Chapter Text
Louis
Louis obudził się w swojej trumnie i przeciągnął z ziewnięciem. Leżący obok niego, roztrzepany po nocy, Lestat już nie spał, tylko wpatrywał się w niego z czułością. Louis prawie na nim leżał, wtoczywszy się na niego we śnie.
– Nie chcę się powtarzać, ale naprawdę nie musisz czekać, aż się obudzę, możesz wstać w każdej chwili – zadrwił Louis, wyciągając rękę i wsuwając niesforny kosmyk włosów za ucho Lestata.
– Ależ mon cher, miałbym przegapić to? – Zapytał Lestat.
Lestat pocałował go, zbliżając ich usta do siebie w zachłannym starciu i delikatnie wgryzając się w dolną wargę Louisa, powodując niewielki wyciek krwi. Hmm... to był miły sposób na przebudzenie, przyznał Louis, wplątując dłonie w miękkie włosy Lestata, znajdując oparcie z tyłu jego głowy, gdy Louis pogłębił pocałunek. Louis przejechał językiem po kłach Lestata, nie na tyle mocno, by pobrać krew, a Lestat próbował ugryźć go w język , by to naprawić, ale Louis był szybszy, odrzucając go do tyłu i śmiejąc się do pocałunku. Lestat jęknął, przyciągając ich ciała bliżej siebie, a Louis zatracił się w sposobie, w jaki dłonie Lestata chwytały jego biodra, zanim niechętnie przerwał pocałunek.
– Nie, obiecaliśmy, że odwiedzimy dziś Grace – powiedział Louis bez tchu – musimy już iść.
– Łamiesz mi serce – powiedział żałośnie Lestat.
– Złamiesz serce Frances, jeśli nie przyjdziesz, by pomóc jej z ćwiczeniem gam – zauważył Louis, stukając go delikatnie w klatkę piersiową i z łatwością celując w miękkie miejsce Lestata.
– Dobra, Louis, nie możemy na to pozwolić – powiedział Lestat z westchnieniem, podnosząc wieko trumny.
Louis pocałował go, delikatnie muskając wargami, a Lestat z łatwością się uspokoił. Wyszli z trumny, ubierając się na noc.
– Ale później? – zapytał Lestat.
– Później, po polowaniu – zgodził się Louis.
Lestat
Trzymanie się śmiertelnych przywiązań jako wampir było głupotą. Naleganie Louisa na utrzymanie więzi z rodziną kiedyś wydawało się Lestatowi głupotą.
Cóż, teraz to Lestat był głupcem, prawda? Został wciągnięty w ludzką głupotę Louisa.
Zaczęło się od Grace. To był początkowo ruch strategiczny ze strony Lestata. Louis wciąż był człowiekiem, Louis wciąż mógł odejść w każdej chwili, więc wprowadzenie Grace głębiej w ich życie było sposobem na utrzymanie ich związku. Mógł czytać w myślach Grace, co dawało mu nowy wgląd w Louisa, a to oznaczało, że warto było trzymać ją przy sobie. To, że Lestat ją polubił, nie miało znaczenia. Grace była środkiem do celu, a fakt, że ceniła dobrą muzykę, potrafiła odnaleźć się w każdej rozmowie i miała podobne poczucie humoru do Louisa, nie miał znaczenia. Lestat nie był do końca pewien, kiedy zaczął ją niechętnie lubić lub przypadkowo uważać za kogoś w rodzaju przyjaciela. Nie zaprzyjaźniasz się ze śmiertelnikami. Nie stawałeś się bliski śmiertelnikom. To kończyło się źle dla wszystkich zaangażowanych. Jeszcze tak się nie stało. To była tylko kwestia czasu.
Przemiana Louisa nie spowodowała również w ciągu ostatnich kilku lat klinczu, który Lestat kiedyś uważał za tragiczną, ale nieuniknioną konsekwencję. Louis uprzedził Grace, najlepiej jak potrafił, używając metafor i tańcząc wokół tematu, a kiedy w końcu to się stało - Louis z wahaniem powiedział Lestatowi o tym, jak wyglądało spotkanie z Grace.
Louis z wahaniem opowiedział Lestatowi o tym, jak przebiegło spotkanie z Grace. Początkowo Louisa ogarnęła straszna panika. Być może gdyby Louis poczekał dłużej przed spotkaniem z nią, poczekał kilka tygodni lub miesięcy, nie miałby tak silnej reakcji, ale Louis musiał się z nią zobaczyć. Grace go uspokoiła. Lestat słuchał Louisa, który mu to mówił i zdał sobie sprawę, że Grace pozostanie w ich życiu.
Lestat odkrył, że został wciągnięty do rodziny, a część jego umysłu rozpaczliwie protestowała, krótkie chwile wplątywały go w rodzinę Du Lac. To był początek końca, kiedy Grace ogłosiła jemu i Louisowi, że jest w ciąży (chociaż Lestat już o tym wiedział), a Grace powiedziała wujkowie w liczbie mnogiej, włączając Lestata w swoje myśli jako część rodziny. Znowu okropne, bycie zaproszonym, gdy urodziły się bliźniaczki i trzymanie małego dziecka radośnie umieszczonego w jego ramionach, jakby Lestat nie był potworem. To było straszne, głupie i sprawiało, że serce Lestata bolało.
Najpierw była Grace, a teraz były bliźniaczki, prawie pięcioletnie. Frances i Mary, które nazywały go odpowiednio wujkiem Statem i wujkiem Lesem, i które nie odczuwały żadnego niepokoju, jaki większość śmiertelników instynktownie odczuwała wobec wampirów. Mała Mary, która domagała się, by czytał jej bajki Madame d'Aulnoy po francusku i mała Frances, która ćwiczyła i ćwiczyła każde małe ćwiczenie na pianinie, którego ją uczył. Obie pobiegły do drzwi, gdy Louis i on sam się pojawili. Plan zakładał Louisa. Tylko Louisa, tylko pięknego i urzekającego Louisa, dla którego Lestat miał być towarzyszem serca, jego nową rodziną, jego nowym domem. Louis, jak się okazało, miał rodzinę. Grace była w ciąży, miała urodzić lada dzień, a rodzina znów miała się powiększyć. To było przerażające. To było kruche. Florence tam była, jej dezaprobata jak ciemna chmura wisząca nad wszystkim. Levi był tam, lubiąc Louisa i Lestata, podczas gdy jego umysł wciąż potajemnie oscylował między zmartwieniem, dezaprobatą i akceptacją w zależności od dnia. I Grace, zdeterminowana, by wszystko zadziałało, by wymusić harmonię między nimi wszystkimi, pośrodku tego wszystkiego. To był bałagan. To było głupie. Lestat nie wiedział, jak długo to może trwać.
Gdy Louis zapukał do drzwi i usłyszeli piski bliźniaczek, Lestat z zadowoleniem przyjął głupotę.
