Actions

Work Header

Red Viper and Fox

Summary:

Akcja tego ff rozpoczyna się co najmniej 10 lat przed wydarzeniami z 4 sezonu GoT.
Oberyn przybywa do swojego kuzyna by pomóc mu w interesach. Prawda jest jednak taka, że prawdziwym powodem jego przybycia jest zauroczenie w żonie kuzyna.
Podczas flirtowania z nią Oberyn powoli zaczyna odkrywać, jak bardzo jest ona inteligentna, a także jak bardzo źle traktuje ją mąż.
Jak zakończy się ich romans?
Długo i szczęśliwie???

Raczej nie.

Chapter Text

IMAGE DESCRIPTION

1.
Już od samego rana w mieście Huntor panował ożywiony gwar. Plotki krążyły między sprzedawcami, a pojawienie się Lorda Nabrona w rzecznym porcie tylko podgrzało atmosferę. Do miasta miał przybyć książę Oberyn Martell, który miał wspomóc sprzedaż nadmiaru zboża w dalsze rejony. Tym samym przyczyniając się do wzbogacenia się mieszkańców.
Niespokojna atmosfera udzielała się samemu panu tych włości, który niespokojnie kręcił się po drewnianym pomoście. Wiosenne słońce sprawiało, że co chwilę ocierał czoło z potu. Służący, stojący ze sztandarami przedstawiającymi czarnego zająca otoczonego czerwonymi płomieniami na żółtym tle, starali się jak najmniej ruszać by nie stać się ofiarami złości swego pana.
Mieli jednak pecha, bo kilka minut później statek przybił do portu, a po krótkiej rozmowie z kapitanem statku, lord wybuchł wściekłością, którą oczywiście wyładował na nich.
Okazało się bowiem, że książę Martell postanowił wysiąść w mniejszym porcie, który znajdował się wcześniej i konno udać do miasta własną drogą.

Oberyn miał bardzo ugruntowane zdanie na temat swojego gospodarza.
Victor Nabro był spasionym alkoholikiem w podeszłym wieku. Jego ciemne, przerzedzone włosy wiecznie wyglądały na przetłuszczone. W zielono szarych oczach krył się pewien rodzaj obłędu i ciemnoty. Na samą myśl o uściśnięciu jego tłustej łapy, Oberynowi robiło się niedobrze. Nie pomagała myśl, że Victor był jego dalekim kuzynem. Może w czasach młodości Nabro miał coś w sobie z urody dornijczyka, ale zbliżając się pod czterdziestkę przypominał już raczej karykaturę Martellów. Z resztą był też i parodią własnego, wymierającego rodu. Motto Nabronów brzmiało: Prawi i sprawiedliwi. Oberyn doskonale zdawał sobie sprawę, że jego kuzyn nie jest ani prawy ani sprawiedliwy, a raczej pijany i sprośny.
Dlaczego więc, mimo wszystko, zgodził się na tę podróż?
Odpowiedź miała na imię Nalia Fower, żona Victora. Oberyn poznał ją rok wcześniej w Dorne, gdy przybyła tam wraz z mężem na krótką wizytę. Kobieta była wyraźnie przytłoczona przez małżonka i nie odzywała się za wiele, ale mimo to nie mógł zapomnieć jej zielonych oczu. Była przeciwieństwem swojego partnera. Piękna, młoda, delikatna i inteligentna. Jej długie kasztanowe włosy w słońcu miały miedziany pobłysk. Na jasnej skórze policzków z łatwością mógł dostrzec zarumienienie, gdy niby przypadkiem musnął dłonią jej biodro.
Była tajemnicą, nieodkrytym rewirem, które kusiło go tak bardzo, że dałby się pociąć, żeby zgłębić jej sekrety. Chciał zatopić zęby w ten soczysty, zakazany owoc.
Cóż ceną za spełnienie pragnień była nieznośna obecność Victora, ale Oberyn miał swoje sposoby na pozbycie się kuzyna i jego śmierdzącego potem ciała.
*
Nalia siedziała w ogrodzie popijając herbatę. Rozmawiała ze swoją damą dworu i jednocześnie najlepszą przyjaciółką Laisą. Obie cieszyły się z wiosennego, ciepłego słońca.
- Och, co za cisza. Tylko śpiew ptaków, szum drzew... Brak wrzasków twojego gburowatego męża.
Druga kobieta pokiwała głową i lekko się uśmiechnęła.
- Mam nadzieję, że nie będzie się spieszył z powrotem. Może od razu zabierze Oberyna do jakiegoś burdelu i będziemy mieć spokój do końca dnia.
Dama dworu poprawiła kilka blondwłosych kosmyków, które wymknęły się z jej warkocza.
- A właśnie. Jaki jest ten książę? Nie wspominałaś o nim po powrocie z Dorne.
- Hmm... Spotkałam go tam tylko przez chwilę. To bardzo dobry wojownik, często wykorzystujący truciznę. Wykształcony, przystojny i pełen namiętności, jak wszyscy dornijczycy. Nie są tak sztywni, jak my.
- Uch, to może wprowadzi trochę świeżego spojrzenia. Trochę więcej rozrywki.
- Nie łudź się. Jeśli ktoś będzie się dobrze bawił to tylko Viktor i jego kurwy. Poza tym czuję, że on przyniesie nam tylko kłopoty.
Laisa uważnie zmierzyła ją swoimi jasnoniebieskimi oczami.
- Czy jest coś o czym mi nie mówisz?
- Nie, on po prostu wydaje się taki... No nie wierzę - syknęła i natychmiast wstała.
Dama dworu bezzwłocznie obejrzała się za siebie i ujrzała wysokiego bruneta zgrabnie schodzącego z kilku stopni schodów, które oddzielały cześć ogrodu od wejścia na zamek. Był ubrany w żółtą szatę wyszywaną złotymi słońcami, która idealnie pasowała do jego dornijskiej urody i podkreślała szerokie ramiona. Choć Laisa nie gustowała w mężczyznach, to nie sposób było, by nie doceniła urody przybysza.

