Actions

Work Header

Rut

Summary:

Młody alpha skrywa niebezpieczną tajemnicę, ale gdy jego świat zostaje nieoczekiwanie naruszony, musi stawić czoła chaosowi, chronić tych, których kocha, i zmierzyć się z ciemnością w sobie — wszystko w momencie, gdy granica między sojusznikiem a wrogiem staje się coraz bardziej niejasna.

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Work Text:

W pomieszczeniu było słychać ciężkie oddechy rodziny Dazaia.

Była ona liczna, bo posiadała dziesięcioro dzieci, z czego większość to była alphy i omegi.

Sami rodzice Dazai’a to była para alphy i omegi, dlatego mieli tak dużo dzieci z tą płcią.

Dazai sam był alphą, lecz nikt o tym nie wiedział.

Odkąd się zaprezentował podkradał od swojego ojca zastrzyki na potencję, żeby nie odbyć pierwszej rutyny ani nie mieć żadnego zapachu.

Pomagało mu się to ukryć przed wszystkimi, nawet przed rodziną, co mu bardzo na rękę.

Mógł robić co chciał, rodzice nie zwracali na niego uwagi zbyt skupieni, by ogarnąć małą gromadkę alph.

Ukrywał się także pod postacią klauna i rozrabiaki, przez co rodzice nawet nie zdawali sobie sprawy ze stanu swojego syna.

Miał on 17 lat, bez woli walki ani siły.

Żałosne czy realne?

Dla niego, życie było zbyt męczące i niegodne uwagi, żeby starać się je zmienić.

Odkąd Chuuya...

Albo Odasaku...

Nie, weź się w garść, Dazai, nie możesz dać innym pola, by tobą manipulowali, pamiętasz?

Czy chcesz skończyć jak-

Nie poszedł już dalej tą ścieżką.

Była ona tak udreptana, że można było uznać, że ktoś tam rowy kopał.

Dazai się zaśmiał, bez cienia radości.

To raczej było gorzkie, a nawet ktoś by mógł powiedzieć, że mroczne.

Ale Dazai’owi to nie przeszkadzało.

Byli w patowej sytuacji, a on nic nie mógł zrobić, bez sprawienia, że jego rodzina odkryje jego prawdziwe “ja”.

Boże, jak on już tu nie chciał być.

- Dazai? Jesteś tu? – zapytała jego matka.

Była piękną kobietą, która była pełna krągłości tam, gdzie trzeba.

Nie dziwi się, że jego ojciec zakochał się w niej na zabój.

Miała ciemnobrązowe loki, które wyglądały na miękkie w dotyku oraz delikatną, jasną cerę i duże, migdałowe, orzechowe oczy.

- Jestem cały i zdrowy. – powiedział radośnie – mnie, matko, tak łatwo nie zabić – dodał z szelmowskim uśmiechem, którego jednak nie było widać w tej ciemności.

Dazai usłyszał, jak wzdycha z ulgą.

- Cieszę się. A głowa cię nie boli? Widziałam, jak ci przywalili tym batem. Musiało boleć.

Dazai niemal sobie wyobraża, jak krzywi twarz.

Pewnie jest przerażona myśli sobie.

Dazaia to tak naprawdę nie interesowało.

W końcu nie byli dla niego rodzicami.

Po tylu zmianach, przestał czuć przywiązanie do rodziny.

Jakbym je kiedykolwiek posiadał.

- Ah, to – westchnął teatralnie – tak, bolało jak diabli.

Kłamstwo.

Dazai był zbyt przyzwyczajony do bólu, żeby to poczuć.

W końcu po tylu razach na misjach oraz jego próbach samobójczych...

Dało się przyzwyczaić.

Choć to nie zmienia faktu, że Dazai do tej pory nienawidzi bólu.

- Myślałem, że tam zejdę, ale teraz jest już lepiej – dodał uspakajająco.

Słyszał, jak jego matka płacze.

Biedna kobieta pomyślał apatycznie.

Reszta jego rodziny spała.

Dostali niezły łomot, gdy mafia włamała się do domu. Widział, że jego ludzie rozpoznali go, więc nie dostał takiego samego lania jak jego rodzina.

Nie powie, było mu to na rękę, bo mógł zachować ostrość umysłu.

- Nie płacz, mamo. Ze mną jest wszystko dobrze. Martw się lepiej o innych, dostali mocniej ode mnie – powiedział troskliwie, jakby miało to pomóc w ich sytuacji.

