Chapter Text
The Troublesome Thing About Time
Dramione by LadyKenz347
Tłumaczenie: Cravedka
https://www.wattpad.com/story/410613383-t-k%C5%82opotliwa-natura-czasu-the-troublesome-thing

🕰️🕰️🕰️
Upuszczając pióro i zyskując przy tym kilka niechcianych kleksów atramentu, Hermiona objęła pulsujący nadgarstek, poruszając nim ostrożnie, gdy oparła się o oparcie krzesła. Całe jej ciało bolało, a żadne eliksiry przeciwbólowe ani gorące kąpiele nie były w stanie ukoić nieustającego znużenia, które wniknęło głęboko w jej kości.
Obserwując krzątaninę w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, nie mogła oprzeć się myśli, że w pewnym momencie życia mogła skręcić w lewo, gdy powinna była iść w prawo. Była przecież Hermioną cholerną Granger, od najmłodszych lat przeznaczoną do wielkich rzeczy, gotową rozpalić świat swą błyskotliwością... a jednak siedziała tu teraz, ze skurczem w nadgarstku i grymasem na twarzy.
— Cześć, Hermiono — zawołał pogodnie Harry, z potarganymi włosami i przekrzywionymi okularami, czając się przy wejściu do jej boksu.
Nie mogła powstrzymać lekkiego napięcia, prostując się na krześle i mierząc go przenikliwym spojrzeniem.
— Harry.
— Jak mija poranek? — Jego niegasnący uśmiech był nie do zignorowania, więc Hermiona westchnęła i skierowała uwagę ku przyjacielowi.
— Zwyczajnie jak zawsze. A u ciebie? Wydajesz się raczej... — zmarszczyła brwi, przyglądając mu się uważniej — zdyszany.
— Ha! Właśnie skończyliśmy sporą akcję w południowym Londynie. Znaleźliśmy skrzynie ze smoczymi jajami ukryte w jakimś podejrzanym sklepiku w mugolskiej części miasta. Istne szaleństwo. Skończyło się porządną walką na różdżki, a teraz kilku obślizgłych przestępców siedzi w celach, a tuzin smoczych jaj jest już w drodze do Rumunii.
Zazdrość ścisnęła Hermionę w żołądku, gdy zmusiła się do napiętego uśmiechu.
— To wspaniale, Harry.
Nie chodziło o to, że nie cieszyły ją jego sukcesy, nic z tych rzeczy. Po wszystkim, co przeszli podczas wojny, po prostu nie uważała, by dalsze ściganie złoczyńców było dla niej właściwą drogą. Swoje już zrobiła. Wybrała więc inną ścieżkę i dołączyła do Departamentu jako specjalistka od spraw szczególnej troski.
Było to bardzo eleganckie określenie na prowadzenie badań. Wielu badań. Wiązało się to z pewnymi przywilejami: dostępem do archiwów Ministerstwa i wolnymi wieczorami oraz weekendami. Brakowało jednak pewnego rodzaju ekscytacji, za którą – po czterech latach – musiała przyznać, że zaczynała już tęsknić.
— Potter! — głos Malfoya przerwał tę chwilę zadumy, gdy podszedł do jej boksu z właściwą sobie wyniosłą obojętnością, rzucając szalik Gryffindoru w stronę głowy Harry'ego. — Zostawiłeś to na moim biurku. Następnym razem zmienię kolory na właściwe i zaczaruję go tak, by przylgnął do twojej grubej szyi. Granger — dodał przeciągle, opierając się biodrem o krawędź jej biurka. — Wyglądasz dziś wyjątkowo...
— Nie kończ tego zdania — ostrzegła, szturchając go różdżką w bok, by odsunąć go od siebie. — Nie masz nic ważniejszego do roboty?
Malfoy prychnął, opierając jedną dłoń na jej pergaminach, a drugą na oparciu krzesła. Zamykając ją w potrzasku, nachylił się nad nią, a jego usta wygięły się w znajomy, zadowolony z siebie uśmiech.
— Ważniejszych niż doprowadzanie cię do szału w poniedziałkowe popołudnie? Nigdy.
Jako córka dentystów potrafiła docenić blask jego nieskazitelnie białych zębów, lecz wciąż miała ogromną ochotę przyłożyć mu w tę idealnie wyrzeźbioną szczękę. W duchu postanowienia, by iść naprzód (i nie stracić przy okazji pracy) powstrzymała się.