Oberyn uśmiechnął się na widok Nalii. Jego oczy zabłysły i tanecznym krokiem podszedł do niej. Natychmiast złapał ją za dłoń by złożyć pocałunek na jej palcach. Jeśli trzymał swoje usta trochę zbyt długo złączone z jej skórą, któż mógł go winić. Pachniała miodem i kokosem, a on miał ochotę zatopić się w tym zapachu.

- Witaj Lady Nalio. Jesteś tak piękna jak zapamiętałem, a właściwie nawet bardziej.
Kobieta wyglądała na wyraźnie zaskoczoną i speszoną. Trochę niezgrabnie wyciągnęła dłoń z jego uścisku.
- Książę Oberynie... Mój mąż miał cię powitać w doku rzecznym.
- Wysiadłem wcześniej i przybyłem tu konno. Nie znoszę tych oficjalnych powitań. Pełne niepotrzebnego patosu i przepychu.
- Och. Na pewno jesteś zmęczony podróżą. Zaraz rozkażę służbie zaprowadzić cię do twoich komnat i przygotować odpowiedni posiłek w sali jadalnej.
Oberyn potrząsnął głową.
- To zbyteczne. - Rzucił spojrzenie w stronę stolika.- To miejsce wydaje się rozkoszne na odpoczynek.
Nalia otworzyła usta, jakby chciała już się kłócić, ale po chwili kiwnęła głową.
- Skoro tak sobie życzysz. - Spojrzała na najbliższą służkę. - Itari, przynieś dodatkowe nakrycie, wino i kieliszki.
Młoda dziewczyna dygnęła i pobiegła do kuchni.
- Znasz swoją służbę po imieniu?
- Tak. Są ludźmi, tak jak my i należy im się szacunek.
Książę spojrzał na nią z zachwytem. Ona jednak postanowiła to zignorować i poprowadziła go w stronę stolika.
- To Laisa Myatt, moja dama dworu i bliska przyjaciółka.
Martell uśmiechnął się i kiwnął głową.
- Miło cię poznać.
- Mi również, książę.
Usiadł na krześle, uprzednio przysuwając je bardziej w stronę Nalii i zaczął się rozglądać.
- Piękny ogród.
- Dziękuję. Przy jego tworzeniu inspirowałam się waszymi ogrodami w Dorne.
Uniósł brwi do góry.
- Ty go tworzyłaś?
- Tak, ale nie sama i większość roślin już tu rosła.
- Bardzo zaniedbana - wtrąciła Laisa. - To bardziej przypominało bitewne pobojowisko niż ogród.
Oberyn zaśmiał się lekko i pokręcił głową.
- Jesteś zachwycająca Nalio.
Postanowiła zignorować jego uwagę i zapytała:
- Więc, jak minęła podróż?

