Chapter Text
-Dychę mogę za to dać.
-Dychę? To jest warte co najmniej dwie!
-Albo weźmiesz dychę, albo wypierdalaj stąd.
Feliks prychnął w stronę mężczyzny prowadzącego skup złomu, ale ostatecznie wziął banknot dziesięciozłotowy; przyjrzał się podobiźnie Mieszka Pierwszego i schował go do kieszeni. Może następnego dnia poszczęści mu się trochę bardziej.
Do tej pory zajmował się głównie zbieraniem złomu i puszek po piwie, niekiedy zabieranych spod rąk lokalnych pijaczków, zbyt wstawionych by zrozumieć co się wokół nich dzieje; chodził codziennie po mieście i okolicach, przeszukiwał brzeg rzeki i stare pustostany za miastem, ale niewiele udawało mu się w ten sposób zebrać. Czasem znalazł szklaną butelkę, za którą dostawał skromną kaucję, albo jakąś zagubioną biżuterię, ale wiedział doskonale, że jego obecna strategia na zdobywanie pieniędzy była po prostu zła. Szukał normalnej pracy, roznosił cv gdzie tylko się dało, ale do tej pory nie udało mu się znaleźć zatrudnienia na stałe. Rządowa renta została wstrzymana, a jego dług rosnął z każdym dniem. Potrzebował nowego planu, miał już nawet jeden pomysł, o którym wolał nie myśleć, ale tego dnia był już tak zmęczony, że jedyne o czym marzył to wrócić na mieszkanie, wykąpać się i jebnąć w łóżko.
Feliks wszedł na ulicę prowadzącą do bloku, w którym mieszkał i już z dala mógł zobaczyć, że coś było nie tak. Zwolnił i przyjrzał się uważnie zamieszaniu na chodniku, po czym przyspieszył i zaczął biec. Zatrzymał się przed blokiem; właściciel mieszkania, w którym wynajmował pokój wyniósł na ulicę wszystkie jego rzeczy, spakowane w stare reklamówki z supermarketów.
-Ej, Co jest?! - spytał wściekle Feliks, podbiegając do reklamówek, wypełnionych jego ubranami; na wierzchu jednej z nich leżała torba z laptopem, którą chwycił przerażony, że sprzęt mógł się zniszczyć.
-Od dwóch miesięcy nie dostałem czynszu, ostrzegałem, że jeśli nie zapłacisz to wylatujesz.
-No, ale przecież zapłacę, tylko…
-Mam już nowego najemcę. Wynoś się.
Feliks założył na siebie torbę z laptopem i spojrzał wściekle na właściciela. Nie miał przy sobie dość pieniędzy, żeby uregulować zaległe płatności, ale nie miał zamiaru odpuszczać.
-To jest jawna dyskryminacja! - wykrzyczał, równocześnie wskazując na swoją prawą nogę; do kolana przymocowana była proteza. - Widzicie to ludzie?! - zawołał, rozglądając się wokoło. - Kalekę na bruk wyrzuca, kalekę!
Żaden z przechodniów nie ruszył mu na pomoc; Feliks miał ochotę wykrzyczeć jeszcze kilka rzeczy, ale powstrzymał się. Właściciel i tak nie zmieniłby zdania, a ludzie wokół mieli gdzieś jego krzywdę. Westchnął, ostatni raz spojrzał na blok, w którym nie tak dawno mieszkał; nie oddał klucza, ale bardzo możliwe, że właściciel wymienił zamki, tak czy siak, nie było sensu próbować wracać do tego mieszkania. Poprawił torbę z laptopem i wziął w ręce obie reklamówki z ubraniami i innymi pierdołami.
Feliks nie wiedział co robić. Nie miał do kogo iść; mógł wynająć pokój w hotelu za ostatnie grosze jakie posiadał, ale nie chciał wydawać pieniędzy. Przypomniał sobie, że nie tak dawno temu szukał puszek w pustostanie, na skraju miasta. Może nie był to pięciogwiazdkowy hotel, ale zawsze było to lepsze niż ulica i postanowił właśnie tam spędzić nadchodzącą noc. Było lato, więc nie musiał obawiać się hipotermii. Bardziej obawiał się nieproszonych gości; zarówno ludzkich jak i zwierzęcych, chociaż tak prawdę mówiąc, gdyby napadli go złodzieje, to nie obłowili by się za bardzo. Laptop i telefon to były w zasadzie jedyne wartościowe rzeczy jakie posiadał, a i tak nie były to najdroższe modele. Nie mógł ich sprzedać, bo były mu potrzebne do szukania pracy, ale ostatecznie też by sobie bez nich poradził; na razie wolał ich nie sprzedawać i zostawić je na czarną godzinę. Starych ubrań i książek raczej nikt nie chciałby kraść, no może poza bezdomnymi. Najbardziej obawiał się, że ktoś przy okazji mógłby go pobić, już teraz miał problemy ze zdobyciem pracy, a gdyby tak się stało, byłoby mu jeszcze ciężej zarobić.