— Dlaczego tak uwielbiasz mnie irytować? — zamruczała, ponownie szturchając go końcówką różdżki, tym razem posyłając w jego nogę niewielki impuls magii. Zaskomlał, cofając się z wymownym spojrzeniem.
Śmiech wyrwał się z ust Harry'ego, gdy położył dłoń na ramieniu Malfoya i odciągnął go od niej.
— Chodź, partnerze. Mamy cholernie dużo raportów do wypełnienia. Weźmy się za to, zanim Robards dobierze się nam do tyłków. — Po kilku krokach Harry odwrócił się, wciąż wyraźnie rozbawiony. — Kolacja, Hermiono?
— Tylko jeśli ten idiota, którego nazywasz partnerem, nie przyjdzie! — odkrzyknęła niedbale, machając ręką, gdy odchodzili w stronę działu Aurorów.
🕰️🕰️🕰️
Przyglądając się ciasnej loży na tyłach Dziurawego Kotła, Hermiona żałowała, że nie może powiedzieć, iż widok blondyna siedzącego obok jej rozczochranego najlepszego przyjaciela ją zaskoczył.
— Och, jednak przyszłaś. Jakże się cieszę, że znów znalazłaś czas...
— Świetnie wyglądasz, Granger — odezwał się za jej plecami znajomy, leniwy głos, a ona podskoczyła, gdy Teo Nott klepnął ją żartobliwie w pośladek. Posyłając jej swój najbardziej czarujący uśmiech, wsunął się obok Harry'ego, składając szybki pocałunek na jego policzku, po czym oparł dłoń na udzie przyjaciela.
— Cześć, Teo. — Hermiona opadła na miejsce obok Malfoya, mrucząc coś pod nosem, gdy blondyn zwrócił się ku niej, a na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech, podczas gdy jedno ramię wyciągnął za jej plecami. — Malfoy.
— Tęskniłaś za mną, kochanie? — Hermiona przewróciła oczami i przechyliła głowę w stronę czarodzieja po swojej prawej, odkrywając, że jego przystojna twarz znajduje się zdecydowanie zbyt blisko, jak na jej gust. Był palantem, owszem, ale przystojnym palantem, a taka bliskość była niebezpieczna dla jej równowagi. Jego język przemknął po dolnej wardze, zanim ujął ją między zęby, pozwalając spojrzeniu leniwie przesuwać się po jej rysach.
— Jesteś niepoprawny i wciąż nie wiem, dlaczego cię toleruję. — Hermiona sięgnęła po menu, a jej ramię musnęło jego klatkę piersiową, gdy przysunął się odrobinę bliżej, kładąc dłoń na jej udzie.
Wracając do wyprostowanej pozycji, z Malfoyem niemal siedzącym jej na kolanach, rozłożyła kartę.
— Draco Malfoyu, przysięgam, jeśli natychmiast nie zabierzesz ręki z mojej nogi, sama usunę z niej wszystkie kości.
Malfoy parsknął głośnym śmiechem i odsunął się od niej.
— Och, uwielbiam, kiedy jesteś taka zadziorna, Granger. — Opróżniając do końca swoją ognistą whisky, uniósł palec w stronę barmana, dając znak o kolejną rundę dla stolika. — Pierwsza kolejka na mój koszt, panowie.
Jęknąwszy, ukryła twarz w kartach menu, które znała już na pamięć. Merlinie, uchroń ją przed Draco Malfoyem.
🕰️🕰️🕰️
Hermiona ziewnęła, unosząc ramiona wysoko nad głowę i przeciągając się, próbując rozruszać zaspane ciało. Głupotą było zostawać tak długo poza domem w środku tygodnia, ale odkryła, że przebywanie w towarzystwie nieskażonej, mdło słodkiej miłości NottPott – jak sprytnie ich nazwała – z solidną dawką Malfoya, wymaga alkoholu. A gdy już zaczęła, zbyt trudno było przestać.
Z biegiem lat zauważyła, że stawał się znacznie bardziej znośny, gdy przyjemne otępienie po alkoholu osłabiało jej zahamowania. Bywał wręcz... zabawny, w swój suchy, niedbały sposób, który doceniała dopiero po co najmniej dwóch ognistych whisky. Zdarzył się nawet jeden incydent – po niemal nielegalnej ilości alkoholu wypitej w jej dwudzieste pierwsze urodziny – kiedy to znalazła się przyciśnięta do ściany w Dziurawym Kotle, wracając z toalety, z językiem Draco Malfoya w ustach.