Bliźniaczki otworzyły im drzwi i w mgnieniu oka znalazły się przy nich. Levi pracował dziś do późna, więc były tylko Florence, Grace i bliźniaczki. Florence pracowała nad haftem, podczas gdy Grace leżała na sofie z książką.
– Dziewczynki, dajcie im chwilę oddechu! – zawołała wesoło Grace, odkładając książkę, gdy dziewczynki wciągnęły ich do salonu.
– Louis, panie Lioncourt – potwierdziła Florence skinieniem głowy.
Lestat wiedział, że nie lubiła, gdy tak często przychodzili razem, tolerując ich tylko ze względu na Grace i dziewczynki. Jej pogarda sprawiła, że zacisnął zęby, ale zignorował to. Dla Louisa. Dla całej reszty.
– Madame Du Lac, Grace – Lestat skinął grzecznie głową, sumiennie wykonując czynności grzecznościowe.
– Cześć mamo – powiedział ciepło Louis, wyłaniając się zza jego pleców – i jak się masz, Grace?
– Cóż, jestem gotowa, by ta część dobiegła końca – powiedziała Grace, kładąc dłonie na brzuchu – najwyraźniej lada chwila.
– Wujku Stat, no chodź – powiedziała Frances, ciągnąc go za rękę.
Frances pociągnęła Lestata do fortepianu, wskakując na stołek i poklepując niecierpliwie miejsce obok siebie. Lestat nie mógł powstrzymać się od lekkiego śmiechu, gdy posłusznie usiadł i obserwował, jak Frances popisuje się swoimi gamami, kiwając głową z aprobatą dla jej postępów, gdy spojrzała na niego. Mary podeszła do nich.
– Gamy są nudne – poskarżyła się Mary po kilku minutach. – Możesz je ćwiczyć, kiedy chcesz. Zagrasz nam coś innego Wujku Les?
– Nie są nudne. Po prostu ci nie wychodzą – odpowiedziała Frances, krzywiąc się do siostry.
– Wujku Les, zagrasz nam jeszcze raz Jezioro Łabędzie? – zapytała prosząco Mary.
To zatrzymało Frances, jej palce zatrzymały się na klawiszach i spojrzała na niego.
– Też chciałabym usłyszeć Jezioro Łabędzie, wujku Stat – przyznała Frances.
– W takim razie Jezioro Łabędzie – zgodził się Lestat.
– Zróbcie dla mnie miejsce – zażądała Mary.
Frances i Lestat przesunęli się na stołku fortepianu, aby Mary mogła wskoczyć na drugi koniec, wszyscy tylko się zmieścili, nie potrwa to zbyt długo, dopóki dziewczynki nie będą na to za duże. Lestat podniósł palce do klawiszy i zaczął grać 12-te Allegro Czajkowskiego. Czajkowski napisał Jezioro Łabędzie dla swoich siostrzenic i siostrzeńców, przypomniał sobie Lestat i ta myśl niezmiernie go ucieszyła.
Louis
Louis rozmawiał z Grace i czule obserwował Lestata z bliźniaczkami. Lestat grał na pianinie, a bliźniaczki siedziały po jego obu stronach, chłonąc uwielbienie i uwagę. Lestat zawsze uwielbiał publiczność, bez względu na jej rodzaj, a Louis wątpił, by znalazł bardziej adorującą niż te dwie małe dziewczynki. Lestat od czasu do czasu zatrzymywał się pomiędzy utworami, opowiadając bliźniaczkom, co wydarzyło się podczas baletu do każdego utworu.
– Wujku Les, możesz nas zabrać na Jezioro Łabędzie? – zapytała Mary.
– Oczywiście, gdy będziecie wystarczająco dorosłei, a ono odwiedzi nas w Nowym Orleanie – obiecał im Lestat.
Frances i Mary rozpromieniły się, ich małe buzie promieniały z zachwytu, a Louis wzdrygnął się. Kątem oka Louis dostrzegł, że Grace i Florence lekko zesztywniały na tę obietnicę. Balet, kiedy już się pojawił, występował w Operze Francuskiej, pożyczając i udostępniając luksusową przestrzeń na przedstawienia Giselle , Śpiącej Królewny i wszystkiego innego, co było w danym momencie na topie. Frances i Mary mogłyby obejrzeć tam baletu. Louisowi zdarzało się być lokajem Lestata, co było rzadkim, ale żenującym występem. Najwyraźniej Lestatowi nawet nie przyszło to do głowy, gdy składał obietnicę, a teraz ktoś będzie musiał ją spełnić wobec dwójki podekscytowanych prawie pięciolatków. Louis zawsze starał się ograniczać swój dar umysłu tak bardzo, jak to tylko możliwe w pobliżu swojej rodziny, zapewniając im pewną dozę prywatności, ale nagłe uczucie smutku i irytacji Grace przecięło pokój jak ostre ostrze, zakładając, że to ona będzie musiała zawieść ich nadzieje na zobaczenie baletu. Louis zobaczył, że fala uderzyła w Lestata, jego usta otworzyły się lekko, a jego spojrzenie powędrowało ku Grace i Florence, bez wątpienia wyłapując jego błąd z ich myśli.
Lestat odwrócił się z powrotem do dziewczynek.
– Albo, kiedy będziecie wystarczająco dorosłe – powiedział Lestat z wymuszoną wesołością, próbując odzyskać chwilę – moglibyśmy wybrać się gdzieś razem. Z waszą babcią, mamą, tatą i wujkiem Lou.
Louis szczerze nie mógł sobie tego wyobrazić, wszyscy razem podróżujący do innego miasta lub stanu tylko po to, by pójść do mniej dyskryminującego miejsca baletowego? Nie wspominając o logistycznym koszmarze wampiryzmu? To był okropny i dziwaczny pomysł. Florence wydała z siebie odgłos przypominający szyderstwo, patrząc z determinacją na swój haft. Louis poczuł się winny, że się z nią zgodził.
– Dziękuję, Lestat, to miła propozycja – powiedziała cicho Grace.
Lestat niepewnie spojrzał Louisowi w oczy. Nie mogli czytać sobie w myślach, ale Louis widział, że Lestat trochę się miota.
– Ale w międzyczasie znajdę wam wersję z bajki, chcielibyście? Lestat zaproponował.
Frances i Mary chętnie się na to zgodziły, chwilowo odwracając uwagę od samego pomysłu baletu, a Louis poczuł, jak Grace lekko się rozluźnia.
– Wujku Stat, co dalej stanie się z Odette? – zapytała Frances, szarpiąc go za rękaw, jakby nie słyszała tej historii kilka razy wcześniej.
– No cóż! – Lestat odwrócił się z powrotem do pianina i wznowił opowieść.
Louis
– Przepraszam cię, za tę wpadkę z Jeziorem Łabędzim, Louis – powiedział Lestat.