Ostatecznie zdał się na wolę losu. Wszedł do budynku, który kiedyś był magazynem; wnętrze zdawało się być puste. Feliks przespacerował się po parterze, wolał nie ryzykować wchodzenia na wyższe piętra, znalazł sobie "przytulny" kąt, w którym było stosunkowo mało śmieci i rozbitego szkła. Rozłożył część ubrań na brudnym betonie i położył się, oglądając przez dziurę w ścianie niebo, które ściemniało się i rozbłyskujące na nim gwiazdy
Feliks obudził się, był cały i żywy; nikt go nie okradł, nie pobił, ani nie zjadł. Nowy dzień oznaczał nowe wyzwania, ale też nowe możliwości. Przede wszystkim potrzebował jakiegoś miejsca do spania, innego niż pustostan. To i praca były jego priorytetami. Wiedział, że niedługo będzie musiał spotkać się z nieciekawymi typami i oddać część długu, a nie miał wiele. Może zamiast wynajmować pokój lepiej będzie zostać jakiś czas w tym pustostanie? Póki co było ciepło i wyglądało na to, że nikt inny tam nie zamieszkiwał.
Feliks zostawił ubrania w budynku i z laptopem udał się do miejscowej kawiarni. Usiadł na miejscu, które były blisko gniazdka, do którego podłączył telefon i laptop. Zamówił herbatę, gdyby nie kupił niczego pewnie by go wywalili, a to i tak była najtańsza opcja. Postawił komputer na stolik i otworzył go. Odetchnął z ulgą, bo laptop działał. Miał trochę czasu zanim baterie się naładują.
Miał dość. Wysyłał cv wszędzie gdzie tylko się dało, ale ciężko było znaleźć cokolwiek gdy nie miał żadnych kwalifikacji, nawet na kasę w sklepie nie chcieli go przyjąć. Aplikował do każdej możliwej roboty, chodził po mieście i wypytywał przez ostatni rok, ale nigdzie nie chcieli go zatrudnić na stałe. Tego dnia odpuścił sobie całkowicie szukane pracy, a zamiast tego skupił się na znalezieniu sobie czegoś do mieszkania, tylko żeby uniknąć takiej samej sytuacji co dzień wcześniej będzie musiał płacić czynsz, co niestety oznaczało, że wolniej spłaci dług.
Wziął łyk herbaty.
Był zły na siebie, że doprowadził się do takiej sytuacji i nie potrafił sobie z nią poradzić, ale nie chciał nikogo prosić o pomoc, wierzył, że skoro sam się w to wpakował to i sam będzie musiał się z tego wygrzebać.
Wrócił do przeglądania ogłoszeń. Każdy pokój w mieście kosztował co najmniej kilka stówek. Starał się ograniczyć lokalizację do miasta, w którym teraz przebywał, gdyby wyprowadził się zbyt daleko, ludzie u których był zadłużony mogliby pomyśleć, że próbuje uciec, a to nie miałoby zbyt dobrych konsekwencji.
Po kilku minutach scrollowania trafił na ogłoszenie wynajmu pokoju za… zero złotych? Podejrzewał podstęp, ale kliknął w ogłoszenie. W opisie autor napisał, że wynajmie pokój nie za pieniądze, a za… spotkania towarzyskie kilka razy w miesiącu. Feliks poczuł jak się czerwieni, przymknął laptop i uśmiechnął się pod nosem. Od razu domyślił się, że chodzi o seks. Ktoś był na tyle zdesperowany, by wynająć pokój za stosunek. A może to było bardziej niewinne niż myślał? Kiedyś widział podobne ogłoszenie wystawione przez starszą panią, która szukała sobie koleżanki w podobnym wieku, bo jej wnuki i dzieci nie odwiedzały czy coś. Otworzył laptop i przyjrzał się uważnie opisowi. Dziwne, oferta była skierowana jedynie do mężczyzn przed trzydziestką. Gej, albo starsza panna z potrzebami, pomyślał.