Prawdę mówiąc, niewiele pamiętała z tamtej nocy, ale takiego pocałunku się nie zapomina. Wspomnienie jego szorstkiego, niemal desperackiego dotyku, gdy jego dłonie błądziły po jej ciele, ściskając jej pośladki, a on wsuwał kolano między jej uda i miażdżył jej usta swoimi, wciąż czaiło się gdzieś w tyle jej umysłu.
— Granger! — huknął donośny głos, wyrywając ją z zamyślenia.
Hermiona zamrugała, wyrwana z nieprzyzwoitego wspomnienia, i odwróciła się w stronę swojego przełożonego.
— Tak, proszę pana?
Powitał ją widok błyszczącej, łysej głowy Petersona, który przerzucał stos pergaminów, poświęcając jej ledwie cień uwagi.
— Sanders chce cię widzieć w Departamencie Tajemnic, natychmiast.
— Sanders? Departament...
Peterson westchnął, wreszcie rzucając jej spojrzenie znad sterty dokumentów.
— Cecily Sanders? Kieruje działem Niewymow...
— Niewymownych, wiem — przerwała, wstając z miejsca, ze zmarszczonym czołem. — Ale dlaczego mieliby chcieć rozmawiać akurat ze mną?
Z przeciągłym, przesadnym westchnieniem Peterson wrócił do swoich papierów.
— Być może nie rozumiesz ogólnej idei działania Niewymownych, Granger, ale zwykle trzymają karty bardzo blisko piersi. Innymi słowy, nie powiedziała mi absolutnie nic.
Peterson odszedł, rzucając kilka teczek na biurko jednego z jej współpracowników i zniknął w swoim gabinecie, a Hermiona nie mogła powstrzymać zdumienia. Nie potrafiła wymyślić ani jednego powodu, dla którego Departament Tajemnic miałby się nią zainteresować.
🕰️🕰️🕰️
Jej obcasy stukały o czarny marmur prowadzący ku wejściu do Departamentu Tajemnic. Pochodnie zdobiły ściany, migocząc chłodnym, niebieskawym blaskiem, gdy zbliżała się do potężnych drzwi na końcu długiego korytarza.
Migawki wspomnień z nocy, którą spędziła tu na piątym roku, zapłonęły pod jej powiekami, a widmowy ból dawno zagojonej klątwy przeszył jej bok. Jej serce biło coraz szybciej, niemal panicznie, a dłonie wilgotniały, gdy nerwowo splatała je ze sobą.
Jakaś mała część niej zastanawiała się, czy Departament Tajemnic o niej słyszał i chciał zaproponować jej pracę. Choć wydawało się to mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że jej życiorys składał się głównie z imponującej listy osiągnięć edukacyjnych i nagród, po których nastąpiło kilka lat pracy przy biurku badawczym.
Zatrzymując się przed wielkimi drzwiami, uspokoiła oddech i uniosła dłoń, by zapukać w ich gładką, pozbawioną klamki powierzchnię, lecz zanim jej knykcie zdążyły jej dotknąć, drzwi same się otworzyły. Wciągnęła powietrze z zaskoczeniem, po czym szybko się opanowała, poprawiając spódnicę i unosząc podbródek.
Za wysokim biurkiem siedziała kobieta o posępnym wyglądzie, z głębokimi zmarszczkami i plamami starości znaczącymi jasną skórę. Jej przydymione okulary spoczywały nisko na nosie, a ona sama nawet nie raczyła podnieść wzroku znad tego, co studiowała z takim skupieniem.
Po kilku długich chwilach ciszy Hermiona otworzyła usta, by się przedstawić, lecz recepcjonistka odezwała się dokładnie w tym samym momencie, przerywając jej.
— Pani Granger, jak mniemam.
Odchrząknąwszy, Hermiona skinęła krótko głową.
— Tak. Przyszłam na spotkanie z...
— Niewymowną Sanders — przerwała ochrypłym głosem. Hermiona z trudem powstrzymała gniewne spojrzenie. — Proszę usiąść. Zaraz się zjawi.
