Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2025-02-09
Words:
682
Chapters:
1/1
Comments:
4
Kudos:
2
Hits:
16

Opowiadanie

Summary:

Bar. Facet czyta opowiadanie gościa, który siedzi przy stoliku, a jego przyjaciele ignorują to.

To cała fabuła XD

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Work Text:

— Zachód nad Seattle — Słyszysz głęboki męski głos. Na scenie zbudowanej przy jednej z ścian baru, tej naprzeciw wyjścia, siedzi na drewnianym stołku mężczyzna. Jest w średnim wieku, o kruczoczarnych włosach, w których w blasku żarówki widać pierwsze siwe włosy. Zatrudniono go jako lektor na dzisiejszy mały pokaz. Jesteś w barze już dobrą godzinę i w końcu czyta twoje opowiadanie. Wciąż nie możesz uwierzyć, że twa praca dostała się na dzisiejszy pokaz. Gdy otrzymałeś maila z informacją o tym, resztę wieczoru tańczyłeś w salonie z radości do popularnych piosenek wakacyjnych.

Twoje kolana drżą. Denerwujesz się. Na wewnętrznej stronie dłoni pojawiają się pierwsze mikroskopijne krople potu. Zdaje ci się, że temperatura wokół wzrosła o kilka stopni. Podwijasz rękawy swojej koszuli w kratę, już rozpiętej. Czujesz ciepło gromadzące się w twoich uszach. Zawstydzenie wkrada się do twojego umysłu, gdy słyszysz jak lektor wypluwa z siebie kolejne słowa, które to ty napisałeś. To wydaje się tak surrealistyczne. Duma rozsadza twoje serce. Na twoją twarz wkrada się mały uśmiech. Bierzesz ostatni łyk soku, który sobie zamówiłeś.

Zerkasz na swoich przyjaciół i wszystko zdaje się blednąć, obumierać w tobie. Chana przegląda ze znudzeniem instagrama. Ogląda relacje z życia obcych ludzi, gdy facet na scenie czyta o twoim, ukrytym za zdaniami opowiadania. Mięśnie twojego gardła ściskają się nieprzyjemnie i brakuje ci tchu. Kathy bierze łyk trunku, który nieustannie sobie dolewa. Prawdopodobnie już przy pierwszym opowiadaniu umysł miała zbyt zamglony by zainteresować się treścią. 

Uzmysławiasz sobie wtedy jak beznadziejnym pomysłem było przyprowadzanie ich tutaj. Ich nie interesuje co masz do powiedzenia. Twoje prace są dla nich tak samo bezwartościowe czytane przez tego faceta jak gdy ty je czytasz. Z trudnością przełykasz ślinę. Twoje mokre palce zostawiają ohydne ślady na szklance po soku. Co ci strzeliło do głowy by zmuszać je do słuchania twoich smętów? Niewystarczająco już je męczysz tym, że muszą znosić twoje towarzystwo? Zmarnowałeś im wieczór, który mogły spędzić na czymś zdecydowanie ciekawszym. Wiesz, że będą o tym gadać jak tylko odejdziesz. O tym jak jesteś żałosny.

— Czuję jak cienie kończącego się dnia oplatają moje ciało, umysł, duszę. Zdaję sobie sprawę z tego, że pytania zadane nie przez mój mózg, a serce pozostaną bez odpowiedzi już na zawsze... — mówi dalej lektor. Masz ochotę krzyknąć by dał sobie spokój. I tak nikt w tym barze go nie słucha. Kładziesz ręce na blacie stolika by przestały się trząść. Chcesz żeby to się już skończyło. Gość czyta dalej twoje wypociny. Jak mogłeś pomyśleć, że choć w najmniejszym stopniu to, co z siebie wyplułeś po miesiącu pracy nad tekstem będzie warte czyjejkolwiek uwagi?

Pięć minut cierpienia przy wciąż upijającej się Kathy i oglądającej instagrama Chanie. Tyle to trwa nim w końcu gość kończy czytać twoją pracę. Facet oznajmia, że teraz czeka was kwadrans przerwy nim przeczyta resztę prac. Nie wysiedzisz tu ani chwili dłużej. Sięgasz po swój telefon i udajesz, że czytasz smsa.

— Podobno Rafael i Andrea się rozstali — mówi z podekscytowaniem Chana w końcu odrywając wzrok od swojego telefonu. Kathy podejmuje ożywiona rozmowę. O dziwo nie brzmi na aż tak pijaną, jakby sugerowała ilość płynu, którą w siebie wlała tego wieczoru. Nie masz ochoty słuchać tych wszystkich plotek. Nie gdy czujesz jakbyś miał się rozpłakać. I to z tak durnego powodu, co jest wyjątkowo żałosne.

— Kurczę, zapomniałem że muszę jutro w sklepie zastąpić Hannah — kłamiesz z łatwością. Jutro masz wolne i zamierzasz cały dzień spędzić na użalaniu się nad sobą z miską lodów na kolanach i durnowatym filmem w telewizji. Zaczynasz zbierać swoje rzeczy jak najszybciej by ukryć drżenie ciała.

— Szkoda... A czytali już twoje opowiadanie? — pyta Kathy. Masz ochotę wytknąć jej, że tytuł swojej pracy podawałeś im już wielokrotnie i gdyby rzeczywiście zależało im na zapoznaniu się z nim, to by go zapamiętały. 

— Nie — odpowiadasz tylko. Wstajesz od stolika, po czym udajesz się do wyjścia. Twoje nogi gną się z każdym krokiem. Twoje ciało zdradza twoje emocje, które próbujesz zdusić głęboko w sobie. Przed wyjściem zerkasz krótko za siebie. Siedzą teraz pochylone do siebie i o czymś gorączkowo szepczą. Pewnie o tym jak zmarnowałeś ich czas. Jak beznadziejnym przyjacielem jesteś. Przełykasz ślinę i wychodzisz na kłujące twą skórę zimnem nocne powietrze.

Notes:

MEH