Przez następną godzinę prowadzili luźną rozmowę. Choć Oberyn schlebiał obu kobietą, to Laisa doskonale widziała sposób w jaki książę patrzy na jej przyjaciółkę.
Ich miłą rozmowę nagle przerwał krzyk Victora.
- Oberynie! Tu jesteś!
Dornijczyk natychmiast spochmurniał, podobnie jak Nalia, i wstał by przywitać lorda.
- Nie lubię powitań - odparł.
- Mogłeś chociaż uprzedzić - odparł i mocno uścisnął dłoń kuzyna.
Victor zmierzył surowym spojrzeniem swoją żonę, która pozostała na swoim miejscu.
- Mam nadzieję, że zostałeś odpowiednio ugoszczony.
- O tak!
- Dobrze. Zatem udajmy się do prywatnych komnat.
Oberyn obejrzał się w stronę kobiet z tęsknotą.
- Moja pani, Laiso, to była czysta przyjemność.
Obie uśmiechnęły się lekko i pokiwały głowami.
Victor podszedł na chwilę do Nalii i warknął:
- Przypilnuj by służba przygotowała wytrawną ucztę wieczorem... A i wybierz te ładniejsze służki.
- Oczywiście - odparła z kamiennym wyrazem twarzy.
- Jeszcze jedno. Wstęp tylko dla mężczyzn.
Oberyn skrzywił się na te słowa i pokręcił głową, ale postanowił się nie odzywać. Musiał działać z rozwagą.

Gdy tylko mężczyźni zniknęli, Laisa złapała swoją przyjaciółkę za dłoń.
- On dosłownie pożera cię wzrokiem!
- Przesadzasz.
- Przesadzam?! O bogowie, chyba spełniłby każdy twój rozkaz, nawet gdybyś kazała mu klęknąć między swoimi nogami i...
- Przestań - warknęła.
- No co... Nie podoba ci się?
- To czy mi się podoba, nie ma znaczenia. Nie wiem jak długo Victor będzie tolerował jego adoracje względem mnie... I nie wiem, jak mnie za to ukaże.
- Przepraszam. Nie pomyślałam. Po prostu chciałabym, żebyś choć przez chwilę zaznała szczęście w czyichś ramionach.
Nalia westchnęła ze smutkiem.
- Wiem, ale... Oberyn jest jak trucizna. W niewielkich dawkach może nawet leczyć lub odurzać. W zbyt dużych, zabija. Więc, starajmy się go unikać.
- Jak chcesz.
***
Nalia dopilnowała, by służba przygotowała ucztę i starała się nie myśleć o jej przebiegu. Jednak coś ją wciąż kusiło. Szybko złamała własne słowa o unikaniu dornijskiego księcia.
Kiedy było już późno, wymknęła się ze swojej komnaty i przez kuchnie wślizgnęła się do wąskiego korytarza prowadzącego do jadalni.
Przez chwilę tylko stała i przyglądała się światłu sączącemu się pod drzwiami.
Nie potrafiła się jednak powstrzymać i lekko je uchyliła, zaglądając do środka. Od razu zauważyła swojego męża z dwoma dziwkami przy każdym boku i jedną klęcząco między jego nogami, która ssała mu kutasa.
Niedaleko siedział Oberyn. Na jego kolanach znajdowała się rudowłosa dziwka, która karmiła go z ręki. Książę wyglądał na zadowolonego, ale poza trzymaniem kobiety wydawało się, że nic więcej nie robi.
Nalia sama nie rozumiała dlaczego poczuła ukłucie zazdrości. Nie mogła oderwać wzroku od dornijczyka myśląc, jak by to było być na miejscu rudowłosej. I nagle Oberyn skierował wzrok prosto na drzwi, za którymi się skrywała.
Odskoczyła szybko na bok i przycisnęła się do ściany próbując uspokoić oddech. Po paru minutach znowu odważyła się zerknąć, ale nie znalazła już Martella. Poczuła dziwną pustkę i w duchu sama się za to skarciła.
Gdy wróciła do swojej komnaty długo nie mogła usnąć, wciąż myśląc o ciepłych, brązowych oczach i szelmowskim uśmiechu Oberyna.
***
Następnego dnia miała twarde postanowienie, by unikać spotkań z
Oberynem. Była w tym mistrzynią, szczególnie gdy chodziło o Victora, więc uważała, że to będzie łatwe. Udawało jej się to do popołudnia.