Wypuszczając ciche, oburzone westchnienie, przeszła przez główny hol i usiadła z należytą godnością na jednym z czterech krzeseł.
Czekała, jak jej się zdawało, niemal pół godziny, a jej irytacja zdążyła przerodzić się w złość, nim wreszcie drzwi się otworzyły.
Niewymowna Sanders nie była w Ministerstwie osobą nieznaną. Była twarzą departamentu i choć jej praca miała charakter tajny, często widywano ją w różnych działach.
Prawdę mówiąc, trudno było jej nie zauważyć. Była olśniewająca: wysoka, o posągowej sylwetce, z głębokim, czekoladowym odcieniem skóry i wyraźnie zarysowanymi kośćmi policzkowymi. Nie tylko była chlubą swojej profesji i potężną postacią w Wizengamocie, lecz także kobietą piękną i pełną godności. Krótko mówiąc, była wszystkim tym, czym Hermiona nie była.
— Panno Granger — Niewymowna Sanders, uśmiechnęła się promiennie, jej jasny uśmiech kontrastował z hebanową skórą. — Witam w Departamencie Tajemnic. Chociaż plotki głoszą, że to nie jest pani pierwsza wizyta. — Perfekcyjnie wygięta brew uniosła się wysoko na jej czole, w towarzystwie konspiracyjnego uśmiechu.
— Niewymowna Sanders — odparła formalnie, wstając, by uścisnąć jej dłoń.
— Och, proszę — uśmiechnęła się, machając lekko dłonią — mów mi Cecily. Zapewne zastanawiasz się, dlaczego wezwaliśmy cię do czeluści Ministerstwa w to piękne wtorkowe popołudnie.
Cecily odwróciła się, a jej szaty rozlały się wokół niej z rozmachem, gdy gestem nakazała Hermionie podążać za sobą.
— Można tak powiedzieć.
Zatrzymały się tuż przed wejściem prowadzącym do pomieszczenia z drzwiami, o którym Hermiona wiedziała, że znajduje się tuż za progiem. Cecily potrząsnęła głową, jakby nagle coś sobie przypomniała.
— Och, prawie zapomniałam. Zanim będziesz mogła wejść i zostać wprowadzona w szczegóły sprawy, z powodu której cię tu wezwaliśmy, będę potrzebowała, abyś złożyła uroczystą przysięgę poufności. Nie posuwamy się tu aż do Wieczystych Przysięg, więc bez obaw! Jednak uniemożliwi ci to mówienie, jeśli spróbujesz ujawnić poufne informacje bez odpowiedniego upoważnienia.
Gdy Hermiona zawahała się przez moment, Cecily dodała szybko:
— Standardowa procedura i muszę nalegać, byś ją złożyła. Obawiam się, że bez ciebie nie będziemy mogli posunąć się w tej sprawie naprzód.
Jej spojrzenie powędrowało ku potężnym drzwiom. Perspektywa przysięgi była trudna do przyjęcia bez jakichkolwiek wyjaśnień, lecz ciekawość tego, co kryje się po drugiej stronie, była silniejsza. Mimo wewnętrznych wahań, zwyciężyła ciekawość. Wyciągnęła ramię z różdżką ku przełożonej, a obie objęły się nawzajem za przedramiona.
— Hermiono Granger, czy uroczyście przysięgasz, że wszelkie szczegóły tej sprawy, zarówno jawne, jak i domniemane, zachowasz w najwyższej tajemnicy?
— Przysięgam.
— Czy przysięgasz zachować w tajemnicy wszelkie informacje uzyskane podczas pracy w Departamencie Tajemnic przed osobami spoza grona bezpośrednio zaangażowanego w sprawę oraz tymi, które posiadają odpowiednie upoważnienie?
— Przysięgam.
— Czy rozumiesz, że przysięga ta stanowi wiążący kontrakt magiczny, a jej złamanie skutkować będzie procesem mającym na celu ustalenie winy, z możliwością osadzenia w Azkabanie?
Hermiona przełknęła ślinę. Tego drobnego szczegółu wcześniej jej nie ujawniono, lecz skoro już się zobowiązała, należało iść dalej.
— Rozumiem.
Smugi eterycznej, srebrzystej magii oplotły ich dłonie i przedramiona. Czuła, jak zaklęcie splata się z jej własną magią i równie nagle, jak się pojawiło, zniknęło. Cecily uśmiechnęła się do niej promiennie.