Feliks uspokoił się i zastanowił. Zawahał się na myśl o wynajmie pokoju nie za pieniądze, tylko za seks. Dawno temu, w poprzednich wiekach przez pewien czas pracował w ten sposób, nie wstydził się tego, nawet jeśli inni się z niego śmiali, co prawda nie robił tego od wieków i postanowił zostawić to w przeszłości, ale teraz… Gdyby nie płacił za czynsz pieniędzmi tylko ciałem, to sporo by zaoszczędził i szybciej spłacił dług. Bezpieczniej było mieszkać w bloku niż pustostanie. Z drugiej strony kto mógł stać za takim ogłoszeniem? Może jakiś niebezpieczny zboczeniec, który by go pobił, albo zgwałcił, albo nawet próbował zamordować? A najlepiej jedno i drugie. Feliks chciał zadzwonić mimo obaw, ale uznał, że nie jest jeszcze aż tak zdesperowany. Musiał jednak się upewnić czy to nie jest tylko jakiś głupi żart. Zamiast dzwonić postanowił wysłać wiadomość.
"hej, jestem zainteresowany wynajmem pokoju za barter, możemy się spotkać na mieście i porozmawiać?"
Feliks wysłał wiadomość. Może z rozmowy uda mu się coś wywnioskować. Umówi się z tą osobą na mieście, ale przecież nie musi mówić jak wygląda, ani kim jest; zobaczy z dala co to za typ i może uda mu się ustalić czy jest to warte ryzyka. Bo tak szczerze, w sytuacji w której się znalazł prędzej czy później pewnie i tak trafiłby na ulicę. Przynajmniej zarobiłby o wiele lepiej niż to co zbierał teraz.
Feliks wyszedł na miasto i rozglądał się za jakąś pracą. Po drodze zbierał puszki i butelki z koszów na śmieci i krzaków. Przestał się już tym brzydzić dawno temu, wolał grzebać w śmieciach niż posunąć się do kradzieży czy innego przestępstwa. Przysiągł sobie, że bez względu na to jak źle będzie, pozostanie uczciwy. Po drodze znalazł ręczne napisane ogłoszenie o pracę jaką było skoszenie trawnika. Feliks bez wahania zerwał kartkę i zadzwonił pod zapisany na niej numer. Powiedział, że od razu może przyjść i wziąć się za robotę.
Feliks dotarł na miejsce po kilkunastu minutach. Nie był w najlepszej forme fizycznej, ale szybko skosił całe podwórko; zatrzymywał się i biegał z pełnymi koszami na kompostownik, gdzie wywalał skoszoną trawę i chwilę odpoczywał po czym wracał do pracy; od tego wysiłku robiło mu się czasem słabo, ale odczekiwał chwilę i kontynuował robotę. Chciał skończyć zadanie jak najszybciej by jak najszybciej znaleźć coś nowego. Właściciel dał mu obiecane 30 złotych i podziękował.
-Jakby trzeba było coś jeszcze skosić…
-Tak przez co najmniej miesiąc nie będzie to konieczne.
-A. No tak. - odpowiedział Feliks i zniechęcony wrócił na miasto
Przeglądał też inne drobne oferty; czasem udało mu się umyć okna, pozamiatać podłogi, ale wiedział, że potrzebuje stałej pracy. Do końca dnia zajął się zbieraniem puszek i butelek. Z niecierpliwością czekał na odpowiedź od właściciela pokoju i bał się, że to ogłoszenie to mógł być tylko durny żart, na który dał się nabrać.
Nadeszła noc, Feliks czekał cierpliwie aż się ściemni, żeby móc podejść do sklepowego śmietnika i zobaczyć czy znajdzie się tam coś zdatnego do jedzenia. Tak, może było to trochę ohydne i niezbyt higieniczne, ale darmowe. Przestał brzydzić się tym dawno temu, gdy okazało się, że wielu ludzi wybiera taki sposób odżywiania się. Nigdy co prawda nie trafił na drugą osobę szukającą jedzenia, co najwyżej na kota, albo wronę. Znalazł kaszę i ryż w zamkniętych opakowaniach i po terminie; szkoda tylko, że nie miał jak tego ugotować. Tego dnia szczęście mu nie dopisało i zmęczony postanowił wrócić już do pustostanu, i przespać w nim kolejną noc.