Lord Nabro wpadł do kuchni, gdzie jego żona wydawała instrukcje na wieczorną ucztę.
- Nalia!
Wszystkie służki natychmiast podskoczyły. Lady Fower starała się zachować spokój, gdy spojrzała na męża.
- Tak, Victorze.
- Przygotuj Oberynowi jedną z tych swoich paskudnych mikstur. Narzeka, że ma migrenę i przerwał spotkanie. Choć według mnie brakuje mu po prostu kurw.
Kiwnęła głową próbując zignorować ostatnią uwagę lorda. Bez słowa zajęła się przygotowywaniem odpowiedniego napoju. Była z tego znana. Wykształcono ją w kierunku ziołolecznictwa i przygotowywania z nich odpowiednich lekarstw. Gdy była młodsza nie znosiła tego. Zielarka, która ją uczyła była surowa i wymagająca, ale z czasem zauważyła w niej talent.
Po ślubie z Viktorem , Nalia zrozumiała, że te nauki były najlepszym, co mogło ją spotkać. Umiejętne wykorzystanie odpowiednich ziół i ich połączenia z pospolitymi składnikami doprowadziła do perfekcji.
*
Oberyn jęknął i przeciągnął się na krześle. Był zmęczony, znudzony i miał serdecznie dość głupoty kuzyna. Gdy usłyszał pukanie do drzwi zniechęcony mruknął:
- Wejść.
Gdy tylko jednak zobaczył, kto wyłania się zza drzwi natychmiast rozpromienił się, a jego znużenie zniknęło. Wyprostował się i uśmiechnął:
- Lady, już myślałem, że bogowie nie pobłogosławią mnie dzisiaj twoim widokiem.
- Wątpię, by to oni mnie zesłali, książę.
- Wystarczy, Oberyn.
Kiwnęła głową i podeszła bliżej, by postawić przed nim kubek z lekiem.
- Co to?
- Victor mówił, że źle się czujesz. To czarny napój z cytryną. Pomoże ci na ból głowy.
- Dziękuję, umieram tutaj.
Przed wejściem obiecała sobie, że będzie zdystansowana i obojętna, ale...
W słowach Oberyna była szczera wdzięczność, której nigdy nie zaznała ze strony męża. Szybko więc porzuciła fasadę obojętności. Książę naprawdę wyglądał na wyczerpanego, a ona chciała mu jakoś ulżyć.
- Mogę ci jeszcze jakoś pomóc? Pomasować ci głowę?
Najpierw zaskoczyła go, ale po chwili otrząsnął się, zadowolony, że tak łatwo zmienia się przy nim z przestraszonego zająca w ciekawskiego lisa.
- O tak, proszę.
Kiwnęła głową i stanęła za jego krzesłem. Delikatnie wsunęła palce w jego gęste, ciemne włosy i zaczęła masować skórę głowy.
Oberyn dosłownie mruczał z zadowolenia, wręcz rozpływając się na krześle. Czuł jak napięcie opuszcza jego ciało. Zamknął oczy i skupił się na jej dotyku mając nadzieję, że Victor zrozumiał, że: "Nie chcę widzieć ciebie i twoich durnych doradców przez co najmniej godzinę!", naprawdę znaczyło godzinę, a nie pół.
Swoją drogą był pewien, że jego własny wrzask pogorszył tylko ból głowy, ale to przestało mieć znaczenie.
- Naprawdę zesłali cię bogowie. Gdzie się tego nauczyłaś?
- Kształcono mnie w kierunku ziołolecznictwa i przy okazji nauczycielka pokazywała mi inne metody łagodzenia bólu.
- Zatem powinienem jej podziękować.
- To niemożliwe, ta stara jędza już nie żyje.
Martell zaśmiał się lekko.
- Rozumiem. Nauczyciele bywają okropni.
Nalia wyjrzała zza jego ramienia przyglądając się mapą i zwoją, które leżały na stole.
- To trasa, którą wyznaczył mój mąż?
- Yhy - mruknął wciąż nie otwierając oczu.
- Przecież ten przesmyk jest za wąski i za płytki. Ciężkie statki transportowe nie dadzą rady, a te lżejsze mogą nie poradzić sobie z późniejszymi sztormami. Jedynie twoje statki z wojennej floty dałyby radę, ale one mają za małe magazyny na tyle zboża.