— Dziękuję, Hermiono. A teraz... — weszły do środka bez zbędnej ceremonii, a Hermiona podążyła za nią wąskim korytarzem, po którego obu stronach znajdowały się zamknięte drzwi.
— Co wiesz o magii czasu?
Na jej policzki wstąpił rumieniec, a oczy rozszerzyły się nieznacznie. Niemal czuła ciężar zmieniacza czasu, który nosiła przed laty na szyi.
— Niewiele.
Szły szybkim krokiem, podczas gdy drzwi wokół nich obracały się gwałtownie, aż zatrzymały się przed jednymi, w których kamieniu wyryto runę czasu.
— Nie bądź taka skromna, panno Granger! Wiemy wszystko o twoich eksperymentach z czasem na trzecim roku. Wiemy także o konsekwencjach twojego jawnego lekceważenia praw czasu, jeśli chodzi o los Syriusza Blacka oraz... jak zwał się ten ptak?
Ciepło rozlało się po jej szyi, gdy Hermiona pisnęła:
— Hardodziob.
— Ach, tak! Ten niesforny hipogryf. Ale nie zaprzątaj sobie tym głowy. Trudno dziś pociągać cię do odpowiedzialności za tak jawne naruszenie praw czasu, skoro byłaś wówczas nieletnia. Twój dyrektor to już inna kwestia... — z cichym cmoknięciem Cecily podeszła do sali czasu, a drzwi otworzyły się szybko.
Hermiona była tu już kiedyś; choć po bitwie miejsce to wyglądało nieco inaczej. Ściany wciąż wypełniały magiczne urządzenia mierzące czas, wszelkich kształtów i rozmiarów, a światło nadal połyskiwało w całej komnacie, hipnotyzując ją, gdy przemierzała wąskie przejście.
— W XIX wieku Departament Tajemnic badał podróże w czasie przez blisko dziewięć lat. W tym okresie jedna z Niewymownych, Eloise Mintumble, doprowadziła do łańcucha katastrofalnych wydarzeń. Słyszałaś o niej?
Hermiona skinęła nieobecnie głową, jej spojrzenie przyciągnął jarzący się słój po drugiej stronie sali.
— Cóż, Eloise Mintumble cofnęła się w czasie do XV wieku. Utknęła tam na nie mniej niż pięć dni, a kiedy wróciła, jej ciało zaczęło gwałtownie się starzeć. Dziesiątki jej przodków przestały istnieć, po prostu zniknęły, jakby nigdy się nie narodziły. Cała sprawa była katastrofą, a przepisy dotyczące magii czasu od tamtej pory są pilnie strzeżone..
Cecily przerwała, dając Hermionie czas, by przyswoiła ogrom tego miejsca.
— Nadal badamy magiczne artefakty i wpływ czasu na magiczne istoty i tym podobne kwestie, ale korzystanie z podróży w czasie zostało zakazane nawet w tym departamencie. Nie mamy pojęcia, jakie konsekwencje mogłoby mieć coś tak drobnego, jak kichnięcie w przeszłości lub przyszłości dla teraźniejszości.
W jednej ze ścian pojawiły się drzwi, które otworzyły się bez zapowiedzi. Chłodny dotyk dłoni Cecily spoczął na ramieniu Hermiony, przyciągając jej uwagę, gdy kobieta uśmiechnęła się łagodnie i wskazała wejście.
— To wszystko jest niezwykle fascynujące — powiedziała szczerze Hermiona. — Nie mam jednak pojęcia, co ma to wspólnego ze mną.
Kolejne pomieszczenie było znacznie chłodniejsze, przecięte ogromnym rowem podobnym do tego z Komnaty Śmierci, którą Hermiona widziała przed laty. Pośrodku wznosił się potężny, surowy łuk, z którego złocista magia opadała ku kamiennej posadzce.
— Na zielone łąki Morgany, co to jest? — Hermiona pobladła, robiąc krok naprzód, gdy pulsująca w powietrzu magia zdawała się przyciągać ją do siebie. Była stara i potężna, wnikająca głęboko w ściany i podłogę.
— To — przerwała na moment, biorąc głęboki oddech — jest Tempus Motus. Mówiąc prościej, to właśnie dzięki temu Niewymowna Mintumble mogła podróżować w czasie. Na świecie istnieje kilka takich przejść, a to jest zapewne jednym z nowszych, wzniesionym za panowania ministra Gambola w XV wieku.