- Ale Dazai! Ty też jesteś moim dzieckiem! Oczywiście, że się o ciebie martwię! I zawsze będę – Dazai nie wiedział jak, ale jakimś cudem, widział oczy matki, które biły miłością do niego.

A nie, jednak wiedział.

W końcu alphy lepiej widziały na ogół niż inne płcie.

Taki żarcik.

Dazai roześmiał się, choć tym razem radośnie.

- Haru? Karuto? Shuji? Minako? Żyjecie? Nic wam nie jest? – rzucał pytaniami jak pociskami jego ojciec.

Osoby, które wymienił, to było rodzeństwo Dazaia. Byli także omegami, dlatego zadawał im pytania.

Odpowiedziały mu jedynie jęki i narzekania.

Wtedy jego ojciec odetchnął z ulgą. Jakby myślał, że omegi są kruche i niezdolne do przetrwania.

Ding, ding, ding!

Bo tak myślał!

Ohh, jak Dazai chciałby, żeby Chuuya teraz tu był. Skopałby mu tyłek tak, że przez tydzień nie mógłby chodzić.

Jednak nie mógł mieć pewności, że-

- Dazai! – krzyczy jego ojciec

Wspomniany tylko na niego spojrzał pytającym wzrokiem

- Obudziłeś się? Wszystko jest dobrze? Czemu mi nie odpowiadałeś? Masz wstrząśnienie mózgu? Czy-

- Tak, tato, wszystko ze mną w porządku. Jak już mówiłem, mnie tak łatwo nie zabić. W końcu jestem zbyt niesamowity dla tego świata, nawet śmierć to widzi! – nie chciało mu się słuchać dalej jego ojca.

Był on konserwatywny i wierzył w jakieś stare stereotypy. Jakby miały mu one w czymś pomóc. Idiota pomyślał.

Ojciec tylko przewrócił oczami na jego zachowanie. Chyba był zirytowany~. Uwielbiał drażnić i każdy kto go choć trochę zna to wiedział.

Dazai jakby mógł, pomyślałby, jak jeszcze podrażnić ojca, ale usłyszał czyiś głos.

- Noo, kogo my tu mamy.

O nie, o nie, nie, nie, nie, nie. To nie może być on, zabraniam tego myślał Dazai gorączkowo, jakby miałoby to mu pomóc.

- Proszę, nie rób mu krzywdy! – zaczęła matka.

Pewnie jakby miała ręce wolne, wymachiwałaby nimi we wszystkie strony.

Dazai wstrzymał oddech.

Czy jego gra aktorska była taka słaba, że jego matka zauważyła jego-

- Hikari nie chciał nic zrobić! To tylko pogubione dziecko! On nie chciał nic zrobić – Dazai odetchnął z ulgą.

Jendak jego gra była perfekcyjna.

Znajomy głos zaśmiał się na cały głos. Aż Dazaiowi przeszły ciarki, a to było ciężkie.

