Actions

Work Header

Rating:
Archive Warnings:
Category:
Fandom:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2025-06-20
Updated:
2025-06-20
Words:
1,168
Chapters:
1/?
Kudos:
2
Hits:
13

Sauria

Summary:

Kult Endu: Istnienie tego kultu sprowadza się do bardzo starych czasów.

Ich wierzenia skupiały się wokół białego zielonego smoka kresu, którego nieraz nazywali ojcem świata. Wierzyli w to, że ich bóstwo nadejdzie i zakończy cykl zaczynając nową pętlę cierpienia i szczęścia

Do dziś po świecie Saurii są rozsiane stare ołtarze smoka kresu przez to, że główni liderzy chcieli wejść w politykę krajów i mieć szansę na władzę absolutną, co spowodowało zakazanie kultywowania ich religii we wszystkich krajach, ale czy na pewno?

W jednym kraju się im udało otóż był to kraj Utia, gdzie wszystkie te wydarzenia będą się tam toczyć.

Notes:

W tej części poznajemy losy jednej z postaci, z których perspektyw będziemy poznawać historię dziejów Saurii. W tym epizodzie będzie to Garrett.

(See the end of the work for more notes.)

Chapter 1: Nocne zebranie.

Chapter Text

Z mroku wyłania się łuk drewnianych wrót prowadzących wewnątrz siedziby kultu. Na straży przy nich wartę pełniło dwóch strażników maszerujących na przemian z lewej do prawej i drugą stronę grodzi.

Twarz jednego ze strażników, która poorana wydarzeniami ostatnich lat dalej kryła lico młodego chłopca jakim był jeszcze nie tak dawno temu była skierowana ku niebu. Skrzydła wrót lśniły odbijanym bladym światłem i emanowały nim wokół. Złote kwietne zdobienia błyszczały śnieżnobiałym błyskiem w blasku księżyca.

Nagle w przestrzeni rozległ się przeciągły skrzek starych i lekko pordzewiałych zawiasów i poniósł się echem we wszystkie strony

Obaj strażnicy doszli do końca swoich torów patrolowych, obrócili się plecami do drzwi i stanęli na baczność.

Zza drzwi wychyliła się blada koścista ręka a następnie starzec w szatach zakrywających jego posturę oraz twarz pod kapturem wsunął się przez próg i zamknął przejście za sobą. Rozejrzał się i przeszył obu młodych przenikliwym i chłodnym spojrzeniem a następnie ruszył w kierunku ciemności.

Alexander - Jeden ze strażników zsunął rękę z ukrytej pod materiałową narzutą kuszą i skinął do drugiego.

A: Spokojnie, to jeden z naszych.

Drugi również zabrał rękę z kuszy i rozluźnił mięśnie.

A: Czekajże no starcze. Pokaż się.

Nieznajomy przystanął na moment i objawił swoje oblicze w blasku nocy.

A: Co cię tu sprowadza?
S: Jaśnie pani życzyła sobie, aby wszyscy zebrali się przy świętej figurze, gdy księżyc będzie w pełni.
A: Czy my też mamy się pojawić?

Starzec na początku speszony przybrał na twarzy spokojny wyraz.
S: Wszyscy.

A: Jak wszyscy to wszyscy. Czy nie będzie problemem jeśli mój towarzysz....

Ale starzec już nie słuchał i patrzył mętnie na obu młodzieńców jak ojciec patrzący na dziecko mówiące o rzeczach absurdalnych z niemal fanatycznym przekonaniem i przytakiwał.

A: Przekażesz wieści naszej pani?
S: Przekażę.

Alexander jakby niewzruszony wrócił do swojej rutynowej musztry ku konsternacji tego drugiego.


A: Dalej mamy obowiązek strzec bram Garrett.
G: Nie dziwi cię to? Nie dziwi cię cała ta sytuacja?

Alexander przystanął.

A: O czym ty mówisz?
G: Mówię o tym, jak to wszystko wygląda, nie wydaje ci się to dziwne?

A: Co?
G: Nie uważasz, że to dzieje się jakoś szybko, nie czujesz tego, że coś tu nie pasuje, że coś jest nie tak?
A: Nawet jeśli no to co? My jesteśmy tylko odźwiernymi, daleko od faktycznej polityki.

G: Ja jednak czuję, że coś tu śmierdzi i właśnie dlatego się spóźnię, tak prewencyjnie.
A: Jak chcesz, rozkaz jest rozkaz.

G: Ta nowa mistrzyni... nie podoba mi się, nie podobają mi się te zmiany, o co z tym chodzi?
A: Mam kilka teorii, ale to tylko domysły, którymi nie będę cię zajmował.
G: No co ty, pochwal się.

A: Stawiam na to, że będzie chciała prowadzić bardziej alienacyjną politykę i odstraszanie innych, reszta to już domysły kompletnie nie związane z rzeczywistością.
G: To nic, mów śmiało.

A: No więc, moim zdaniem może ona dążyć do działań ksenofobicznych i wykluczenia a nawet eliminacji nieludzi z naszego stronnictwa.
G: Tak, to doprawdy niepokojąca wizja i to dość realna, ona nienawidzi nieludzi wliczając mnie...
A: Szczerze mówiąc ludzie z jej najbliższego otoczenia mówili, że ponoć jest tak ksenofobiczna, że aż nie uwierzysz do czego jest zdolna...

Garrett spojrzał na niego skonsternowany.