- O bogowie! - Podskoczył na swoim siedzeniu. - W końcu ktoś inteligentny w tym morzu debili. Próbuję wytłumaczyć to Victorowi od rana, ale on jest po prostu głupi, a ty wchodzisz tu i olśnienie.
Nalia odsunęła się od niego, wyraźnie speszona.
- Przepraszam, nie powinnam się wtrącać.
- Dlaczego nie? Skoro masz coś mądrego do powiedzenia, powinnaś to mówić.
Uśmiechnęła się pobłażliwie i pokręciła głową.
- Victor nie lubi kobiet mądrzejszych od niego.
- Zatem nigdy nie powinien brać cię za żonę. Jesteś tysiąc razy mądrzejsza od niego.
Chciała już coś odpowiedzieć, ale do środka wpadł Victor ze swoim doradcą. Rzucił żonie pogardliwe spojrzenie, a ona jeszcze bardziej odsunęła się od Oberyna.
- To, Otton, może z nim się porozumiesz.
Książę spojrzał złowrogo na przybyłych mężczyzn.
- Nowy, co sądzisz o trasie wyznaczonej przez twojego Lorda?
Rudowłosy mężczyzna rzucił okiem na mapy.
- Wymaga małych korekt, ale to dob...
- Wyjdź!!!
Krzyk Oberyna odbił się od ścian, a nowoprzybyły doradca zniknął pospiesznie, zostawiając ich samych we trójkę.
Nalia skuliła się instynktownie, choć krzyk nie był skierowany na nią. Domyślała się, że książę także ma ciemną stronę, ale nie chciała jej widzieć. Dornijczyk spojrzał na nią przepraszająco.
- Wybacz, moja pani. Nie chciałem się unosić. - Jego głos znów był melodyjny i spokojny. - Naprawdę mam już dość ich głupoty. - Zerknął na kuzyna. - Będę pracował tylko z twoją żoną.
- Co?!
Krzyk wydobył się jednocześnie z dwóch gardeł.
- To kobieta.
- I co z tego? W Dorne doceniamy inteligencje kobiet, a tak się składa, że twoja żona pochodzi z wybitnie inteligentnego rodu.
Victor prychnął z pogardą.
- Skoro tak, czemu tak tanio ją sprzedali?
Oberyn poderwał się z miejsca, mocno uderzając dłońmi w drewniany blat i oparł na rękach cały swój ciężar. Zdawało się, że szeroki stół był jedyną rzeczą, która powstrzymywała go przed rzuceniem się na starszego mężczyznę.
Nalia przyglądała się całej sytuacji ze zdziwieniem i jednocześnie strachem.
- Myślałem, że to twoja żona, a nie faworyta, którą można kupić, ale skoro tak... - Na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. - Może podasz cenę, a ja z chęcią ją odkupię.
Victor rzucił jakieś przekleństwo pod nosem.
- Dość żartów kuzynie - warknął.
- Nie żartuję.
Nabro zignorował jego odpowiedź.
- Dobrze, skoro tak bardzo chcesz układać plany z nią, proszę bardzo. Odeślesz ją do mnie szybciej, niż ci się wydaje.
Oberyn prychnął i w końcu rozluźnił swoją postawę. Poprawił swoją szatę i z zadowoleniem spojrzał na kobietę.
- Czy to ci pasuje?
- Oczywiście.
- Czy możemy zacząć od jutra?
- Tak, tylko może przenieśmy się do biblioteki, tam jest więcej miejsca.
- Jak sobie życzysz - odparł.
Po chwili skierowała się w stronę wyjścia. Zanim jednak opuściła komnatę, Victor złapał ją boleśnie za ramię i syknął:
- Dziś w nocy masz spać w mojej sypialni.
- Rozumiem - odparła.
Oberyn był wystarczająco blisko, by słyszeć ich wymianę zdań. Zacisnął dłonie w pięści i zmarszczył brwi, a jego ból głowy powrócił.
***
Podczas wieczornej uczty z trudem jadła. Gdy tylko myślała o tym, co czeka ją w nocy, to od razu zbierało jej się na wymioty.
Czterdzieści siedem dni... Tak długo trwało jej szczęście, ale zawsze kiedyś się kończyło. Chciała za to po części obwiniać Oberyna, ale to nie była jego wina, że Victor miał paskudny charakter. Gdyby był tylko miły. Nie musiał jej kochać, ale gdyby ją chociaż szanował. Wtedy spełniałaby jego łóżkowe zachcianki. Zapewne nie sprawiałoby jej to przyjemności, ale nie wywoływałoby też takiego odrzucenia.