– W porządku, będzie dobrze – powiedział Louis z westchnieniem
Lestat po prostu nie przemyślał tego co mówi, to było frustrujące i typowe.
Głód swędział Louisa w gardle, a suchość i potrzeba sprawiały, że Louis był nieco bardziej nerwowy i łatwiej ulegał frustracji. Lestat wyglądał na tyle przepraszająco, że Louis oparł się impulsowi, by tym razem wszcząć kłótnię. Louis skupił się na reszcie nocy, która ich czekała. Mieli udać się do Azalei, gdzie Louis miał otrzymać ogólne informacje od Bricktop Williams, Bricktop miał również podać Louisowi nazwisko kogoś, kogo należało usunąć, Louis i Lestat mieli zostać i cieszyć się muzyką przez jakiś czas, a potem mieli się rozdzielić i pójść na polowanie osobno. Louis poczułby się lepiej, gdyby miał się z kim napić. Miał nadzieję, że w tym tygodniu padnie więcej niż jedno imię. W ciągu ostatnich sześciu lat imiona powoli stawały się coraz rzadsze, gdy Louis przebrnął przez swego rodzaju "zaległy katalog".
Nastrój w Azalei był tak hałaśliwy i radosny jak zawsze. Świat był w stanie wojny, nawet jeśli Ameryka jeszcze nie, ale to nie tłumiło gorącej potrzeby i entuzjazmu mieszkańców Storyville. Azalea zarabiała góry pieniędzy, zyski były zawrotne, a Louis uważał, że jego małe imperium rośnie z dnia na dzień. A w centrum tego wszystkiego, pieprzona Bricktop Williams.
Była to być może jedna z najlepszych decyzji, jakie Louis kiedykolwiek podjął, czyniąc ją nieoficjalnym partnerem biznesowym najpierw Azalei, a potem powoli, z biegiem lat, reszty jego różnych przedsięwzięć znalazła się pod czujnym okiem Bricks. Nigdy nie było wystarczająco dużo godzin w nocy na to wszystko, rodzina, Lestat, biznesy i polowania konkurowały ze sobą. Bricks trzymała wszystko w ryzach i była za to niewiarygodnie dobrze opłacana, co pozwoliło Louisowi na lekkie wycofanie się. Bricks był inteligentna, bezwzględna, godna zaufania i dobra w kontaktach z ludźmi. Dar umysłu był czasami mieczem obosiecznym, ale Louis był za niego wdzięczny, ponieważ uświadomił mu, że Bricks może mu pomóc. Louis nie wiedział, jakby sobie bez niej poradził.
Lestat poszedł w swoją stronę, gdy weszli do środka, kierując się na otwarty dziedziniec, podczas gdy Louis szukał Bricks. Louis znalazł ją na jednym z balkonów, przyglądającą się wszystkiemu z aprobatą, z flaszką w dłoni.
– Hej Bricks – zawołał Louis, podchodząc do niej.
– Hej Du Lac, jesteś tu, żeby sprawdzić, jak nam idzie czy może coś się pali? – zapytała Bricks, odwracając się do niego z uśmiechem.
– Żeby sprawdzić, jak nam idzie – potwierdził Louis.
– Cóż, Jelly Morton i jego zespół nadal są absolutną perełką, o wiele lepszą niż ostatni zespół, jeśli śmiem tak powiedzieć. Ale nadal przechodzimy przez piosenkarzy jak woda w upalny dzień… Diane chce iść dalej, jakaś sprawa rodzinna, a Wendy chętnie zastępuje Diane w nocy, ale kto wie, jak długo to potrwa – powiedziała Bricks z parsknięciem.
– Coś jeszcze? – zapytał Louis.
– Małe zmiany personalne, którymi nie musisz się martwić, do jednego ze sklepów spożywczych wypadałoby wezwać hydraulika… porozmawiałam już z chłopcami Marcusa którzy obiecali tam zajrzeć i powiedzieć nam co i ile będzie kosztowało. Doris mówi, że wypadałoby odmalować Carnation Place, ale jeśli jej pozwolimy, wszyscy, zaczną się domagać remontów, dlatego też sporządziłam listę nadchodzących remontów i innych niespodziewanych wydatków, którą dam ci do przejrzenia pod koniec miesiąca. – Wyrzuciła z siebie Bricks po czym zamilkła próbując sobie przypomnieć czy o czymś nie zapomniała i w końcu pstryknęła palcami.
– O właśnie. Pieprzony posterunkowy Davis po latach nadal uważa, że jest na właściwym tropie w sprawie swoich „niewyjaśnionych” morderstw. Znowu gania po całym Storyville. Jak wiemy to wszystko co ma to tylko ślepe zaułki i dziwne okoliczności.
Wszystko to dzięki Bricks i jej starannemu zarządzaniu. Louis nie zdawał sobie sprawy z zakresu tego, o co pytał pierwszej nocy, gdy zwrócił się do niej w sprawie efemerycznej listy złych kolesi i tego, co wiązało się z kontynuowaniem ich zniknięć w sposób, który nie wzbudzał podejrzeń. Ale dowiedział się tego z umysłu Bricks… staranne zbieranie informacji, balansowanie między tym, skąd pochodzą nazwiska, aby nikt w Storyville nie był nadmiernie zaangażowany w sprawę.
– Przy okazji, w tym tygodniu nie mam dla ciebie imienia – dodała Bricks
– W porządku – powiedział Louis, starając się ukryć rozczarowanie – dzięki, że nadstawiasz ucha.
– To z pewnością dobra rzecz, prawda Louis? – powiedziała zachęcająco Bricks.
– Oczywiście – powiedział Louis, kiwając głową w zgodzie.
Głód zaczynał mu doskwierać w gardle, gdy myślał o tym, że nie będzie miał dziś żadnego nazwiska. Louis zignorował to, żegnając się z Bricks i kierując się do miejsca, w którym grał zespół. Lestat już usiadł przy stoliku, słuchając muzyki z zadowoleniem, stukając lekko stopą w rytm, gdy Louis się zbliżył.
– Jak tam twoje ludzkie interesy, mój Mroczny Książę Iberville? – Lestat zapytał kpiąco.
– Wszystko wygląda dobrze, Bricks ma na to oko, myślę, że zawdzięczam tej kobiecie życie – powiedział Louis, uśmiechając się lekko, gdy usiadł.
– Nie wzbudzaj we mnie zazdrości, Louis, to mnie zawdzięczasz życie. Mam pierwszeństwo – powiedział Lestat, jego oczy błyszczały.
– Jak to sobie wyobrażasz? – Louis zadrwił.
– Dałem ci to wieczne życie, czyż nie, Louis? Twoje życie jest moje – powiedział Lestat z uśmiechem.
– Nie. Myślę, że nadal jest moje – poprawił Louis ze śmiechem. – Po prostu się nim z tobą dzielę.