Feliks szedł brzegiem rzeki zmęczony i głodny. Coraz bardziej myślał o tym, żeby zwrócić się do kogoś po pomoc. Bał się, że nikt nie będzie chętny by mu pomóc, wiedział, że czasem bywa wrednym chujem. Teraz myślał już tylko o tym, żeby położyć się spać chociażby na twardym betonie. Wszedł do budynku i skierował się w stronę kąta, w którym usłał sobie gniazdko. Już z dala słyszał podejrzane odgłosy; wszedł do pomieszczenia i zobaczył dwójkę mężczyzn, którzy przeglądali jego ubrania
-Zostawcie to!- krzyknął, stojąc w progu.
Mężczyźni wstali i ruszyli w stronę Feliksa, który pożałował swoich słów. Odwrócił się i zaczął uciekać; obcy rzucali w niego kamieniami i śmieciami. Feliks oberwał kilkoma z nich w plecy i głowę, ale na szczęście nie na tyle mocno, żeby go faktycznie zranić.
Feliks wybiegł w pola; już od dawna nikt go nie ścigał, starał się uciec przed sobą i swoim losem. Usiadł pod drzewem i schował twarz w rękach; miał ochotę płakać, ale starał się powstrzymać, gdy usłyszał grzmoty w dali, a gdy runął deszcz już nie miał absolutnie żadnych sił. Pozwolił łzom płynąć. Wstał nagle, przetarł twarz dłonią i ruszył głębiej w las; chciał skryć się pośród drzew, żeby laptop i telefon się nie zepsuły. Nie miał już zamiaru z nich korzystać, chciał je sprzedać jak najszybciej i zebrać choć trochę więcej pieniędzy, ale by to zrobić, musiały być w dobrym stanie.
Usiadł pod drzewem; w głębi lasu było troszkę lepiej, choć deszcz nadal lał jak z cebra ale liście w małym stopniu powstrzymywały krople. Feliks ściągnął torbę z laptopem i skulił się, przytulając ją mocno, mając nadzieję że w ten sposób uchroni chociaż trochę sprzęt przed wodą.
Feliks obudził się nad ranem; deszcz ustał w środku nocy, ale był niemal cały przemoczony. Wyszedł na zewnątrz lasu; niebo było zachmurzone, a w powietrzu unosiła się gęsta mgła, ale wiedział, że wkrótce ziemię otulą ciepłe promienie słońca. Miał nadzieję, że uda mu się trochę wyschnąć zanim pójdzie do miasta, póki co i tak wszystko było pozamykane.
Feliks usadowił się pod drzewem, położył obok siebie torbę z laptopem i czekał, pozwalając słońcu otulić jego przemoknięte ciało. Było nieprzyjemnie, ale na szczęście nie było aż tak zimno, by się trząsł.
Siedział w słońcu dwie godziny, próbując wymyślić jakiś plan. Wyciągnął telefon, który na szczęście nadal działał. Sprawdził czat w portalu z ogłoszeniami; widział wyraźnie, że autor ogłoszenia przeczytał jego wiadomość, ale nie odpowiedział. Feliks westchnął. Spodziewał się tego, ale z tyłu głowy mam cały czas nadzieję, że może jeszcze dostanie odpowiedź.
Był już praktycznie cały suchy, tylko ubrania nadal były lekko zmoknięte, chociaż zarówno słońce jak i ciepło jego ciała powoli suszyły materiał. Przed pójściem na miasto musiał jeszcze sprawdzić czy laptop działał. Przeciągał ten moment, ale wreszcie odsunął zamek. Wnętrze było suche, laptop też nie wyglądał na wilgotny. Ostrożnie wyciągnął go na zewnątrz i postawił na suchym kamieniu. Otworzył go i włączył. Odetchnął z ulgą gdy zobaczył ekran logowania. Wpisał hasło i wyglądało na to, że wszystko działało tak jak powinno. Schował urządzenie i wstał.