— To... — brwi Hermiony ściągnęły się, gdy usiłowała pojąć natłok informacji przedstawianych jej tak bezpośrednio. — To w ten sposób podróżuje się w czasie?
— Owszem. Choć, jak wspomniałam, jego użycie zostało zakazane kilka stuleci temu — ton Cecily stał się poważniejszy, gdy wskazała na kolejne drzwi w pomieszczeniu. Hermionie trudno było oderwać wzrok od potężnego łuku, lecz niechętnie podążyła za swoją przewodniczką. — Możesz więc wyobrazić sobie nasze zdumienie, gdy wczoraj po południu ten mężczyzna wypadł stamtąd.
Hermiona odwróciła się, kierując uwagę ku ostatniej komnacie. Była zdecydowanie najmniej interesująca: pozbawiona niemal wszelkiego umeblowania i osobliwości, jakie zdobiły poprzednie sale. Znajdowały się w niej jedynie dwa proste metalowe krzesła i jedno duże okno, za którym mieściło się bezosobowe pomieszczenie zatrzymań.
W środku siedział ten sam idiota z poprzedniej nocy, dłonie miał spokojnie ułożone na stole, a Hermiona westchnęła z irytacją.
— To Draco Malfoy. Pracuje w Departamencie Aurorów. Pewnie jakoś się tu zakradł i zajrzał tam, gdzie nie powinien...
Cecily odwróciła się ku niej gwałtownie, a jej oczy zabłysły, gdy przyglądała się twarzy Hermiony.
— To niemożliwe, auror Malfoy nie byłby w stanie zakraść się do tych pomieszczeń.
— Nam się udało — odparła Hermiona, przechylając głowę na bok, gdy ekscytacja w jej wnętrzu zaczęła gasnąć. — I dokonaliśmy tego jako dzieci. Draco Malfoy potrafi narobić sobie kłopotów, jeśli zostawić go bez nadzoru.
Lecz zaraz... poprzedniego wieczoru była przecież z Malfoyem w barze. A zatem nie mógł się tu przecież zatoczyć kompletnie pijany. Ktoś ewidentnie mijał się z prawdą.
— Przyjrzyj się uważniej, Hermiono. — Cecily odsunęła się, pozwalając jej podejść bliżej zaczarowanej tafli szkła.
Nie było wątpliwości, że to Draco Malfoy; to było aż nazbyt oczywiste. Jednak przy bliższym spojrzeniu dostrzegła pewne subtelne różnice. Jego włosy były nieco dłuższe, zaczesane do tyłu zamiast krótko przystrzyżonych. Zamiast gładko ogolonej twarzy, jaką miał jeszcze poprzedniej nocy, jego szczękę pokrywał cień zarostu. Wokół tych samych srebrzystych oczu pojawiły się zmarszczki, których wcześniej nie było.
— Chce pani powiedzieć, że Draco Malfoy wypadł z tego Tempus Motus zeszłej nocy... skąd właściwie? Z przyszłości? — zapytała z niedowierzaniem, w jej głosie pobrzmiewała ironia.
— Zgadza się.
— I jaki to ma związek ze mną? Może i miałam z tym do czynienia, ale nigdy nie studiowałam podróży w czasie ani niczego podobnego.
Spojrzenie Cecily pociemniało, gdy sięgnęła ku drzwiom prowadzącym do pomieszczenia zatrzymań.
— Auror Malfoy nie chce rozmawiać z nikim prócz ciebie. W istocie stanowczo się tego domaga. Zgodził się współpracować w granicach prawa i pomóc w naszym dochodzeniu dotyczącym tego, jak i dlaczego się tu znalazł oraz jak go odesłać z powrotem, lecz najpierw musi porozmawiać z tobą.
Hermiona gwałtownie odwróciła głowę, ponownie wpatrując się w mężczyznę za szybą.
— Prosił o mnie? Powiedział dlaczego?
Niewymowna Sanders wyprostowała się i uniosła podbródek, patrząc na Hermionę z powagą.
— Proszę wejść, panno Granger. Wszystko, co zostanie tu powiedziane, jest rejestrowane, więc nie trzeba sporządzać notatek. Proszę jedynie dowiedzieć się, czego od pani potrzebuje, abyśmy mogli kontynuować dochodzenie.