– Skoro tak twierdzisz, Louis – powiedział lekko Lestat.
Louis roześmiał się, kręcąc głową na Lestata, i patrzył na zespół. Było dziś tłoczno, a Diane i Jelly Morton wykonywali świetną robotę, zabawiając czekających klientów. Lestat przesunął dłonią po udzie Louisa pod stołem.
– Lestat, jesteśmy w miejscu publicznym . – zaprotestował lekko Louis, starając się nie reagować na dotyk.
– Czy chcesz to zrobić gdzieś na osobności? – zapytał ściszonym głosem Lestat.
Louis stał nieruchomo, obserwując grę zespołu, jakby ręka Lestata nie głaskała jego uda.
– Czy chciałbyś zabrać mnie do jednego z pokoi na górze i pozwolić mi zrobić ci niewypowiedziane rzeczy, które sprawią, że nawet kobiety tutaj się zarumienią ? – wyszeptał Lestat.
Westchnienie Louisa było całą amunicją, jakiej potrzebował Lestat, który pochylił się nieco zbyt blisko, by było to całkowicie właściwe.
– Nie jestem pewien, czy tak łatwo je zgorszyć, Lestat – odparł Louis, starając się, by jego głos był lekki i niewzruszony.
– W takim razie będziemy musieli wykazać się kreatywnością – powiedział cicho Lestat – prawda Louis?
Louis poruszył się na swoim miejscu. Głód wciąż mu dokuczał, ale Lestat prawie sprawił, że chciał całkowicie zapomnieć o polowaniu, zaciągnąć go do jednego z pokoi, do jednego z łóżek. Było to jednak zbyt ryzykowne, zbyt łatwo mogliby zostać zauważeni, wchodząc lub wychodząc. Fakt, że nawet przez chwilę to rozważał, był dowodem na to, że głód sprawiał, że był trochę irracjonalny i impulsywny.
– Będziesz musiał poczekać, aż wrócimy do domu – powiedział zamiast tego Louis, a palec Lestata głaszczący wnętrze jego uda sprawił, że słowa wyszły bez tchu.
– Jestem w stanie się z tym pogodzić – powiedział Lestat, jego oczy błyszczały z namyałwm, a jego dłoń przysunęła się bliżej, muskając kutasa Louisa przez spodnie. – Chcesz pominąć dzisiejsze polowanie? Pójdziesz teraz ze mną do domu, Louis? Wrócić ze mną teraz do domu?
To było niesamowicie kuszące, ale Louis był głodny. Lestat wpatrywał się w niego uważnie, czekając na jego odpowiedź, podczas gdy Louis wyraźnie twardniał pod jego dotykiem.
– Muszę zapolować – przyznał Louis.
– Mógłbym po prostu złapać dla nas kogoś po drodze – powiedział zwycięsko Lestat
Oferta była złożona głównie dla żartu, Lestat zaakceptował fakt, że Louis uparcie trzymał się malkontentów, których wyłapał za pomocą daru umysłu lub tych, których imiona pojawiły się na jednej z list Bricksa, ale Lestat wciąż od czasu do czasu składał ofertę. Tak na wszelki wypadek, przypuszczał Louis, a może po to, by mieć tę opcję na uwadze.
– Hmm, nie sądzę, ale zobaczymy się później – powiedział Louis.
– Dobrze, Louis – powiedział Lestat z lekkim uśmiechem – udanych łowów .
Lestat podniósł się, wygładzając rękami garnitur i rzucił Louisowi gorące spojrzenie.
– Zobaczymy się wieczorem – obiecał Lestat.
Z tymi słowami Lestat oddalił się w poszukiwaniu zdobyczy. Louis czekał kilka minut, udając, że słucha zespołu, aby nie narobić sobie wstydu, wstając i ujawniając, jak bardzo jest twardy.
Louis rozpraszał się, myśląc o trasie przez Storyville, którą mógłby obrać, by dzięki swojemu Darowi Umysłu znaleźć ofiarę. Myśl o tym sprawiła, że poczuł się zmęczony, a powab ludzkiej krwi zważył się z wysiłkiem i czasem, jaki często to zajmowało. W rzadkich przypadkach zajmowało to zaledwie kilka minut. Częściej jednak trzeba było czekać długie godziny, aż ktoś ujawni swoją naturę w myślach. A czasami Louis w ogóle nikogo nie znajdował. Może Louis powinien dziś wieczorem znów wybrać się na poszukiwanie kotów, tak jak robił to w te długie noce, kiedy nikogo nie znalazł. Populacja bezpańskich kotów obecnie dobrze się utrzymywała, nawet pomimo tego, ile Louis z niej wypijał. Louis musiał tylko upewnić się, że jego kły są czyste od zwierzęcej krwi, zanim wróci do domu.
Louis tak naprawdę nigdy nie powiedział Lestatowi, że je zwierzęta.
Louis zjadł swoje pierwsze zwierzę, szczura zerwanego z ulicy, pierwszej nocy, kiedy odwiedził Grace po transformacji. Było to na tyle nieprzyjemne i nieistotne, że nie uważał tego za szczegół, który powinien zawrzeć w swojej relacji dla Lestata. W ciągu następnego roku Louis zaczął od czasu do czasu włączać do swojej diety zwierzę lub dwa, prowadząc obserwacje w swoim notatniku, o czym również nie powiedział Lestatowi. Początkowo Louis chciał po prostu nieco opóźnić nieuniknioną kłótnię. To wciąż były wczesne dni, a on wciąż znajdował właściwą równowagę w żywieniu. Nie wydawało się warte poruszania tego tematu, gdy chodziło tylko o parę szczurów i kotów. Więc Louis po prostu... nie wspomniał o tym.
Czas mijał tak szybko, a po roku, jak Louis miał od niechcenia wspomnieć, że przez cały rok uzupełniał swoją dietę krwią zwierząt? A potem nagle minęły dwa lata. A potem nagle był rok 1917 i Louis zapomniał wspomnieć, że od czasu do czasu pił zwierzęcą krew przez większość swojej wampirycznej egzystencji. Lestat nawet tego nie zauważył. Niemożliwe stało się poruszenie tego tematu.