- Niestety, młoda damo, nie chodzi mi o Hikaru – Dazai wstrzymał oddech, gdy postać się na niego spojrzała – chodzi mi o Dazaia.

~~~~~

- Czego od niego chcesz? – warknął jego ojciec.

Dazai po raz pierwszy w życiu widział, żeby tak się na niego martwił.

- Ja? Tylko ujawnić jego kłamstwa. – powiedział Mori, powoli zbliżając się do Dazaia ze strzykawką.

- Nigdy w życiu! Dazai nie nadaje się do tego, to raz, a dwa, nie pozwolę ci go wziąć do tego gówna! – zaczął się wydzierać jego ojciec, przez co Dazaia zabolały uszy.

Jego krzyk najwidoczniej musiał też obudzić pozostałych, bo się obudzili z jękami.

- Tato? Co się dzieje? – zapytał sennie Hikaru – szefie?! Co pan tu robi?! Co chce pan od mojej rodziny!? Zrobię wszystko, tylko ich oszczędź. – powiedział niemalże płaczliwym tonem Hikaru.

Dazai widział, jak wielkie wielorybie łzy formują się w jego oczach, nie przejmując się tym, jak żałośnie wygląda.

Mori nadal się nieustannie zbliżał do Dazaia, a Hikaru znów zaczął krzyczeć.

- Zostaw Dazaia! – zaczął się wyrywać z węzłów Hikaru – jak na betę, jest on zdecydowanie kruchy! Możesz mu coś zrobić! A jak go skrzywdzisz, to nie daruję – łzy juź wolnie płynęły po policzkach 15-letniego alphy, a z każdą wylaną łzą jego warczenie wzrastało.

Jak słodko pomyślał cynicznie Dazai.

Mori tylko się zaśmiał.

- Dazai? Kruchy? Chyba nigdy go nie znaliście. Ale jak tak nalegasz, to mogę ci pokazać jego prawdziwą stronę – powiedział Mori lekko, nie zwalniając tępa.

Dazai zaczął się wyrywać, jednakże węzły były na tyle silne, że nie mógł nic z nimi zrobić.

Nie zaskoczyło to go.

- Oh, Dazai. Przecież wiesz, że nie wydostaniesz się z tych węzłów. W końcu sam mnie uczyłeś, jak je poprawnie wiązać – śmiech Moriego sprawił, że Dazaiowi krew zamarzła.

To musiał być jakiś chory sen, prawda? Przecież Mori by nie pokazał swojej małej zabawki do zabijania jego własnej rodzinie, prawda?

Dazai postanowił grać czysto.

- O czym ty do cholery mówisz – warknął, jednak zatrzymał się w połowie.

Takie dźwięki wydawały tylko alphy.

O kurwa.

Śmiech Moriego tylko wzrósł.

- Chyba nawet nie musiałem się starać, ale i tak dla pewności ci to wstrzyknę. W końcu twoja mała omega czeka na swojego alphę.

Dazai spojrzał na swoją rodzinę, ale nie znalazł nic, tylko szok wymalowany na twarzach.

- Dazai, ty masz omegę!? Ty jesteś alphą!? Ale jakim cudem... przecież nie masz żadnego zapachu ani nie wykazywałeś żadnych oznak tego! – jego rodzina przekrzykiwała siebie nawzajem.

Pewnie jakby ktoś im powiedział, że Dazai jest omegą, to prędzej by im uwierzyli niż na to, że jest alphą.

- On kłamie! Czemu mu wierzycie!? To jest szef portowej mafii! Oczywiste jest to, że będzie kłamał – Dazai będąc już zdesperowanym zaczął krzyczeć, by mu uwierzyli.

Jednak Mori zbliżający się do niego ze strzykawką, w której pewnie jest środek na wywołanie rutyny, mocno go rozpraszał.

Zaczął się znowu wyrywać, ale nic to nie dawało, a Mori był już obok niego i wstrzyknął mu środek.

- Zacznie się za 5 minut, a na ten moment naciesz się swoją omegą. – powiedział Mori, rozkazując, by wprowadzili Chuuyę.

Dazai poczuł, że jego oddech przyspiesza, a serce bije mocniej.

Nie dość, że jego rodzina dowiedziała się o jego długo skrywanej tożsamości, to jeszcze wprowadzą tu Chuuyę.

W dodatku jest na 100% pewny, że Mori coś jeszcze zaplanował.

Rozwiązali mu ręce wiedząc, że nie poczyni się do żadnych rękoczynów.

Szybko odsunął się od wszystkich, a przede wszystkim od rodziny, bo jego dawno zapomniana alpha się obudziła i widziała w nich zagrożenie.