Jej przemyślenia przerwało nagłe pojawienie się księcia, który wcześniej wymigał się od uczty tłumacząc bólem głowy.
Oberyn wyglądał na o wiele zdrowszego. Uśmiechał się i puścił oczko do jednej z ładniejszych służek. Potem zajął miejsce obok Victora i natychmiast zarzucił rękę na jego ramiona.
- Kuzynie! Pomyślałem, że byłem dzisiaj trochę nieznośny, dlatego oto mój prezent. Wyjątkowej jakości dornijskie wino.
Na stole pojawiła się pięknie ozdobiona butelka.
- Jest takie dobre?
- Niesamowite! Wyjątkowo rzadkie, dlatego tylko dla mnie i dla ciebie.
- Zatem pijmy!
Oberyn kiwnął na służącego, który natychmiast podał dwa kieliszki.
Nalia starała się nie patrzeć na nich, ale nie uszło jej uwadze, że dornijczyk prawie nie podnosił swojego kieliszka.
Zanim uczta zaczęła się zbliżać ku końcowi, opuściła salę, by przygotować się na spotkanie z mężem.
*
Victor wtoczył się pijany do komnaty. Chwiejnym krokiem doszedł do łóżka, na którym już siedziała Nalia. Złapał ją niezgrabnie za podbródek. Wzdrygnęła się, gdy poczuła jego tłuste palce na swoim policzku.
- Suka - syknął i wgramolił się na łóżko.
Położył się na plecach i pomachał rękę.
- Na co czekasz?! Rób swoje.
Westchnęła ciężko i przyklęknęła przy jego kroczu. Odpięła jego pas i zamierzała kontynuować. Nagle, zdziwiona spostrzegła, że jej maż głęboko zasnął zanim zdążyła mu rozwiązać spodnie. To się nigdy nie zdarzało. Nie ważne jak bardzo był pijany, nigdy nie zasypiał zanim nie spełniła swoich powinności. Zmarszczyła brwi, miała pewne podejrzenia, ale postanowiła, że i tak będzie cieszyć się swoim małym szczęściem. Dla niepoznaki rozebrała Victora, choć nie było to łatwe i położyła się na łóżku, jak najdalej od niego.
Rano zdawało się, że Victor niczego nie podejrzewał. Zwlókł się jak zwykle z łóżka i kazał jej się wynosić, mrucząc pod nosem, że jak zwykle była sto razy gorsza od niedoświadczonej kurwy.
Po raz pierwszy jednak ta uwaga jej nie zabolała. Wręcz sprawiła jej dziką radość i siłą musiała ukryć uśmiech malujący się na jej twarzy.
*
Czekała na niego na wewnętrznym dziedzińcu. Opierała dłonie na murku i spoglądała przed siebie. Gdy stanął przy niej widziała jaki był zadowolony i pełen energii.
- Witaj, moja pani.
Obdarzył ją swoim najsłodszym uśmiechem, a na jej policzkach pojawił się rumieniec.
- Dobrze spałeś książę? - zapytała z wyraźną nutą ciekawości.
- Owszem. Skąd to pytanie?
- Mój mąż spał wyjątkowo twardo. To zadziwiające, bo nieważne, jak bardzo jest pijany, nigdy tak szybko nie zasypia w sypialni.
Uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Nie rozumiem, co to ma wspólnego ze mną?
Uniosła głowę do góry, by patrzeć mu prosto w oczy.
- Chciałabym tylko wiedzieć, jakimi przyprawami doprawiacie dornijskie wino?
Przez chwilę milczał, rozkoszował się jej obecnością. Już od dawna nie spotkał tak bystrej kobiety jak ona. Był nią dogłębnie zachwycony.
- Przykro mi, to sekret.
- No cóż, może kiedyś mi go zdradzisz, a teraz, chodźmy do biblioteki.
Ruszyła przed siebie, nawet nie czekając na jego reakcję. Była pewna, że za nią podąży i nie pomyliła się. Po chwili poczuła jak kładzie dłoń na jej dolnej części pleców, krocząc tuż przy niej, niczym wierny strażnik.