I to nie było tak, że Louis chciał utrzymać to w tajemnicy. Louis i Lestat prawie nigdy nie polowali razem, Louis uważał, że polowanie Lestata jest niesmaczne, a Lestat, że polowanie Louisa jest nudne, więc Lestat po prostu nie był w pobliżu, by zobaczyć, jak Louis zjada okazjonalne zwierzę. Lestat po prostu założył, że Louis odżywiał się wystarczająco dobrze dzięki połączeniu polowań z darami umysłu i nazwiskami z list Bricktop. Louis przez długi czas odżywiał się wystarczająco dobrze dzięki tej kombinacji, a dopiero w ostatnim roku zaczął coraz bardziej polegać na krwi zwierząt. Nazwiska Bricks stały się rzadsze, Louis z nostalgią myślał o czasach, gdy pojawiały się co najmniej trzy nazwiska tygodniowo, a Louis musiał już oczyścić miasto z większości obecnych morderców i gwałcicieli…przynajmniej tych, którzy myśleli o swoich zbrodniach. Polowania bez realnych celów stawały się coraz częstsze, przeciągając się długo, powoli i żałośnie w noc, aż Louis wracał głodny, unikając świtu. Pił więc więcej zwierzęcej krwi, próbując nadrobić różnicę, ale zwierzęca krew po prostu nie gasiła głodu w ten sam sposób, czuł się słabszy i bardziej zmęczony, gdy polegał na niej zbyt często.
Nie powiedział Lestatowi, że zaczyna się męczyć, ponieważ wiedział, jaka będzie odpowiedź Lestata. Coś poetyckiego o ogrodzie ziemskich rozkoszy i podążaniu za instynktem , co tak naprawdę sprowadzało się do zjadania niewinnych ludzi, ponieważ twoje życie jest warte więcej niż ich. Więc nic nie powiedział Lestatowi. To był kompletny bajzel.
Cały zapał z niego uleciał, Louis czuł się zmęczony, winny i głodny. Louis wstał, pożegnał się z Bricks i wyszedł w noc.
Louis spróbuje najpierw zapolować na człowieka. Może dziś mu się poszczęści.
Grace
– To nie w porządku, kochanie – powiedziała Mama, nawet nie podnosząc wzroku znad haftu.
– To para szanujących się kawalerów – powiedziała automatycznie, z pamięci, Grace.
– Szanujących się? Kiedy odwiedzają nas tylko wieczorami? Przegapili chrzciny dziewczynek? Na chrzciny nowego dziecka też pewnie nie przyjdą. To też im wybaczysz? – zapytała cicho Mama.
To bolało. Mama wiedziała, że to boli. Grace położyła dłoń na brzuchu, kiedy leżała na sofie, myśląc o maleństwie w środku i o tym, jak się czuła, stojąc w kościele na chrzcie bliźniaczek tylko z mamą z rodziny. Bez taty, bez Paula, bez Louisa. Cała rodzina Leviego kłębiła się wokół nich i czuła te puste przestrzenie wokół siebie jak ranę.
– Nie ma czego wybaczać, wiem, że nie dadzą rady – powiedziała Grace, a słowa te skręciły jej wnętrzności.
– Tajemniczy stan, tak. Jakie to niefortunne, że nie mogą postawić stopy w kościele – powiedziała sardonicznie Mama, kręcąc głową.
– Wrażliwość na światło, nie na kościół, mamo. Louis był w zeszłym roku na pasterce, prawda? – zauważyła Grace.
– Pan Lioncourt nie - odparła mama bez ogródek.
– Ale wiesz, że Lestat ma... odmienne poglądy na religię, wyraził to bardzo jasno – powiedziała Grace.
Pogarda Lestata dla religii była jasna jak kryształ już od pierwszej kolacji. Grace wiedziała, że to drażniło Mamę bardziej niż cokolwiek innego, niż chciałaby przyznać. Akceptacja baptystów przez mamę była dla niej naciągana, głównie ze względu na Leviego. Ateizm był dla niej anatemą. Podobnie jak zielonoświątkowcy. Chociaż tak naprawdę nie miało to znaczenia, prawda? Mama nie miała nic przeciwko religii Lestata lub jej braku.
– To nie w porządku, że nazywają pana Lioncourta wujkiem – powtórzyła mama, powracając do tematu i w końcu spoglądając na nią z należytą uwagą.
– Przypominam sobie, że przez lata dorastania mieliśmy co najmniej pół tuzina wujków i ciotek, którzy tak naprawdę nie byli naszymi ciotkami i wujkami – odparła łagodnie Grace.
– To było co innego, moja droga, i dobrze o tym wiesz – powiedziała mama.
Oczywiście Grace wiedziała, że było inaczej. Ich wujkowie i ciotki byli szanowanymi żonatymi i zamężnymi przyjaciółmi rodziny mamy i taty, wchodzącymi i wychodzącymi z życia Grace, Paula i Louisa, gdy ich odwiedzali, zbliżali się i oddalali, gdy dorastali. Ale Louis nigdy nie miał mieć żony, prawda? Lestat, pomimo wszystkich swoich wad, był tym, z czym musieli się pogodzić. Lestat był teraz członkiem rodziny, Grace uparcie przyciągała go do siebie i być może na początku było to dość strategiczne, trzymanie Lestata w pobliżu oznaczało trzymanie Louisa blisko. Ale Grace zaczęła myśleć o nim jak o dziwnym przedłużeniu rodziny i została nagrodzona za tę wiarę. Lestat świetnie radził sobie z dziewczynkami, ten człowiek tęsknił za rodziną… po prostu nie zdawał sobie z tego sprawy, dopóki Grace go w to nie wciągnęła.
– To moje córki i pozwolę im nazywać Lestata wujkiem, to moja decyzja jako ich matki – powiedziała stanowczo Grace.
To był przywilej Grace, jej prawo, to była jej rodzina . Mama wyglądała na niezrażoną, kręcąc głową na Grace, jakby wciąż była dzieckiem. Czasami właśnie tak się czuła, jakby była irracjonalnie upartym dzieckiem.
– Twoja decyzja jako matki – mama lekko zadrwiła. – Widzę, że moja opinia jako twojej matki nie ma dla ciebie znaczenia, prawda? Rozpieszczano cię przez całe życie, kochanie, i może to moja wina. Moja i twojego ojca. Wierzysz, że możesz mieć wszystko, czego chcesz, tylko dlatego, że tego chcesz.
Te słowa zabolały.
– Chcę, żebyśmy byli rodziną , mamo, czy to takie straszne? Czy to tak wiele? – powiedziała Grace.
Grace wiedziała, że miała szczęście. Miała lekcje muzyki i języka, których nie dawano jej braciom, dobrych nauczycieli i nie oczekiwano od niej, że znajdzie pracę jako jedyna córka w rodzinie. Grace wiedziała, że ma szczęście, czasami czuła się z tego powodu winna, może mama miała rację. Grace miała tendencję do dostawania wszystkiego, czego chciała, ale czy to było takie złe? Kiedy chciała utrzymać rodzinę razem.
Mama nie skończyła, oczywiście, że nie.
– A potem zapragnęłaś Leviego. Wyszłaś za mąż z miłości do mężczyzny niższego stanu, a ja ci pozwoliłam, bo tego chciałby twój ojciec. Zawsze ci pobłażam – powiedziała mama z cierpiętniczym westchnieniem.
– Mamo – zaprotestowała Grace, gdy poczuła się urażona.
