Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2024-01-05
Words:
616
Chapters:
1/1
Kudos:
6
Hits:
61

Powinnam cię nienawidzić // Tav x Astarion

Summary:

Tav z skomplikowaną przeszłością i zagadkami ląduje w grupie dziwaków.

Notes:

well, nigdy nie pisałam fanfika, postanowiłam dać na ten profil też oryginalna wersję dla polskiego fandom

Work Text:

Szybko domyśliła się z kim wylądowała w drużynie. Nie mogła jednak odmówić sobie jego pomocy, brakowałoby im łotrzyka. I właśnie ten przymus zaburzył cały jej światopogląd.

Od chwili gdy postanowiła zaciągnąć go do swojego namiotu i opatrzeć, a on wyglądał na zdziwionego, do teraz, gdy patrzyła na jego prawy profil, w blasku księżyca oraz ognia.

Siedzieli całą drużyną, jednak ona od dłuższego momentu trzymała się nieco bardziej z boku, pozwalając sobie na coś, co od dłuższego czasu stało się jej małą rutyną, a od wieków nie czyniła tego zajęcia - szkicowanie.

Była łowcą wampirów, która dzieliła swoje zaopatrzenie, jedzenie i życie codzienne z wampirem. Nastała próba dla jej wiary, w swoją misję, którą przekazał jej ojciec. I zwątpiła, nieodwracalnie.

Wampiry miały być bezduszne, okrutne i bawiące się cierpieniem innych, a tutaj, wampir, którego rysowała w swoim szkicowniku, był skrzywdzony, zraniony i przestraszony. Próbował przeżyć na każdy sposób, niekoniecznie chcąc być złym.

bogowie, rodzina mnie wyklnie... pomyślała i zacisnęła mocniej wargi.

Jej misja naprawdę nie miała sensu. Łapanie pomniejszych wampirów było bezsensowne. najczęściej to nie oni byli winni. Tylko ich mistrzowie, panowie. Miała ochotę się popłakać im bardziej poznawała historię tego elfiego wampira. Nigdy nie myślała, że choć trochę będzie współczuć wampirowi, a tym bardziej w takim stopniu.

Zacisnęła wargi jeszcze mocniej. Miała być łowcą. Łowcą bez serca, a obecnie jej serce trzymał pieprzony wampir.

Przestała szkicować, spoglądając na Astarion'a... którego nie było. Zaczęła się rozglądać wokół.

 

- Moja droga, co tam robisz? - nagle poczuła przy swoim uchu oddech i aż podskoczyła w miejscu, zamykając w szybki sposób szkicownik.

- Na wszystkich bogów, możesz się nie zakradać? - spojrzała na niego, z podniesionym ciśnieniem.

- Ależ ja się nie zakradałem. Gdybyś skupiła się na otoczeniu, a nie na... tym, to byś mnie słyszała - w jego głośnie było nieco irytacji, chociaż więcej zainteresowania nią i jej szkicownikiem. "Masz w nim więcej moich rysunków? - zapytał, a jego długie palce po prostu zabrały jej szkicownik, zwinnie obracając go między palcami.

Kiedy kiwnęła głową, otworzył. Zapełniła dopiero cztery strony, ale za to... rysunki były bardzo realistyczne i dokładne.

Pierwszy pokazał jak mężczyzna, siedział pod drzewem, czytając książkę, a na jego kolanach siedział Sowoniedźwiedź, zaś w tle, ujęła jak Karlach i Wyll patrzyli. Narysowała ich dość małych, ale z charakterystyką na tyle mocną, że bez problemu dało się ich poznać.

Drugi rysunek, pokazywał go, podczas walki. Wyjęła ten obraz ze swojej głowy. Wtedy zapatrzyła się na niego i oberwała strzałą w ramię, ale nie żałowała tego.

Trzeci rysunek... to była po prostu jego twarz, z lekkim uśmiechem. Nie wiedziała kiedy uchwyciła ten moment, ale zdecydowanie był... inny od reszty. Skupiła się na jego oczach i dość szczęśliwym wyrazie twarzy, a przede wszystkim... zastosowała kolory. Czerwień jego oczu, biel włosów i bladość skóry. To wszystko było tu widoczne z każdym małym detalem.

Czwarty był w połowie. Jak siedział przy ognisku, a płomień odbijał się na jego twarzy wraz z blaskiem księżyca. Pierwszy rysunek jego twarzy z boku. Wszystko wyglądało tak, jakby chciała zapisać pamięć o nim, o każdym jego szczególe, na kartkach, naprawdę porządnego szkicownika. Musiała go kupić.

- Wiem, że jestem czarująco piękny, ale nigdy nie wydawało mi się, aby mój urok działał również na ciebie, moja droga - oddał jej szkicownik, prosto w ręce, po czym usiadł obok.

- Po prostu jesteś ładnie proporcjonalny - mruknęła przewracając oczami, ale nie wróciła do szkicowania. Nie da mu tej satysfakcji.

-Słyszałem różne komplementy, ale ten jest chyba najdalszy od powiedzenia 'jesteś najpiękniejszym mężczyzną jakiego kiedykolwiek spotkałam' - zaśmiał się, ruszając swoją ręką delikatnie w powietrzu.

- Ale z ciebie idiota - westchnęła, wstając z ziemi.

- Lepiej coś zjedz i idź medytować. Nie robiłeś tego od trzech dni - i odeszła bez słowa pożegnania, do swojego namiotu.

Zaś on, siedział tam jeszcze chwilę, z ustami delikatnie uchylonymi.