Drzwi rozsunęły się, a Hermiona wciągnęła gwałtownie powietrze, po czym przekroczyła próg. Skrzyżowała ramiona na piersi. Gdy podniósł głowę, nie sposób było nie dostrzec, jak opadły jego barki i jaką ulgę przyniósł mu jej widok.
— Na Merlina, wreszcie jesteś!
Jej brwi ściągnęły się, gdy podeszła bliżej; z bliska różnice w jego wieku były znacznie wyraźniejsze. Część jego włosów nie miała już młodzieńczego blondu, lecz połyskiwała srebrzystą bielą przy skroniach. Na szyi widniała paskudna blizna, znikająca pod kołnierzem. Najbardziej uderzający szczegół jednak znajdował się na trzecim palcu jego lewej dłoni. Była to obrączka.
— Malfoy?
— Jak się masz, kochanie? Zaskoczona na mój widok? — jego usta uniosły się w znajomym, zuchwałym uśmieszku, a brwi powędrowały ku górze, gdy wyciągnął ku niej rękę. Hermiona drgnęła i cofnęła się, patrząc na niego surowo. — Ach... tego się obawiałem. Powiedz, jaka jest dziś data?
— Dwunasty września 2003 roku. Skąd ty właściwie jesteś?
Uśmiech Malfoya poszerzył się nieznacznie, a on przeczesał dłonią włosy, w których połyskiwały srebrne pasma.
— Nie powinnaś raczej zapytać z kiedy, kochanie? — jej brwi ściągnęły się, a on zaśmiał się cicho.
— Rok 2023.
Z jej ust wyrwało się niedowierzające parsknięcie.
— To niemożliwe. Pochodzisz z przyszłości, oddalonej o dwadzieścia lat?
— Właśnie tak.
— I czego, na Boga, ode mnie chcesz? Mam pracę, którą mogłabym wykonywać, wiesz? Jak to możliwe, że dwadzieścia lat później wciąż robisz wszystko, by doprowadzić mnie do szału?
Podbródek Malfoya opadł ku piersi, a on zaśmiał się bez cienia wesołości.
— Zawsze mówisz podobne rzeczy, wiesz? Ostatnim razem byłaś na mnie wściekła, bo zapomniałem nakarmić kota. Oskarżyłaś mnie nawet, że specjalnie go głodzę, by cię zdenerwować.
Puls Hermiony dudnił jej w uszach, a krew odpłynęła z jej twarzy.
— Kota?
— Tak, uparłaś się, by przygarnąć to nędzne stworzenie, a ja nie miałem siły cię powstrzymać. — Malfoy spojrzał na nią spod długich rzęs, a w kąciku jego ust pojawił się krzywy uśmiech.
— Draco Malfoyu, zacznij mówić jasno — wyszeptała, opierając dłonie o oparcie metalowego krzesła naprzeciw niego.
— W świecie, z którego pochodzę, jesteś Hermioną Granger-Malfoy. I to od niemal dwóch dekad.
Jej kolana ugięły się, a Hermiona podparła się o krzesło, łapiąc krótkie, urywane oddechy.
— Jestem twoim mężem, Hermiono.
🕰️🕰️🕰️
OD TŁUMACZKI:
Witam w nowym tłumaczeniu, tym razem publikowanym również tutaj a watt, jednak niezmiennie zachęcam do zajrzenia na AO3 na moje inne tłumaczenia, które są obecnie publikowane.
Jeśli czekacie na "Pragnienia Dworu Malfoyów" lub "Columbę i Aquilę" to nic się nie zmienia. Rozdziały będą pojawiać się dalej w swojej kolejności (dwa rozdziały pragnień w tygodniu i jeden Columby). "Kłopotliwa natura czasu" natomiast jest dość krótkim tekstem ( 9 rozdziałów + epilog), któremu został już dawno przeze mnie przetłumaczony i wreszcie zdecydowałam się na publikacje. Z tego względu rozdziały będą wpadać co trzy dni :), więc publikacja skończy się jeszcze w tym maju.
Wspomnę jeszcze, że nie posiadam oficjalnej zgody na tłumaczenie, ponieważ autorka opuściła fandom w 2023 roku. Gdyby wróciła i nie wyraziła zgody na publikację, tłumaczenie zostanie ściągnięte.
Bawcie się dobrze
Cravedka