***
Siedzieli razem w bibliotece i wspólnie opracowywali plany transportu, gdy nagle Oberyn odsunął się od stołu i założył ręce na piersi. Był wyraźnie znudzony i szukał rozrywki.
- Herb twojego rodu to lis odgryzający głowę węża?
Wyprostowała się na swoim krześle i spojrzała na niego zaintrygowana. W jego oczach tańczyły psotne iskierki. Ona także była już znużona ciągłym wpatrywaniem się w liczby, więc równie dobrze mogła zagrać w jego małą grę.
- Zgadza się.
Oparł podbródek na swojej pięści i uśmiechnął się.
- Czy zatem powinienem na ciebie uważać?
- Wątpię. Precyzując, to zielony wąż, dość pospolity w moich stronach i niejadowity. Daleko mu zatem do czerwonej żmii. Poza tym nie brałabym dosłownie znaczenia herbów. W końcu nigdy nie widziałam słońca przebitego włócznią. - Po chwili zastanowienia dodała: - Choć herb mojego męża to zając otoczony płomieniami. Biorąc pod uwagę ile wpieprza pieczonych zajęcy to... Może symbolika herbów ma znaczenie.
Oberyn zaczął się śmiać.
- Po prostu nie należy brać wszystkiego dosłownie. - Spojrzał na nią i oblizał wargi. - Martellowie uwielbiają wbijać swoje włócznie w piękne słońca. Jeśli wiesz, co mam na myśli.
Pokręciła głową, ale nie umiała ukryć lekkiego uśmiechu.
- Domyślam się. Ale bardziej niż wasz herb doceniam wasze motto.
- Ach tak. - W jego oczach pojawił się błysk zachwytu. - "Niezachwiani, nieugięci, niezłomni."
- Właśnie. O wiele lepsze niż motto Fowerów. "Walczymy sprytem, nie mieczem."
Przekrzywił głowę lekko na bok.
- Co nie tak z tym mottem?
Pochyliła się do przodu opierając łokcie na stole, splatając dłonie i opierając o nie brodę.
- Nie wiem. Nie brzmi dla ciebie trochę tchórzliwie? Jakby sugerowało, że boimy się walczyć.
Oberyn przysunął się do stołu odwzorowując jej pozę.
- Hmm, nie sądzę. Nie sugeruje, że nie walczycie, tylko że nie używacie miecza. Można to różnie interpretować. Ja na przykład częściej wybieram włócznie niż miecz.
- Włócznie, którą zatruwasz.
Gdy tylko słowa opuściły jej usta zdała sobie sprawę, co powiedziała. Wyprostowała się gwałtownie. Nie rozumiała, czemu przy Oberynie stać ją było na taką odwagę.
- Przepraszam, nie powinnam.
Książę wyglądał na niewzruszonego. Jego postawa się nie zmieniła i ze spokojem odparł:
- Przecież to prawda. Każdy o tym wie, a ja tego nie ukrywam i nie wstydzę się tego. To część mojej strategii walki. Mojego sprytu. - Uśmiechnął się szeroko. - Widzisz, ja też walczę sprytem i... Włócznią.
Odetchnęła lekko, ale uznała, że ich mała gra powinna dobiec końca. Złapała za jeden z pergaminów i spojrzała na niego sugestywnie.
- Ach tak, wróćmy do naszej pracy, lisiczko.
Postanowiła zignorować sposób w jaki ją nazwał i to jakie ciepło to w niej wywołało.
***