Chapter Text
Nerwowym ruchem poprawił krawat. Nigdy nie czuł się komfortowo w garniturze, a ostatnio coraz częściej musiał pracować pod przykrywką.
– Długo jeszcze, Natasza? – Zawołał zniecierpliwiony, wkładając ręce do kieszeni.
Nie otrzymał żadnej odpowiedzi, jednak chwilę później otworzyły się drzwi.
Powoli podeszła do niego, a on przyglądał się uważnie, jakby próbował zapamiętać każdy szczegół. Wyglądała pięknie. Oszałamiająco pięknie.
Jej długie, czerwone włosy spływały kaskadami, zakrywając nagie ramiona. Ciemnogranatowa suknia, sięgająca do kolan, choć prosta, podkreślała wszystkie atuty i krągłości Nataszy.
– Agentko Romanowa. Wyglądasz cudownie – powiedział, kładąc rękę na jej talii.
– Ty też całkiem nieźle, agencie Barton – odparła, wygładziwszy kołnierzyk jego koszuli. – Lepiej już chodźmy.
