Chapter Text
OBECNIE
- Sukinsyny! - Zdenerwowanie Deana sięgnęło szczytu. Gwałtownie wstał z kanapy i popatrzył przez okno. - Paparazzi, oczywiście - burknął i przetarł twarz dłonią. Widząc pytające miny przyjaciół i żony, podał im telefon, na którym włączył artykuł prasowy.
„Z ostatniej chwili! Znani artyści w namiętnym romansie!" - wyszeptał Castiel, spoglądając przez ramię Meg. - Soczysty pocałunek dwóch sławnych artystów! Czy ich żony już wiedzą? Co to za bzdury do cholery?!
- Gdybyś nie był moim mężem, już dawno twierdziłabym, że jesteście parą - wtrąciła Lisa, całując Deana w usta. - Uspokójcie się, nie ma sensu się denerwować. To tylko paparazzi. Żerują na wszystkim, pragną sensacji, a co jest lepsze od zrobienia z żonatych facetów, pary gejów?
Castiel westchnął i podszedł do okna. Tłum paparazzi tylko czekał, aż któreś z nich wyjdzie z domu. „Trzeba zasłonić żaluzje" - powiedział i zostawił całą trójkę w salonie, a sam udał się do pracowni, w której trzymał wszystkie swoje zdjęcia. Cały czas pracował nad Deanem, więc to jego zdjęcia pokrywały większość ścian i półek. Klucz do pracowni miał tylko on oraz Dean. Sam miał pewne obawy przez pokazaniem prac swojej żonie czy Lisie. Niektóre ze zdjęć były... cóż... nagie.
Podszedł do szuflady i wyjął swoje ulubione zdjęcie, które wiązało się z cudownym wspomnieniami. Apartament na Manhattanie, trzydzieste piętro, przeszklona sypialnia i Dean tańczący wśród widoku plaży. Uwielbiał to zdjęcie z kilku powodów. Przede wszystkim było wolne. Deana nie opinały żadne zbędne ubrania, prócz bokserek oczywiście. Widać było każdy naprężony mięsień, który ukazywał trud, który musi wytrzymać ciało tancerza. Tło było dopełnieniem, nie dominowało, a było swoistym dopełnieniem. Doskonale pamiętał okoliczności wyjazdu jak i cały jego przebieg. Wspólne spania w jednym łóżku, za dużo alkoholu, którego skutkiem był taniec z różnymi dziwnymi sytuacjami... Pamiętał to aż za dobrze... Stał oparty o biurko i wpatrywał się w fotografie. Wspominał chwilę, które spędził wraz ze swoim przyjacielem. Dreszcze przeszyły jego ciało, gdy poczuł na szyi czyjś oddech.
- Uwielbiam to zdjęcie - szepnął Dean, po czym podszedł do szuflady i zaczął czegoś szukać. - Choć to zdecydowanie jest moim faworytem.
- Przecież to jestem ja.
- Dokładnie - uśmiechnął się i schował zdjęcie do kieszeni spodni.
- Dean... Czy my kiedykolwiek zachowywaliśmy się jak para?
Po tym pytaniu nastała długa cisza. W ich głowach przeplatało się masę wspomnień, które zdecydowanie należały do tych intymnych. Kilka razy otarli się o pocałunek, wiele nocy spędzili w jednym łóżku, a gdy wypili zbyt dużo, obmacywali się tańcząc lub wypowiadali słowa, których nigdy nie powinny zostać głośno wypowiedziane. Castiel zdał sobie sprawę, że to pytanie jest bardzo nie na miejscu oraz, że ich domniemany romans nie jest bezpodstawnym oskarżeniem. Wolał jednak stać w milczeniu i czekać na jakiś krok Deana. Jednak ten stał w milczeniu wpatrując się w jego twarz. W końcu drgnął i przerwał cisze.
- Wiesz co... - podrapał się po szyi. - Powinniśmy zejść na dół, dziewczyny się będą zastanawiać co tu robimy - dodał, cofając się o krok.
Chciał jak najszybciej opuścić ten pokój i wyprzeć każde intymne wspomnienie z Castielem. Przecież miał piękną i kochającą go żonę. Sam ją bardzo kochał, to była bzdura, że on i Cas mogliby być parą. Są bliskimi przyjaciółmi i nic więcej. Przyjaciółmi z kilkoma dziwnymi i zbyt intymnymi wspomnieniami, ale wciąż tylko przyjaciółmi. Przecież on sam nic do niego nie czuł... Nie mógł... nie powinien... A może jednak coś czuł, tylko chował to uczucie gdzieś głęboko w sobie? „Nie, nie" - powtarzał sobie. Są przyjaciółmi. Tylko przyjaciółmi... ze swoimi nagimi zdjęciami, ale wciąż TYLKO przyjaciółmi.
- Przyjaciółmi - powtórzył jak mantrę.
- Co takiego?
- Nic, nic, chodźmy - powiedział i złapał się za kieszeń, do której wcześniej schował zdjęcie.
