacjenta.

-Co się stało? – spytał coraz bardziej znerwicowany Cas.

-Dean Winchester miał wypadek samochodowy. Może pan przyjechać?

-Będę za 10 minut.

Mówiąc to, bez tłumaczenia Benny’emu co się stało, wybiegł z baru i złapał taksówkę.

***

-Przyjechałem do Dean’a Winchestera – oznajmił przerażony Castiel pielęgniarce, która akurat przechodziła korytarzem. – Trafił tu po wypadku samochodowym…

-Chyba wiem o kogo chodzi… - odpowiedziała kobieta. – Proszę iść do pokoju lekarzy. Trzecie piętro, ostatnie drzwi po prawej.

-Dziękuje – odpowiedział. Nie chciał czekać na windę. Na wskazane piętro ruszył po schodach. Nie był w stanie iść spokojnie, więc mimo że ciągle potykał się o swoje nogi, po niecałej minucie zapukał do wskazanego przez pielęgniarkę pomieszczenia. Otworzył mu jakiś lekarz. Poznał po stetoskopie na szyi.

-Chciałbym się dowiedzieć co z Dean’em Winchesterem – powiedział Cas.

-A pan to…?

-Castiel. Dzwoniliście po mnie z telefonu Dean’a.

-W takim razie zapraszam – powiedział lekarz wskazując ręką pomieszczenie, z którego chciał wyjść. Kiedy oboje usiedli po dwóch stronach biurka w rogu pokoju, mężczyzna ze stetoskopem zaczął mówić:

-Pan Winchester miał poważny wypadek samochodowy. Wjechał w niego jakiś pijany kierowca. Ma złamaną lewą nogę, na reszcie ciała paskudne rany, po niektórych na pewno zostaną blizny. Jednak to nie jest najgorsze… - Castiel był załamany po opisie zewnętrznym Dean’a. Poczuł jak na ostatnie słowa lekarza blednie. – Musieliśmy powstrzymać krwotok wewnętrzny drogą chirurgiczną. Obrażenia wewnętrzne są ogromne. Zmiażdżone płuco, pęknięty żołądek… myślę, że nie musze więcej mówić, żeby zrozumiał pan w jak poważnym stanie jest mój pacjent.

-Wyjdzie z tego? – zapytał Castiel. Nie dbał o to co się stało. Chciał, żeby Dean przeżył.

-Dzisiejsza noc jest kluczowa. Jeśli przez nią przebrnie, wyleczenie to będzie kwestia czasu.

Przerażony mężczyzna nie potrzebował już więcej. Miał przeczucie, że wszystko będzie dobrze. Dean był silny. Pozbiera się.

-Mogę do niego iść?

-Pewnie – odparł lekarz niepewnym tonem. Mężczyzna domyślił się, że doktor nie jest pewny, czy Cas przetrzyma widok zmasakrowanego przyjaciela, ale i tak ruszyli do pokoju, w którym leżał Winchester.

Może i Castiel był zdeterminowany, ale niewystarczająco, żeby widok Dean’a go nie przeraził. Człowiek na łóżku wyglądał jak… kukiełka, której lata świetności dawno minęły.

-Mógłbym zostać z nim sam? – zapytał Castiel.

-Nie ma problemu – odpowiedział lekarz wychodząc z pokoju.

Kiedy mężczyzna został sam, sięgnął po krzesło stojące w kącie i przyciągnął je do łóżka Dean’a. Na tyle blisko, że bez problemów mógł złapać przyjaciela za rękę.

-Podobno ludzie w śpiączce słyszą co się do nich mówi - powiedział Castiel do Dean'a, który bezwładnie leżał na łóżku szpitalnym z niezliczoną ilością rurek i przewodów podtrzymujących jego życie. Przez całą jego twarz przebiegała wielka rana szarpana. Lewa noga złamana. Obydwie ręce poranione. A to tylko zewnętrzne objawy. Cas nie chciał nawet myśleć o porozdzieranym wnętrzu Winchestera. - Pamiętasz, jak pięć lat temu pojechaliśmy razem na plażę? Mieliśmy wyrywać wtedy panienki, ale twoja głupia natura się odezwała i wynajęliśmy małą łódkę - Castiel miał już łzy w oczch. - Popłynęliśmy na jakąś wysepkę. Siedzieliśmy w tej pieprzonej łódce przez dwie godziny. I wtedy powiedziałeś, że bolą cię plecy. Bo jak ostatni idiota nie posmarowałeś się niczym przeciwsłonecznym. Zawróciliśmy się, a po dotarciu na brzeg spędziliśmy tydzień w pokoju motelowym, bo nie mogłeś się ruszać - mężczyzna przestał powstrzymywać płacz. Nie dał rady. Łez było za dużo. - Jest tyle rzeczy których nie zdążyliśmy jeszcze razem zrobić. Tyle rzeczy, których sobie nie powiedzieliśmy. - Cas potrzebował chwili, aby zebrać się w sobie i przez łzy powiedzieć:

-Dean, nie odchodź. Obiecuje, że zawszę będę w pobliżu. Będę cię chronił. I zawszę będę przy tobie. Tylko się obudź… Teraz, kiedy o tym myślę wydaje mi się to trochę szalone, ale… kocham cię.

Castielowi przez chwilę wydawało się, że Dean uścisnął jego ręke. Przytomny mężczyzna przekonywał się, że mu się zdawało. Wtedy jego przyjaciel otworzył oczy i spojrzał na Casa. Cała ta chwila mogłaby być naprawdę romantyczna, gdyby Dean nie zaczął się krztusić rurką doprowadzającą do jago płuc powietrze, a Castiel nie spanikował.
Lekarze zareagowali natychmiast. Pielęgniarka odsunęła przerażonego mężczyznę od łóżka i wyprowadziła go z pomieszczenia, w którym leżał pacjent. A potem zostawiła go samego na korytarzu, czekającego w niewiedzy.

***

Po dziesięciu minutach nerwowego oczekiwania, do Castiela wyszedł lekarz i oznajmił:

-O dziwo, pacjent oprzytomniał i oddycha już samodzielnie, stąd to zachłyśnięcie. Wygląda na to, że wyjdzie z tego. Jeśli pan chce, może pan do niego wejść. Aczkolwiek bardzo możliwe, że znowu zasnął. Jego organizm jest wyczerpany. Niech go pan przypadkiem nie obudzi – mówiąc to, lekarz uśmiechnął się i odszedł.
Castiel po cichu wszedł do pokoju i zajął swoje miejsce przy łóżku. Chwycił Dean’a za rękę, jednak tym razem o wiele delikatniej, nie chcąc go obudzić. Trwał w tej pozycji aż do rana. Wtedy Dean otworzył swoje piękne zielone oczy i słabym głosem powiedział do Castiela:

-Ja ciebie też, Cas.