W drodze do miasta cały czas myślał o ofercie. Nie dostał żadnej odpowiedzi, ale jeszcze było wcześnie, autor mógł nie mieć do tej pory czasu. Nie miał problemu, żeby uprawiać seks za wynajem, ale tylko pod warunkiem, że odbywałoby się to na jego warunkach. Wyraźnie ustalone zasady, to z czym się dobrze czuł, a czego nie będzie robił, seks tylko w ustalonych dniach i nic więcej, żadnego dobierania się, klepania w tyłek czy całowania albo chociażby przytulania. Westchnął. Coraz bardziej myślał o tym, że powrót do starego zawodu może być nieunikniony. Nie była to praca marzeń, ale pewniejsza niż to, co robił do tej pory. Zaczął w głowie liczyć, gdyby tak brał 50 zł za jeden stosunek i obsługiwał kilka osób dziennie to byłby w o wiele lepszej sytuacji niż zbierając puszki; tylko nie miał żadnej pewności, że w ogóle znajdzie klientów. Nie sądził, że miał w tym momencie jakikolwiek wybór; na pewno nie zaszkodziło spróbować. Już dawno przestało go obchodzić co inni o nim myślą, jeśli to był sposób, żeby szybko pozbyć się długu, a co za tym idzie nieprzyjemnych ludzi walczących się za nim jak cień - to był gotowy to zrobić.
Kierował się w stronę kawiarni, żeby podładować laptop, gdy usłyszał powiadomienie. Wyciągnął telefon i zobaczył, że dostał odpowiedź. Serce zabiło mu mocniej, ale schował telefon. Wszedł do kawiarni, zamówił herbatę i usiadł na spokojnie. Widział, że zarówno kelnerka jak inni klienci przyglądają mu się z obrzydzeniem. Fakt, że nie wyglądał najlepiej - może w nocy pójdzie nad rzekę, żeby się wykąpać. Dostał herbatę i zamieszał w niej łyżką. Wyciągnął wreszcie telefon, nie był w stanie wytrzymać dłużej i sprawdził wiadomości.
"możemy spotkać się na rynku przy posągu mickiewicza. wolę porozmawiać osobiście"
Feliks przełknął ciężko ślinę. Wahał się, ale przecież nie zaszkodziło pójść i zobaczyć kim jest ogłaszający. Będzie przyglądał się z dala pomnikowi i zobaczy kto będzie się pod nim kręcił. Nie pokazywał swojego zdjęcia więc może udawać, że to nie on interesował się ogłoszeniem
"o której godzinie?"
"kończę pracę o 15, może być 16?"
"tak"
Feliks schował telefon i wypił herbatę. Miał jeszcze sporo czasu do szesnastej. Postanowił, że wykąpie się w rzece teraz, jeśli uzna że chce zaryzykować i wynająć pokój w zamian za seks to wolałby się lepiej prezentować, albo przynajmniej nie śmierdzieć. Opuścił kawiarnię i wszedł do pierwszego lepszego sklepu, by kupić nową, czystą koszulkę, spodnie i bieliznę. Wziął najtańsze co znalazł i udał się nad brzeg, przy którym siedział kilka godzin wcześniej.
Feliks odłożył torbę z laptopem i telefon pod drzewem. Rozejrzał się i wyglądało na to, że był sam, ale sporo ryzykował w dzień. Było całkiem ciepło, więc miał nadzieję, że jeśli ktoś go zobaczy, to uzna, że po prostu chciał się wykąpać w rzece, tak jak robi to wiele osób. Położył czyste ubrania na kamieniu przy brzegu i rozebrał się do bielizny, wszedł do wody, która była zimna, jeszcze nie zdążyła się nagrzać. Przezwyciężył początkowe dreszcze i wszedł głębiej, umył się tak dobrze jak tylko mógł to zrobić w rzece. Przemył włosy, chociaż wiedział że to wiele nie pomoże. Gdyby miał grzebień… Może jak wyschnie to zajdzie do sklepu i go kupi. Mając gdzie spać o wiele łatwiej mu będzie się ogarnąć i powoli wrócić do normalnego życia, ale tak się nakręcił że na chwilę zapomniał, że to może być tylko żart.
Wytarł się starymi ubraniami do sucha i założył czyste rzeczy. Było jeszcze sporo czasu, ale nie miał nic lepszego do roboty i wolał już czekać w parku albo na rynku niż w lesie.