– Ale teraz chcesz, żebym to zaakceptowała? Żebym i na to ci pozwoliła? Louis i pan Lioncourt zachowują się tak, jak się zachowują? Z tym, co się o nich mówi? Grace, kochanie, to niestosowne – powiedziała błagalnie Mama.
Grace przygryzła wargę, żeby nie powiedzieć czegoś, czego by żałowała.
– I nawet Levi się ze mną zgadza, zapytaj go, kiedy wróci do domu z biura rysownika – dodała Mama.
Mama jednym tchem go lekceważyła, a drugim używała jako amunicji. Cóż, Grace z pewnością zamieni z nim dzisiaj kilka słów. Czuła tę zdradę pod żebrami.
– Nie musisz przebywać w ich pobliżu, zawsze możesz wyjść, zawsze możesz iść do łóżka – powiedziała Grace trochę niepewnie.
– Jak myślisz, co robiłam przez ostatnie kilka lat? Ale nie dam się wygonić z własnego domu – powiedziała mama, spoglądając w dół na swój haft, wbijając igłę w materiał nieco złośliwie.
– Ale ze względu na Louisa, na pewno? Dla Louisa? Czy mogłabyś się bardziej postarać? To twój syn – błagała łagodnie Grace.
– Mam co do tego wątpliwości – powiedziała cicho mama, skupiając wzrok na swojej pracy i nie napotykając spojrzenia Grace.
-x-
Grace skonfrontowała się z Levim, gdy tylko wrócił do domu, ciągnąc go w zacisze ich sypialni, zanim jeszcze miał szansę zdjąć kapelusz lub płaszcz.
– Nie chcę, żebyś się na mnie wściekał! Z moją mamą? Powinieneś być po mojej stronie – powiedziała Grace.
– Jestem po twojej stronie, Grace. Po stronie naszej rodziny. Ale mamy jeszcze jedno dziecko w drodze. Musimy to przemyśleć – powiedział żałośnie Levi.
– Ale lubisz Louisa i Lestata – zaprotestowała Grace, łapiąc go za ten cholerny kapelusz i szturchając go nim lekko w klatkę piersiową, by podkreślić swoją rację – Wiem, że lubisz, nie jesteś dobrym aktorem.
– Tak, lubię ich – przyznał Levi.
– Więc o co chodzi? – powiedziała Grace, odkładając kapelusz na komodę i wzdychając.
– Granie z nimi w pokera i cieszenie się ich towarzystwem, lubienie ich dwóch, nie czyni ich zachowania właściwym. Może powinniśmy to teraz przemyśleć? – zapytał ją Levi.
Grace miała ochotę wyrzucić ręce w górę z frustracji.
– Pozwalasz Mamie zaleźć ci za skórę – oskarżyła Grace.
– Nie sądzisz, że ma rację? Przychodzą tylko w nocy? Ta zimna skóra, o której mi mówiła? O czym nie wspomniałeś, mogę dodać. I Grace, nie możesz udawać, że nie widzimy, że oczy Louisa zmieniły kolor – powiedział poważnie Levi.
Grace mogła udawać, co tylko chciała. Była sklepikarką. Była najlepsza w udawaniu. Grace zamierzała udawać tak dobrze, że rzeczywistość ugięła się wokół niej.
– Byli tylko dobrzy dla tej rodziny, dobrzy dla dziewczynek, pięć lat Levi, czy to się do czegoś nie liczy? – Grace błagała, starając się go przekonać.
– Tak, oczywiście, że tak – przyznał Levi – ale może to nie wystarczy?
– Wystarczy, Levi – nalegała Grace.
Levi westchnął, zdjął płaszcz i usiadł na brzegu łóżka. Spojrzał na nią.
– Nawet pomijając ich... nietypową sytuację. Jest jeszcze fakt, że są... tacy jacy są – dokończył kulawo.
Grace zmrużyła oczy.
– To para szanowanych kawalerów – powiedziała Grace przez zaciśnięte zęby.
Słowa te były mantrą, powtarzaną w kółko mamie, przyjaciołom Grace, wścibskim znajomym w kościele. Nie chciała powtarzać ich Leviemu.
– Grace, jesteśmy tu tylko ty i ja – powiedział cicho Levi.
– Levi – powiedziała błagalnie Grace.
– Kochanie, usiądź ze mną, porozmawiajmy – powiedział Levi, biorąc jej dłoń w swoją. – Obiecuję, że słucham.
Grace niechętnie usiadła obok niego, patrząc na męża, który ścisnął jej dłoń zachęcająco.
– Levi, jeśli mnie kochasz, to musisz nad tym popracować – powiedziała Grace stanowczo. – Musisz zaakceptować, że oboje są częścią tej rodziny.
– Kocham cię, tak bardzo cię kocham – powiedział szczerze Levi – ale nawet pomijając to, musisz wiedzieć, że dzieje się tu coś nienaturalnego. Udajesz, że tego nie zauważasz, ale ja wiem, że tak jest.
Może Levi miał o niej nieco lepsze zdanie, niż jej się wydawało.
– Ale widziałeś, jak dobry jest Louis, dla naszych dzieci, jak bardzo je kocha i widziałeś, jak łagodny jest dla nich Lestat, gdy do nich przychodzi – powiedziała Grace, próbując zmusić go do zrozumienia. – Są dla nich tylko dobrymi wujkami.
– Wiem, wiem, dziewczynki ich kochają – powiedział Levi z westchnieniem. – Ale to nie o to chodzi, prawda?
Grace nie chciała, żeby ta rodzina się rozpadła, potrzebowała Leviego, żeby z nią współpracował. Mama miała rację, Grace chciała wszystkiego. Chciała mieć Leviego i dziewczynki, swoją małą rodzinę, szczęśliwą i otaczającą ją. Chciała też, by Louis, jej brat, był przy niej w każdej możliwej roli. I nie daj Boże, chciała nawet zatrzymać Lestata w tej rodzinie. Chciała, aby to nowe dziecko, które miała poznać tak szybko, tak rozpaczliwie szybko, miało wokół siebie pełną rodzinę.
– Levi chcę, żebyś mnie posłuchał – powiedziała stanowczo Grace.
– Słucham – obiecał Levi.
– Kiedy dotrzemy do perłowych bram, w końcu dowiemy się, w czym mieliśmy rację, a w czym się myliliśmy. I gdzie popełniliśmy błąd. Ale do tego czasu, Levi, chcę się opowiedzieć po stronie nieco większej miłości. Błądzić po stronie tego, co trzyma naszą rodzinę razem? – Grace wyjaśniła, jej głos trochę się załamał.
Levi pogłaskał ją po policzku, a Grace uznała ten znajomy kontakt za pocieszający i westchnęła, zamykając na chwilę oczy, po czym znów je otworzyła.
– Wolałabym, żeby wybaczono mi błędy i grzechy, które popełniłam z miłości – powiedziała cicho – niż osądzać i dowiedzieć się, że się myliłam.