- No, więc pierwszą część mamy z głowy. Po rutynie Dazaia omówimy wszystkie ważne kwestie, zrozumiano? – zapytał Mori niby miło, lecz niebezpiecznie.

- Tak, szefie! – krzyknął Hikaru i spojrzał na Dazaia.

Spojrzał na niego, jak na rywala.

Chuuya został wprowadzony z należytym szacunkiem, co uspokoiło Dazaia.

Co nie zmienia faktu, że warknął na ochroniarzy, którzy wzdrygnęli się w odpowiedzi.

Szybko podbiegł do omegi, która była w rui i go opatulił, nie zważając na nic.

Owinął się wokół niego jak wąż, którym zresztą był.

Dazaiowi przemknął szybko obraz szczura zjadanego przez węża.

Uśmiechnął się na to.

Jego rodzina patrzyła oniemiała na to, co się działo i zadawali sobie wewnętrznie pytania, jakim cudem tego nie zauważyli. Dazaia mało to interesowało.

Teraz, gdy miał w rękach Chuuyę, nie pozwoli im się do niego zbliżyć i go zranić.

Od zawsze był zaborczy, ale w czasie rutyny to niemożliwie wzrastało. Nie wiedział o tym, ale zapisał to sobie na przyszłość, żeby nie być zaskoczonym.

W końcu to on wyciągał karty, nie oni.

- Dazai? – zapytał płaczliwie Chuuya. – co my tu robimy? Co ty tu robisz? Czemu nie jesteśmy w gniazdku, tylko tutaj?

Serce Dazaia krajało się, gdy to widział.

Jego zazwyczaj silna omega, która nie dawała sobie wchodzić na głowie w takim stanie i to jeszcze przed ludźmi?

Warknął na to jeszcze bardziej, a jego feromony zaczęły wyciekać w niekontrolowanej ilości.

Słyszał jak za ścianą, jak jego rodzina się dławi.

Od zawsze wiedział, że jego zapach papierosów, whisky oraz piżmu był mocny i onieśmielający, ale żeby twoja własna rodzina tak zareagowała?

Zastanawiało to Dazaia przez sekundę, póki znowu nie usłyszał głosu swojej omegi.

- Dazai?

Okrył go jeszcze bardziej swoim ciałem i feromonami, w ogóle nie odpowiadając.

Próbował wymyśleć, w jaki sposób zbudować swojej omedze gniazdko, żeby nie czuła się niebezpiecznie.

W końcu ma go.

On zapewni jej bezpieczeństwo.

W końcu po krótkiej chwili wpadł na pomysł.

Zdjął z siebie górną część ubioru oraz bandaże, przez co jego smród wyciekał jeszcze mocniej, a ludzie z tyłu się dławili.

Słyszał nawet, że ktoś płacze.

Nic dziwnego.

Przecież jest prime alphą, co sprawiało, że jego rodzina musiała czuć się, jakby weszła do sklepu z perfumami.

Jednak nie obchodziło go to.

Obchodziło go to, że całe pomieszczenie jest w jego feromonach, więc nikt nie będzie się zbliżał do jego omegi.

Zamruczał z uznaniem i spojrzał na swoją omegę.

Ta była przeszczęśliwa widząc materiały do swojego gniazdka i to jeszcze w zapachu swojego alphy, dlatego zaczęła mruczeć z uznaniem.

Szybko wziął się do pracy, a Dazai usłyszał, jak ktoś otwiera drzwi i coś wrzuca pod ich nogi.

Szybko warknął stając przed swoją omegą w geście obrony, a jego oczy alphy się zajarzyły na czerwono.

Ochroniarz, jak zauważył niejasno Dazai, wzdrygnął się i szybko uciekł, zamykając za sobą drzwi.

Dobrze.

Spojrzał na kufer.

Były tam koce, poduszki i wszystko czego było potrzeba w gnieździe omegi.

Dazai wyczuł te ubrania i dał swojemu omedze, jako znak godowy, a ona przyjęła to szybko zmieniając swoje prowizoryczne gniazdko.

Gdy skończyła, miauknęła w jego stronę, by przyszedł i ją opatulił co Dazai uczynił.

Leżeli tam nie wiadomo, ile czasu, aż znów usłyszeli otwierane drzwi.

Dazai szybko się podniósł i zawarczał w geście ochronnej, lecz Mori nie wykazywał zainteresowania tym.

Poprosił tylko kogoś (Dazai miał nikłą świadomość kogo) o wyjście i zamknął drzwi.

Ludzie za nim szybko pognali za nim, aż Dazai i Chuuya zostali sami.

Idealnie.