Godziny strasznie mu się dłużyły, ale w końcu dochodziła szesnasta. Feliks siedział na ławce zdenerwowany i przyglądał się stojącemu w odległości kilkunastu metrów Mickiewiczowi. Zobaczył starszego, otyłego mężczyznę, który zatrzymał się przy pomniku na chwilę. Feliks wyciągnął telefon i wysłał wiadomość. "jestem na miejscu". Mężczyzna nie zareagował, nie wyciągnął swojego telefonu, a po chwili ruszył dalej.
Było już kilka minut po szesnastej, gdy Feliks dostrzegł znajomą twarz kręcącą się obok wieszcza narodowego. Nie był w stanie powstrzymać ciekawości, wstał i ruszył w stronę pomnika.
-A ja myślałem, że pozbyłem się już wszystkich prusaków ze swojego domu, jak widać jeden zdołał przeżyć. - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
Gilbert wzdrygnął się i niemal wypuścił telefon z rąk. Odwrócił się gwałtownie i od razu uspokoił, widząc Feliksa.
-Nie mam na ciebie czasu, idź sobie pobyć gdzie indziej.
-Chyba się zapominasz, ja jestem dokładnie tam gdzie powinienem być, ale ty…
-Śmiej się ile chcesz, ale ja nie zamierzam zawracać sobie tobą głowy. A teraz wybacz, ale na kogoś czekam.
Feliks parsknął pod nosem, nie spieszyło mu się nigdzie, też był umówiony, rozejrzał się wokół, ale nigdzie nie widział osoby, z którą był umówiony, nawet nie wiedział jak ta osoba wyglądała. Gilbert w tym zdążył na spokojnie napisać wiadomość i ją wysłał. Równocześnie Feliks usłyszał powiadomienie dochodzące z jego telefonu, wyciągnął urządzenie.
"przepraszam za spóźnienie, też już jestem”
Odwrócił się gwałtownie i spojrzał na Gilberta, który szybko podniósł głowę.
-Nie pierdol… To ty wystawiłeś to ogłoszenie? - spytał Feliks z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Czekaj… to ty na nie…
-No nie wierzę, wiedziałem, że ten kto wystawił ogłoszenie wynajmu pokoju za seks to musi być bardzo smuty osobnik, ale w życiu bym się nie spodziewał, że to będziesz ty!
-Za... Seks?
-Spotkanie towarzyskie? Serio? Bardziej kreatywnego eufemizmu nie udało ci się wymyślić?
-Ja... Ja byłem pijany! - Gilbert starał się udawać rozluźnionego, uśmiechnął się i włożył dłonie w kieszenie spodnie. - A to był tylko durny żart! Tak, napisałem to po pijaku, a potem postanowiłem zobaczyć kto będzie na tyle zdesperowany, żeby odpowiedzieć na ogłoszenie no i proszę! Pokazałeś się ty!
-Ja… Ja też chciałem tylko zobaczyć kto jest tak żałosny i spragniony, że aż wystawia pokój w zamian za seks! - powiedział Feliks, krzyżując ręce na piersi. - Oczywiście, że nie miałem zamiaru wynajmować pokoju za seks, przecież to głupie żałosne. Tak samo zresztą jak ty.
Obaj stali obok i uśmiechali się nerwowo, unikając kontaktu wzrokowego. Gilbert, chcąc nie chcąc, zwrócił uwagę na protezę nogi, ale bał się zapytać. Stali obok i nie wiedzieli co zrobić.
-A tak w ogóle - powiedział po chwili Feliks - to nie znasz może kogoś kto faktycznie wynajmuje pokój w niskiej cenie?
-Nie, a co? Nie masz gdzie mieszkać?
-Ugh… Nawet gdybym nie miał, to już wolę spać na stacji kolejowej niż u ciebie.
Gilbert obserwował w ciszy Feliksa, który ruszył w stronę stacji. Ostatnia osoba, której się spodziewał to był Feliks. Zastanawiał się czy faktycznie przyszedł dla żartu, czy może na poważnie rozważał tę ofertę. Wiedział tak samo jak niemal każdy, co Feliks niegdyś robił i jeśli naprawdę chciał przyjąć taką ofertę to musiał być w naprawdę ciężkiej sytuacji. Proteza nogi chyba była dość mocnym dowodem na to, że w jego życiu nie działo się najlepiej.
