Chapter Text
[ sk8 the infinity; Kikuchi Tadashi x Shindo Adam ]
Miał plany, ambitne plany. Budował dom.
Cztery ściany, trzymające strop, osiem okien, jedne drzwi, trzy zamki.
Dom piękny - mały, skromny. Elegancki, minimalistyczny, pozbawiony dusznego przepychu malowanych lamperii, obrazów na okaleczonych pędzlem płótnach, dywanów pożerających każdy cichy krok. Wzniesiony gdzieś na wzgórzu nad ogrodem, nad nieskończonym gajem, bajką dziecka, mrzonką nierealnego pragnienia. Cichy, samotny, bezpieczny.
Na fundamentach, z grubej cegły, mur zaprawiany łzami.
Kamień za kamienieniem, spojony łkaniem.
Smuga za smugą, farba czerwonych ramion.
Gwóźdź za gwoździem, metaliczny stukot cierpliwości.
Miał plany, wielkie plany. Budował mu dom.
Pusty basen, sześć rzędów róż, osiem czerwonych firanek, jedno łóżko.
Dom z widokiem, czyste szyby. Przestronny i jasny, nie chowający pod łóżkiem ni potwora, ni uzbrojonej w karmazynowe szpony łapy, nieliczący zegarowym okrucieństwem niedoczekanych minut wolności, ucieczki, nieproszący o uśmiech na ustach krwawych od krzyku. Ukryty przed szklanym okiem, wyzuty z obietnic niespełnionych, niedorzeczna płachta marzenia. Ciepły, milczący, słuchający.
Z grubym dachem, dymiącym kominem, ogień podsycany gniewem.
Deska za deską, poziom trzymany uporem.
Kabel po kablu, iskry wzniecane buntem.
Mebel za meblem, nieubłagane pustki zabijanie.
Miał plany, ostateczne plany. Budował im dom.
Trzy głowy, trzy noce, trzy perlistych korali kolie, jeden grunt.
Dom sprawiedliwy, dom obiecany. Ciemnymi nocami stawiany, rzeźbiony ręką mistrza niepozornego, budowniczego o silnym uścisku zaciśniętym wokół tchawicy, ostrzu wyrywającym rozedrgane spazmy z szkarłatnej kobiecej piersi, powierniczym słowie i służebnym ukłonie nad pustą filiżanką o fuksjowej smudze. Opłacony grzechem, kupiony juchą czerwoną i zgniłą, kobiecym krzykiem urwanym w echu dziecięcego płaczu, bezlitosną kakofonią nad pękniętym licem dorosłości. Trwały, stabilny, przeklęty.
O zamkniętych drzwiach, daleko od furtki, klucze wykute z wierności.
Kość za kością, najlepsze spoiwo.
Włos za włosem, najpiękniejsza przędza.
Krew za krwią, kolor z drewna niezmywalny.
Miał plan.
Zbudował im dom.
