Actions

Work Header

Sugar and Spice [PL]

Summary:

Wbrew temu, co twierdziła, nie czuła zapachu trawy, nowego pergaminu i miętowej pasty do zębów.

Zdumiewająca amalgamacja dezorientacji, po której nastąpiła peryferyjna świadomość, a następnie natychmiastowy strach sprawiły, że zarumieniła się tak mocno, że pokój rozmył się wokół krawędzi jej wzroku, gdy wydusiła z siebie kłamstwo.

To był stary pergamin przechowywany w sekcji zastrzeżonej, cierpkie zielone jabłka i coś pikantnego — nie cynamon, goździki — co utrzymywało się w jej nozdrzach. Była oszołomiona, jej powieki mocno opadły, nawet gdy mała część jej mózgu krzyczała, jak bardzo to było złe. Większa, głośniejsza część jej umysłu odrzuciła wstyd na rzecz niższych instynktów. Instynkty tłumiły się i rozpraszały, a wstyd narastał, im bardziej oddalała się od delikatnego, niepowtarzalnego zapachu unoszącego się z kociołka.

Notes:

Chapter 1: Prolog

Chapter Text

Wbrew temu, co twierdziła, nie czuła zapachu trawy, nowego pergaminu i miętowej pasty do zębów.

Zdumiewająca amalgamacja dezorientacji, po której nastąpiła peryferyjna świadomość, a następnie natychmiastowy strach sprawiły, że zarumieniła się tak mocno, że pokój rozmył się wokół krawędzi jej wzroku, gdy wydusiła z siebie kłamstwo.

To był stary pergamin przechowywany w sekcji zastrzeżonej, cierpkie zielone jabłka i coś pikantnego — nie cynamon, goździki — co utrzymywało się w jej nozdrzach. Była oszołomiona, jej powieki mocno opadły, nawet gdy mała część jej mózgu krzyczała, jak bardzo to było złe. Większa, głośniejsza część jej umysłu odrzuciła wstyd na rzecz niższych instynktów. Instynkty tłumiły się i rozpraszały, a wstyd narastał, im bardziej oddalała się od delikatnego, niepowtarzalnego zapachu unoszącego się z kociołka.

Ignorując drwiny kolegów z klasy, Hermiona zerknęła przez swoje bujne loki na drugą stronę sali gdzie siedzieli parami Ślizgoni. Malfoy parsknął, jego chłodne, szare spojrzenie przesunęło się z niej na chłopaka, obok którego siedział, Notta, Jego uśmieszek był mniej drwiący, ale nadal sprawiał, że coś buntowniczo, niebezpiecznie, załopotało w jej żołądku. Śmiali się… z niej? Rona? Z niej i Rona? Oderwała od nich wzrok, zanim się potknęła i naprawdę zrobiła z siebie widowisko.

Dwadzieścia minut później zebrała książki i podreptała za Harrym i Ronem do Wielkiej Sali gdzie, pomimo ołowianego uczucia w jelitach, skubała sumiennie swój talerz i nie udało jej się powstrzymać swoich oczu przed od podążenia na przeciwległy koniec sali, gdzie…

Malfoy wpatrywał się w nią, a jego długie, nierozsądnie eleganckie, palce ściskały lśniące zielone jabłko. Przerzucił je z lewej ręki do prawej, zgrabnie poruszając nadgarstkami. Oderwała wzrok i wymawiając się bólem brzucha, opuściła salę, na rzecz wędrówki kamiennymi korytarzami w towarzystwie swoich chaotycznych myśli.

Jedna z tych myśli prześladowała ją nawet w drodze na Transmutację, bzyczała w jej mózgu w trakcie kolacji, a nawet gdy położyła się do łóżka zaciągając zasłony baldachimu dla ochrony przed chichotem Parvati i Lavender.

Rozumiała zapach pergaminu. Zapach jabłek również można było łatwo przypisać. Razem miały sens, na tyle sens, o ile coś zakorzenionego w... uczuciach, zamiast logiki mogło być sensowne, nawet jeśli strasznie się za to osądzała.

Malfoy.

Przełknęła swój niepokój na samą myśl o jego nazwisku i tajemniczym sposobie, w jaki myśl o tym nazwisku sprawiała jej ból w zupełnie nowy, a jednocześnie bardzo znajomy sposób. Nie powinna się tak czuć, nie z jego powodu. Wstręt, tak. Obiektywne przyznanie, że ktoś ma piękne kości, piękne oczy i idealne zęby? To jedno. Nie to oznaczał eliksir. Takie przyciąganie? Nie, nigdy. Dlaczego, dlaczego jej wewnętrzne przewody się skrzyżowały? Co było z nią nie tak, że czuła to do kogoś, kto jej nienawidził?

Hermiona wzięła płytki wdech, zapach zniknął, ale nie został zapomniany, i zmarszczyła brwi. Znowu to pytanie. W ciągu sześciu lat znajomości z Malfoyem ani razu nie poczuła zapachu goździków na jego osobie, nawet abstrakcyjnie.

To była tajemnica, więc oczywiście chciała ją rozwiązać, nawet jeśli nic dobrego z tego nie wyniknie. Nie. Nic by z tego nie wyszło. Hermiona zamknęła oczy. Miała ważniejsze, bardziej bezpośrednie zmartwienia.