Odwrócił się i ruszył w stronę bloku, w którym mieszkał. Miał wolny pokój, który chciał wynająć. To ogłoszenie wystawił po tym jak wrócił raz pijany z baru, ale prawda była taka, że “spotkanie towarzyskie” to nie był żaden eufemizm. Od dwóch lat mieszkał sam w Polsce, choć nie z własnej woli, Ludwig przyjeżdżał do niego czasem, ale tylko na kilka dni. W pracy nikt go nie lubił i miał problem znaleźć przyjaciół czy chociażby znajomych. Wystawił ogłoszenie, bo był wściekły i zdesperowany. Był gotów wynająć pokój za jedno lub dwa spotkania w tygodniu. Może wypad do kina, wspólny posiłek czy rozmowa. Ale zdawał sobie sprawę z tego, że to było nawet bardziej żałosne i cringowe niż wynajmowanie za seks. Chciał zdjąć ogłoszenie od razu gdy tylko wytrzeźwiał, ale wtedy dostał wiadomość i zastanawiał się czy by jednak nie spróbować. Postanowił przyjść na spotkanie i zobaczyć kogo spotka, a potem zdecydować.
Zastanawiał się też czy słowa o spaniu na stacji kolejowej były prawdziwe, czy tak tylko powiedział. Przecież mimo wszystko miał wolny pokój. Jeśli Feliks był w potrzebie to mógł wynająć mu go normalnie, za pieniądze. Gilbert nie miał nic lepszego do roboty, nie był z nikim umówiony, ani nikt na niego nie czekał, więc ruszył powoli w stronę stacji kolejowej.
Feliks był zawiedziony, ale tak szczerze. Już pogodził się z myślą, że będzie musiał zapłacić ciałem za pokój i był na to gotowy. Był gotowy ugiąć nieco swoją dumę, żeby tylko nie musieć spać pod mostem. Dla niego to nie było nic wielkiego, zawód jak każdy inny, ale wiedział co wielu ludzi o tym myśli. Dotarł na stację kolejową, która była niemal pusta. Dostrzegł wolną ławkę i ruszył w jej stronę. Przynajmniej będzie spał pod dachem w razie deszczu. Usiadł na ławce i pomyślał o tym, że mógł wybrać się do przytułku dla bezdomnych dopóki czegoś nie wymyśli. O ile będą tam mieli dla niego miejsce. Postanowił wstrzymać się z tym póki jeszcze trwało lato i mógł spać na zewnątrz. Jeśli czegoś nie znajdzie, a noce zaczną się ochładzać, to wtedy poszuka schronienia.
Było jeszcze jasno, ale powoli zaczynało się ściemniać. Feliks położył się na ławce, ściskając laptop między rękoma; miał nadzieję że nikt go nie okradnie, ani nie pobije. Nie wiedział co innego mógł zrobić, więc czekał aż nadejdzie noc.
Gilbert stał w dali i widział Feliksa, kładącego się na ławce. Naprawdę miał zamiar tam spać. Zrobiło mu się głupio, może nie byli najlepszymi przyjaciółmi, ale nie mógł patrzeć jak Feliks śpi na dworcu. Tylko czy przyjmie jego propozycję, czy nie uniesie się dumą?
Feliks powoli zasypiał, gdy poczuł obok siebie czyjąś obecność. Otworzył oczy i podniósł się; przed nim stała grupka młodych chłopaków, mówili coś, ale Feliks ich nie słuchał. Wiedział, że nie mają dobrych zamiarów. Ścisnął mocno laptopa; nie miał zamiaru czekać żeby przekonać się czego faktycznie chcieli, więc wstał z ławki i ledwo udało mu się wyminąć młodego mężczyznę, który wyciągał w jego stronę rękę.
Feliks uciekał szybko, ale potknął się i upadł. Grupa dresów była już tuż przy nim i poczuł kopnięcie w bok. Mimo bólu ściskał mocno laptopa, już wolał zniszczyć sprzęt niż im go oddać. Długo stawiał opór, ale nie był w stanie przeciwstawiać się im do końca. Jeden z chłopaków wyrwał mu torbę, stanął nad nim, śmiejąc mu się w twarz, gdy ktoś złapał go za ramię, odwrócił i uderzył z całej siły w twarz, zabierając przy okazji laptop. Feliks podniósł się i uciekł na kilka metrów, przyglądając się Gilbertowi, który bez problemu rozprawił się z gromadą dresów. Ostatni z nich uciekł zanim padł chociażby jeden cios w jego stronę.