~~~~~

Rodzina Dazaia szybko ulotniła się z terytorium alphy.

Zapach prime alphy był zbyt silny, zbyt dominujący, by dłużej tam przebywać.

Dotarli do biura szefa Hikaru w niekomfortowej ciszy.

- Więc, jakieś pytania? – zapytał szef ze skalpelem w dłoni.

Obok niego siedziała 10-letnia dziewczynka, która rysowała coś na kartkach.

Nie przyglądali jej się długo, tak samo jak nie przyglądali się niczemu, co znajdowało się w biurze szefa. Bali się, że jeśli to zrobią, to ich zabije.

- Dlaczego Dazai ukrywał to, że jest alphą? – zapytała ich córka.

Była zbyt mała, by zrozumieć, że nie wypada przed szefem mafii mówić tak bezpośrednio.

Nie czuła jeszcze tego strachu. Jedyne co mogła poczuć to dyskomfort, mimo, że nie wiedziała skąd.

- Oh – mężczyzna się rozjaśnił – dlatego, żeby być wolnym od podejrzeń. Prime alpha jest ściśle monitorowany przez rząd, a w dodatku jest zbyt wyróżniający się jako cywil. Trzeba to było ukryć – dodał z błyskiem w oku.

- No dobrze... ale dlaczego nas porwałeś i dałeś nam te informację na tacy? Nie rozumiem tego – Hikaru był najbardziej z nich zdenerwowany, lecz mimo to, zapytał.

Mężczyzna obrócił się na krześle i ustał przed oknami, na panoramę Yokohamy.

- Ojjj, Hikaru. Nie umywasz się do swojego brata w inteligencji, to prawda, ale miałem na ciebie większy plan. Szkoda, że tak łatwo mi pokazałeś, że nie dałbyś rady go spełnić. – Hikaru zrobił się czerwony na twarzy i odwrócił wzrok.

Jednak nic nie powiedział.

- Ale wracając do twojego pytania, chcę, żebyście wiedzieli, bo mam zamiar wysyłać Dazaia na misje zagraniczne. Ma w następnym tygodniu lot do Paryża i macie tego nie opóźniać ani o sekundę. Sami macie go zawieźć na lotnisko, pomóc mu się wymeldować i go pożegnać. Będzie tam przez 3 tygodnie i musicie mu wymyślić wymówkę do szkoły. W przyszłości będzie więcej takich wypadów do Europy, dlatego żeby nie wzbudzać podejrzeń musicie to wiedzieć i mu tego nie utrudniać, a jeśli nie, to wyślę na was specjalne jednostki skrytobójców i go zaadoptuje – powiedział to, jakby opowiadał o pogodzie, a cała rodzina się trzęsła ze strachu – i tak go traktuję jak swojego własnego syna, a ten mnie widzi jako coś podobnego do ojca, więc nie będzie z tym problemu. Poza tym, mam Chuuyę. Jeśli tylko utrudnicie mi wysyłanie Dazaia na misje, to go zabiorę, a Dazai poleci za nim nawet na kraniec świata – mężczyzna zaśmiał się radośnie – w końcu są sobie przeznaczonymi partnerami.

Hikaru był w szoku. Myślał, że pomimo różnicy wieku pomiędzy nim a Nakaharą, są sobie przeznaczonymi, więc pomysł, że jego starszy żałosny brat może mieć z Chuuyą taką więź sprawiła, że krew w nim wrzała.

- Ale to niemożliwe! Poza tym, jaką jest rangą, że podróżuje po Europie!? Zwykli chłopcy na posyłki nie mają takich przywilejów.

Coś w oczach szefa zabłysnęło, a Hikaru zadrżał.

- Ohh, drogi chłopcze, Dazai jest hersztem portowej mafii, najmłodszym w historii, jego krew jest najczarniejsza w całej Japonii, a on sam jest moją prawą ręką oraz występuje z Nakaharą pod tutyłem podwójna czerń od 15 roku życia. Coś ci to mówi?

Nie, NIE! To niemożliwe! Dazai, ten głupi Dazai ma być demon prodigy!? To niemożliwe!

Hikaru zbladł na twarzy.

- Widzę, że już sobie uświadomiłeś, kim twój braciszek jest. – powiedział to tak, jakby ta rozmowa go nużyła.

- Tak, szefie – Hikaru skinął głową, a mężczyzna się uśmiechnął.

- Jeszcze jakieś pytania?

Cała rodzina pokręciła głową, a mężczyzna ucieszył się z tej odpowiedzi.

- No dobrze, skoro formalności są już za nami, to muszę was teraz powiadomić, że teraz będziecie pod ścisłym rygorem mafii. Nawet nie próbujcie tego spotkania zgłosić policji, bo jeśli tak zrobicie... – ostentacyjnie nie dokończył zdania, a rodzina chórem zaprzeczyła, żeby takie coś zrobiła. – no więc to wszystko. Dazai przez ten tydzień zostanie z nami, żeby przetrwać swoją rutynę ze swoją omegą, a potem leci do Paryża. Jakieś pytania – a gdy odpowiedziła mu cisza, to klasnął w dłonie i się uśmiechnął – do domu was podwiozą nasi ludzie. Do zobaczenia

Pomachał im dziecinnie ręką na odchodnę i drzwi się za nimi zakmnęly.

Powrócili do domu tak około północy, a cała rodzina była zaszokowana nowymi informacjami.

 

Dazai, w coś ty się wpakował?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Notes:

No więc, o to jest! To jest mój drugi fic o soukoku, więc mam nadzieję, że się wam spodoba. Chcecie drugą część? Co o tym sądzicie?