A:... Słyszałem, że pewnego demona, który nawet nie jest z naszego kultu oskórowała i niczym rasowy psychopata miała zrobić z niego maskę...
G: O boże... On... to przeżył... prawda?
A:... Wiesz, nie chcę o tym gadać tym bardziej, że mamy obowiązki.
G:... Dobra... Tak będzie lepiej...

-------------🌄--------Czas Mija----------🌌-------------------

A: Już czas Garrett. Ruszam.
G: Powodzenia..

Garrett stoi tak przez moment, gdy cisza wdziera mu się z piskiem do głowy. Po kilku minutach bezczynnego stania w miejscu, nudząc się i rozmyślając nad losem nieznanego nowo powołanego żywego modelu anatomicznego ułożenia mięśni rozejrzał się obojętnie po okolicy i wspiął się na jedno z okolicznych drzew, aby się położyć i spróbować ułożyć sobie to wszystko w głowie. Gdy po kilkudziesięciu minutach przyszedł czas pójść na miejsce spotkania powoli schodził z drzewa. Kiedy był w połowie drogi (jakieś 5 metrów nad ziemią) nagle z kierunku siedziby doszły jego uszu krzyki wychodzące z wielu gardeł. Na moment zamarł, jego tętno przyśpieszyło a na kark wstąpił zimny pot. Myśli kłębiły się w głowie, tyle pytań, co się stało? Po chwili otrząsnął się i ruszył w kierunku jęków bólu i wrzasków złości i wparował do środka próbując złapać windę, która nagle zaczęła opadać w dół. Nim jednak wszedł do niej w ostatniej chwili ktoś powstrzymał go i odepchnął gdy ta się urwała. Nieznajomy wyszarpał go z kryjówki kultu i zaciągnął ich w miejsce, gdzie byli ukryci, ale jednocześnie dobrze było widać wyjście z lokacji. Usta Garretta były zasłonięte przez dłoń, której nie poznał i próbował z marnym skutkiem się wyszarpać. Po chwili przestał, gdy znajomy głos kazał mu szeptem być cicho a po chwili z przejścia wybiegł wściekły oddział uzbrojonych wojowników co pobiegł dalej drogą. Gdy krzyki ucichły powoli oddalili się a Alexander powoli wyjaśnił Garrettowi co zaszło.

G:Co jest do cholery!?
A: Ciiii, cicho, uspokój się. Wszystko ci wyjaśnię, ale najpierw musimy uciekać tak daleko jak tylko się da. Rozumiesz?

Garret kiwnął głową.

Gdy oddalili się na wystarczającą odległość Alex odwrócił się do Garretta. W jego oczach przebijał się strach.

A: Garrett... Stało się... Miałem rację...
G: Alex? O czym ty mówisz? Co się tam stało?
A: Gdy tylko została koronowana rozpoczęła przemowę i.. i.. i..

G: Alex?
A: Nie p-p-p-przejmuj się m-m-mną. O-o-ona kazała zabić wszystkich nieludzi. Rozkazała na nich polować jak na zwierzęta i... pierwszym jej rozkazem było zabić wszystkich nieludzi na spotkaniu... nikt nawet się nie zawahał... zaczęła się rzeź tak jak wszyscy stali.... Madi, Lili no i Erso... nie żyją.... nie sądzę by ktokolwiek przeżył.

Jego głos drżał, ale mimo to trzymał nerwy na wodzy na tyle, aby się nie jąkać, a jego oczy się zaszkliły.

G: Alex... Żartujesz prawda? Alex, powiedz mi że to żart! Przecież to niemożliwe, nie! Nie milcz, powiedz coś!
Alex: Zamknij się, bo nas usłyszą!

Garrett osunął się na ziemię i nie dowierzał, a jego umysł splótł się w istny koszmar.


G: Zaraz... czemu mi pomagasz?

Spojrzał na niego.


G: Nie, nie, nie, nie, NIE! NIE! Ty też to robiłeś, mam rację? Chcesz zmyć krew z rąk, tak!?
Alex: Nie, a teraz zamknij się... Nikogo nie zabiłem. Nie mogłem.

G: Rozumiem... Trzeba uczcić pamięć poległych...
A: Nie - przerwał mu - Żadnych śladów, nie mogą nawet pomyśleć o tym, ktoś przeżył tą masakrę,

G: To co teraz? Gdzie ja pójdę? Co ja mam zrobić?
A: Musisz zniknąć, uciekać, im dalej tym lepiej. Unikaj miast, założę się, że ten oddział ruszył przeprowadzić czystkę w pobliskim miasteczku. Ruszaj od razu masz czas do pierwszego czerwca, Potem granice zostaną zamknięte, Zbierz tylu nieludzi ilu zdołasz, każdy jest zagrożony, i osiemnastego maja spotkamy się pod górą zimową od strony domu Szlacheckiej rodziny, a ja wskażę ci drogę ucieczki z kraju. Zrozumiałeś?

G: Zaraz, a co z tobą? Chcesz zostać wśród tych morderców?
A: Nie, nie przejmuj się mną, uciekaj, wiej.
Garrett i Alexander zamykają się w uścisku.

G: Powodzenia bracie.
A: I nawzajem bracie.

 

Koniec

Notes:

Wkrótce będzie kolejna część historii i jak coś nie wiem kiedy, bo to zależy już od mojego ukochanego Garina, co ponownie dziękuję że mi pomagasz.

Będę też planować zrobić wersję angielską tej historii, żeby inne osoby mogły też poczytać hehe.