Po wszystkim Gilbert zarzucił na ramię torbę z laptopem i podszedł do Feliksa.
-Ugh… Dzięki. - wydusił Feliks.
-Wiesz, jednak znam kogoś kto ma pokój na wynajem.
-Serio? - Feliks rozchmurzył się, poczuł przypływ nadziei.
-No, ja mam wolny pokój. Czynsz dogadamy na miejscu.
Feliks nie wiedział co odpowiedzieć. Bez słowa ruszył za Gilbertem, który zaczął kierować się w stronę miasta. Po godzinie stanęli przed blokiem i weszli do środka.
-A tak właściwie - zaczął Feliks. - Co ty tu robisz? W sensie, dlaczego nie mieszkasz u siebie?
-Ja… Ja przeprowadziłem się dwa lata temu, bo… bo potrzebowałem odmiany. - Gilbert speszył się i unikał kontaktu wzrokowego. - Chciałem jechać trochę gdzie indziej, ale wylądowałem tutaj, potem znalazłem pracę i tak zostało. Z resztą, nie muszę ci się z niczego tłumaczyć, nie mam zakazu mieszkania zagranicą.
-No nie.
Weszli do środka; mieszkanie było małe, ale ładne i w pełni umeblowane. Gilbert zamknął drzwi i ściągnął z siebie torbę z laptopem, którą podał Feliksowi.
-No kto to widział, żeby obcy żył sobie jak król, a ja, swojak bez dachu nad głową. - skomentował Feliks, wchodząc do kuchni i siadając przy stole.
-A ty? Dlaczego nie masz dachu nad głową?
Feliks otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale speszył się, odwrócił wzrok i ostatecznie nie powiedział nic; złapał dłonią materiał koszulki i zaczął miąć ją między palcami. Gilbert nie napierał, zrobił herbatę i podał ją Feliksowi, a sam wyciągnął wczorajsze jedzenie z lodówki i odgrzał w mikrofalówce. Z grzeczności wypadało zaproponować jakieś jedzenie swojemu gościowi, ale zwyczajnie nie miał nic więcej. Lodówka była prawie pusta.
Feliks wypił herbatę i odłożył szklankę do zlewu, czekał w milczeniu, aż Gilbert skończy jeść. Cały czas zastanawiał się czy przyjście tutaj było dobrym pomysłem; nie cieszył się na myśl o seksie z nim raz na jakiś czas, ale to było lepsze niż spanie na ulicy.
-Gdzie jest łazienka? - spytał.
Gilbert bez słowa wskazał mu pomieszczenie, a gdy Feliks wszedł do środka, to poszedł do wolnego pokoju, upewnić się że nie ma tam żadnych jego rzeczy. Łóżko było ładnie pościelone, w szafach nie było nic. Już wcześniej próbował wynająć pokój znajomym z pracy, ale nikt nie chciał z nim mieszkać, nawet mimo tego, że byli w potrzebie.
Feliks obmył twarz zimną wodą i spojrzał w lustro. Wyglądał żałośnie, ale przynajmniej miał już gdzie spać. Teraz jedyne o czym marzył to położyć się do łóżka. Wyszedł z łazienki i podszedł do otwartego pokoju, zerknął do środka i zobaczył Gilberta, który odwrócił się i podszedł do niego.
-Gdzie masz resztę rzeczy?
-Ja… Nie mam… Nic poza tym co noszę. - odpowiedział Feliks, odwracając wzrok. Czuł się upodlony i nie miał zamiaru patrzeć Gilbertowi w oczy. Wszedł do środka bez słowa i ściągnął torbę z laptopem, położył ją na szafce nocnej.
Gilbert opuścił pokój. Nie wiedział co o tym myśleć. Ale tego dnia już nie chciał o nic dopytywać, nie chciał wystraszyć Feliksa zbytnią ciekawością. Przypomniał sobie, że miał kilka ubrań, których praktycznie nie nosił. Wyciągnął je z szafy i wrócił do pokoju,
-Jak chcesz to… - powiedział, zerkając do środka.
Feliks leżał na łóżku, w ubraniach i spał. Gilbert westchnął. Zgasił światło i zamknął drzwi.