Grace ujęła dłonie Leviego w swoje, trzymając je między sobą.
– Więc chcę utrzymać tę rodzinę razem. I nie obchodzą mnie żadne obiekcje dotyczące grzechu czy nienaturalności. Może to mój własny grzech, mogę z tym żyć – powiedziała Grace.
– Ale ja jestem twoją rodziną, Grace. Ty, ja i dzieci.- powiedział do niej łagodnie Levi
– Louis też jest moją rodziną. I wiedziałeś o tym, kiedy się ze mną żeniłeś, jak ważni są dla mnie obaj moi bracia – nacisnęła Grace, a potem zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała – byli dla mnie.
Levi ścisnął jej dłoń, gładząc ją kciukiem. Grace wzięła głęboki oddech.
– Straciłam Paula, Levi. Nie chcę stracić również Louisa – wyszeptała Grace.
Levi był w głębi serca łagodnym człowiekiem, jednym z powodów, dla których się w nim zakochała. Widziała, jak mięknie, jak rozważa wszystko, co mówi, jak zaczyna się do tego przekonywać.
– Po prostu mi zaufaj, pozwól mi utrzymać tę rodzinę razem – błagała Grace – zignoruj wszystko inne. Zignoruj mamę, zignoruj swoje wątpliwości, zignoruj wszelkie dziwactwa. Dla mnie.
– Dobrze, Grace, jeśli jesteś pewna tego wszystkiego – powiedział poważnie Levi.
– Jestem pewna – obiecała Grace, ściskając mocno jego dłoń. – Obiecuję, po prostu mi zaufaj.
Tylko trochę zaufania, trochę wiary, a to może się udać. Levi spojrzał na nią czule, jego wyraz twarzy był delikatny i skinął głową.
– W takim razie dobrze, zgadzam się z tobą. Przez lustrzane odbicie i tak dalej – powiedział Levi z małym uśmiechem, który stał się trochę drażniący – ty mała heretyczko.
Grace pochyliła się do przodu i pocałowała go lekko w usta, sięgając, by ująć jego twarz w dłonie, gdy się odsunęła, Levi spojrzał na nią z miłością.
– Dziękuję. Mam cię owiniętego wokół mojego małego palca, prawda? – drażniła się z nim.
– Bez wątpienia – potwierdził Levi.
Louis
Minęło kilka godzin a Louis nadal polował. Louis palił papierosa, obserwując umysły przechodzących ludzi. Próbował się zrelaksować, próbował zrobić z tego coś medytacyjnego, ale głód gryzł go w gardle, powodując pobudzenie, z którego trudno mu było się otrząsnąć. Kiedyś uważał to za balsam, pozwalając głodowi płonąć tak jasno, ponieważ ułatwiało to zabranie ofiary. Ale teraz, gdy ofiary były rzadsze, stało się to niepokojącą obecnością. W niektóre noce głód stawał się stałym towarzyszem, tak znajomym jak jego własny cień.
Louis obserwował ludzi. To byłoby takie proste, prawda? Po prostu wybrać losowo jednego z przechodniów, nie martwiąc się o ich myśli ani nie rozważając ich winy, Louis nie musiałby w ogóle o niczym myśleć. Louis mógłby po prostu pić. Nikt by się nie dowiedział. Lestat nawet by nie wiedział. Nikt poza Louisem. Louis wpatrywał się tęsknie w mijających go ludzi, jego niezwykle bystre oczy śledziły tętnicę szyjną w ich szyjach, a on czekał i czekał. Myśli były przyziemne i czasami pikantne. Nic nie wskazywało na to, by ktokolwiek mógł skończyć w ciemnej uliczce z kłami Louisa w gardle.
Ale każda z tych osób mogła zrobić coś strasznego. Ale gdyby o tym nie pomyśleli, Louis by się nie dowiedział. Potencjalnie każdy z nich mógł być kimś, kogo Louis mógłby wypić z czystym sumieniem, więc może gdyby po prostu wybrał kogoś przypadkowego, byłaby to szansa równie dobra jak każda inna…
Nie, co on sobie myślał? Louis nie mógł tego zrobić. Głód sprawiał, że myślał w desperackich kręgach.
Gdyby Louis mógł po prostu sprawić, by ktoś pomyślał o swoich występkach. Tyle że dar umysłu nie pozwalał mu grzebać w myślach. Louis mógł jedynie przeczesywać powierzchnię umysłów, które miał przed sobą. Odkrył, że może to robić z coraz większej odległości, ponieważ jego dar stawał się coraz silniejszy wraz z praktyką, ale mógł czytać tylko te płytkie myśli.
Minął dużego mężczyznę, który potknął się przypadkowo, a jego krew wywołała w Louisie głód. Louis chwycił mężczyznę, wciągając go do alejki, zanim Louis zdążył zarejestrować, że się poruszył.
– Jaka jest najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłeś? – zażądał Louis.
Mężczyzna wpatrywał się w niego przerażony, oddychając ciężko i drżąc, gdy Louis trzymał go lekko w górze.
– Jaka jest najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłeś? – Louis zapytał desperacko, obnażając kły, mając nadzieję, że mężczyzna coś wymyśli.
Jako dziecko ukradł lalkę swojej siostry i wrzucił ją do rzeki, ponieważ uważał, że jest ohydna. Pocałował Suzy Weller, mimo że miała chłopaka w Lafayette. Oszukiwał, gdy grał w karty ze swoim szwagrem, ponieważ nie mógł znieść tego skurwiela. Okłamywał matkę, ile zarabiał każdego roku. Stracił kieszonkowy zegarek dziadka podczas gry hazardowej.
Kurwa. Kurwa. Kurwa. Louis spanikował, co on robi, co on robi? Louis postawił mężczyznę na nogi, popychając go na ceglaną ścianę zaułka. Jak Lestat to zrobił? Widział to przynajmniej raz, pierwszej nocy, kiedy razem polowali. Mężczyzna otworzył usta, by krzyknąć, a Louis przyłożył mu dłoń do ust, przypadkowo robiąc to na tyle mocno, że powstały siniaki.
– Zapomnisz o tym, nie będziesz pamiętał tej interakcji – powiedział Louis, uważnie obserwując umysł mężczyzny.
Umrę, umrę i nie mam nawet dziewczyny, która by mnie opłakiwała!
– Zapomnisz o tym, nie będziesz pamiętał tej interakcji – Louis spróbował ponownie, starając się wtłoczyć słowa do umysłu mężczyzny.
Powinienem był poślubić Suzy Weller, powinienem był powiedzieć jej, że ją kocham.
Zapomnisz o tym, nie będziesz pamiętał tej interakcji. Louis pomyślał, desperacko wbijając te myśli w umysł mężczyzny.
Wzrok mężczyzny stał się pusty, jego umysł nagle się uspokoił, a Louis odetchnął z ulgą. Louis spojrzał na umysł, jakby patrzył na spokojne wody.
Nie będziesz mnie pamiętał. Nie będziesz tego pamiętał. Louis pomyślał i patrzył, jak ta myśl wpada w wody umysłu mężczyzny niczym kamyk.
Louis powoli się wycofał, mężczyzna w ogóle go nie zauważył, i wrócił na ulicę. Louis przeszedł przez ulicę i oparł się o ścianę sklepu, starając się wyglądać swobodnie, i obserwował uliczkę z daleka.
Boże, chyba wypiłem o jednego drinka za dużo. Pomyślał mężczyzna, potrząsając głową, gdy znalazł się w alejce i dotykając szczęki obolałej od uścisku Louisa. Czy ja w coś wdepnąłem?
Mężczyzna wyszedł z zaułka i poszedł ulicą. Louis odetchnął z ulgą, patrząc, jak odchodzi. Nie myślał o wampirach. Żadnych myśli o kłach. Żadnych myśli o Louisie .
Głód szarpnął gardłem Louisa w proteście. Louis zwalczył pokusę, by ponownie zapolować na mężczyznę i całkowicie go opróżnić. To nie działało, musiał się czegoś napić, zanim zrobi coś, czego będzie żałował.
Louis przeszedł długą drogę do domu, znajdując po drodze tyle szczurów, ile zdołał, i wypił niezadowalającą krew. To trochę złagodziło ból, ale głód nie zniknął całkowicie. Na jednej z ulic Louis znalazł bezpańskiego kota, którego wypił, a na innej bezpańskiego psa, którego również wypił. Zostawił ciała zwierząt tam, gdzie je porzucił.
Robiło się coraz trudniej, wszystko stawało się coraz trudniejsze, a Louis nie był pewien, co robić. Musiał upolować więcej zwierząt to było to. Zapobiegawczo polować na zwierzęta, zamiast czekać, aż jego głód stanie się tak silny. Louis zdecydował, że zacznie składać zamówienia u łapacza szczurów. Mógł zaplanować je na noce, kiedy wiedział, że Lestat będzie poza domem. Louis mógłby też wybrać się na ryby, dawno tego nie robił. Mógłby też jeść więcej kotów, populacja bezpańskich kotów prawdopodobnie byłaby w stanie znieść więcej zaginięć niż to, co obecnie pił. Louis miał wszystko pod kontrolą.
-x-
Louis dotarł do domu kompletnie wyczerpany. Wchodząc na piętro, myślał o tym by po prostu wpaść do trumny i zasnąć. Wszedł do sypialni —
Lestat wpół leżał nagi na łóżku, podparty na poduszkach. Szczupłe, umięśnione ciało i lśniąca skóra, jego włosy opadające na ramiona w idealnie ułożonych falach, jego niebiesko-szare oczy tliły się, gdy patrzył na Louisa.
– Twoje polowanie trwa tak długo, mon cher, pomyślałem, że lepiej będzie, jeśli będę gotowy na twoje przybycie – powiedział zachęcająco Lestat, przeciągając się leniwie.
Louis zupełnie zapomniał o całej tej przekomarzance w Azalei.
– Przepraszam, Lestat. Jestem zmęczony – powiedział przepraszająco Louis i patrzył, jak twarz Lestata wykrzywia się w grymasie. – Myślę, że po prostu chcę iść na spoczynek?
– Czy polowanie nie poszło dobrze, Louis? – Lestat zapytał zaniepokojony.
– Było w porządku, znalazłem przepysznego mordercę na Claiborne Street – skłamał Louis.
Kurwa , Louis zdał sobie sprawę, że po raz pierwszy skłamał wprost na temat karmienia. To było coś innego niż zaniechanie. Louis żałował, że nie znalazł mordercy. Byłoby to lepsze niż dzisiejsza katastrofa i smak zwierzęcej krwi. Louis bardzo chciałby znaleźć mordercę.
– W takim razie... w porządku, tak... oczywiście – powiedział Lestat, patrząc na niego z lekkim zakłopotaniem, rozczarowaniem i lekką obrazą – możemy po prostu... pójść do trumny.
Lestat wstał, zakładając szlafrok, a Louis przebrał się w swoje ubrania do spania. Lestat przyglądał mu się w lustrze swojej szafy.
– Wszystko w porządku? – zapytał Lestat.
– Wszystko w porządku. Louis powiedział stanowczo. Jestem po prostu zmęczony.
Chciał, żeby Lestat mu uwierzył. Louis sam chciał w to uwierzyć. Louis podszedł do Lestata i pocałował go delikatnie. Lestat rozpłynął się w pocałunku, a jego dłonie objęły szyję Louisa, gdy Louis próbował dodać mu pewności.
– Kocham cię, a teraz chodźmy do trumny – powiedział Louis.
Razem położyli się do trumny Louisa, kładąc się naprzeciwko siebie, a oczy Lestata śledziły go w zamyśleniu, dostrzegając zmęczenie.
– Louis, jeśli czujesz się zmęczony, chciałbyś napić się ode mnie? Może ci to pomoże? – Lestat zasugerował łagodnie.
Louis poczuł głód.
– Jesteś pewien? – zapytał Louis.
– Zawsze, Louis. Zawsze możesz się ode mnie napić – powiedział Lestat, przesuwając kciukiem po policzku Louisa.
Louis przewrócił się na Lestata, który ułożył się na plecach w trumnie, a Louis złożył mały pocałunek na gardle Lestata. Louis wgryzł się powoli, zatapiając kły w tętnicy i zaczął pić. Znajomy miodowy smak, przepełniony ciepłym uczuciem Lestata, wypełnił usta Louisa i Louis wziął długie, powolne hausty. Lestat wydał z siebie zadowolony odgłos, a jego dłonie mocno objęły tors Louisa, gdy ten pił, głęboki nacisk uspokoił Louisa. Louis poczuł się pewniej, bardziej realnie. Louis poczuł się lepiej, głód w jego gardle zaczął być zaspokajany w sposób, w jaki nie był zaspokajany przez zwierzęcą krew. Louis poczuł ulgę, gdy kontynuował picie, głód zniknął i pozostał tylko smak Lestata w jego ustach, bicie serca Lestata w rytm jego własnego i uczucie ich ciał przyciśniętych do siebie. Louis odsunął się i uchwycił usta Lestata w długim, powolnym pocałunku podziękowania.
– Dziękuję – powiedział Louis, cofając się i głaszcząc bok twarzy Lestata.
Lestat otulił go ramionami, przyciskając do siebie, a Louis pozwolił sobie odprężyć się w tym uścisku. Nie był już głodny. Ale wciąż nie mógł przestać się martwić, głód nigdy nie powracał zbyt długo. Głód był jak pies drepczący mu po piętach.
